Wokół kwestii technologii cyfrowych w trzecim sektorze
2010/03/18, czwartekWczoraj uczestniczyłem w spotkaniu Foresightu obywatelskiego prowadzonego przez Pracownię Stocznia, w ramach którego opowiadałem o technologiach cyfrowych, ich wykorzystaniu i wyzwaniach z nimi związanych dla trzeciego sektora.
Razem ze mną wystąpiła Agata Nowotny, która opowiadała o wnioskach z badania “Młodzi i media” - i opowiadając o różnicach pokoleniowych użyła ciekawego terminu “kultura instrukcji obsługi”: podczas gdy dziecko w miarę swobodnie dobiera sobie narzędzia i eksploruje ich funkcje, to rodzic używa internetu “sztywno” - robiąc tyle, ile “nauczył się z instrukcji obsługi”. Jak powiedział ktoś z sali, to co dla młodego internauty jest przestrzenią swobodnego działania, dla osoby starszej jest drogą, po której potrafi przejść od ściśle wytyczonego punktu A do punktu B, według instrukcji.
Szymon Surmacz z Obywatela kontrował, że czytanie instrukcji jest pożytne i wynika z etyki hakerskiej, stawiającej na rozwiązania wydajne, nie obciążające indywidualnie innych. To oczywiście inny rodzaj czytania instrukcji - zapewniający dogłębną wiedzę (którą hakerzy tak lubią), a nie pozwalającą dać sobie radę, trzymając się sztywno wytycznych.
Oczywiście pojawia się pytanie, skąd młodzi się uczą, jeśli nie z instrukcji? Z badania wynika, że uczą się wzajemnie od siebie.
*
Drugi - i dla mnie chyba najciekawszy - wątek dotyczył tego, co w badaniu nazwano “deinstytucjonalizacją” - malejącą rolą instytucji jako pośredników. W badaniu chodzi przede wszystkim o udział w kulturze, ale w naszej dyskusji Kuba Wygnański ze Stoczni zaproponował, żeby potraktować tę tezę ogólniej. Chodzi o to, że w niektórych przypadkach coraz mniej potrzebujemy organizacji, bo wyręcza je niejako internet (a bardziej precyzyjnie usługi internetowe lub ludzie, z którymi poprzez internet mamy kontakt).
Działacze z organizacji mówili, że coraz bardziej działają jako jednostki związane z organizacją; że nie wiadomo do końca, jak umieścić organizację w serwisie społecznościowym - czy zasługuje na konto tak samo jak ludzie; i że młodzież taką sytuację traktuje jako sztuczną - chcą się kontaktować na przykład przez Facebook, ale z konkretnymi osobami - a nie z organizacją.
Wątek jest ciekawy z dwóch powodów. Po pierwsze, pośrednicy nie zanikają - tylko zmieniają się. Pośrednikiem online bardzo często jest dziś jakaś platforma społecznościowa / Web 2.0 - a ta niemal zawsze (z chlubnymi wyjątkami takimi jak Archive.org czy Wikipedia) jest platformą komercyjną: Facebook, Youtube, Wrzuta, Garnek, Wykop, Flickr.
Wydaje mi się, że kluczowym zadaniem powinno więc być tworzenie tego rodzaju pośredników, ale społecznych, obywatelskich. Można to traktować jako kontynuację tworzenia wolnego oprogramowania (obsługuje ono dużo platform społecznościowych, także tych komercyjnych) - ale zadanie polega na stworzeniu silnych serwisów, a nie tylko narzędzi do ich tworzenia. Na rynku przeglądarek otwarty Firefox konkuruje skutecznie z komercyjnym Explorerem - czy da się stworzyć podobnie otwarty serwis społecznościowy? Ja znam jeden taki przykład - jest nim system mikroblogowy Status.net. Otwarty od góry do dołu w ramach swojej “technology stack” - ale jednak będący w rękach komercyjnego podmiotu. A wzorem jest oczywiście Wikipedia, w przypadku której nawet serwery są zarządzane przez Fundację Wikimedia.
Zaintrygowała mnie też sprawa niedopasowania instytucji do mechanizmu kont indywidualnych na Facebooku (choć wiele instytucji je posiada, to sprawia to wrażenie oddolnej innowacji i twórczego wykorzystania narzędzia wymyślonego dla osobistego użytku). Ciekawe, jak wyglądałby serwis społecznościowy stworzony z myślą nie o pojedynczych osobach, tylko o grupach / instytucjach jako użytkownikach?







