22.04.2012
niedziela

Otwartość a prywatność, konflikt podstawowych praw cyfrowych

22 kwietnia 2012, niedziela,

W weekendowej Wyborczej Ewa Siedlecka pisze, że „prywatności już nie będzie”. Nie lubię takiego zaklinania rzeczywistości, zawsze trzeba zakładać, że zmiana jest możliwa. Ale Siedlecka pokazuje, że sprawa rzeczywiście jest trudna – prywatności nie będzie z wielu powodów, ale przede wszystkim dlatego, że jesteśmy zbyt wygodni, że chcemy być widoczni i że technologia bardzo ułatwia utratę prywatności. I nie interesują nas lepsze alternatywy: Czytaj całość →

11.03.2012
niedziela

Subskrypcje! Czytając Dukaja o e-literaturze.

11 marca 2012, niedziela,

W Gazecie Wyborczej wysyp tekstów o e-książkach i e-literaturze ( i w ogóle wszędzie dookoła pojawiło się więcej tematów „cyfrowych” w mediach, które przeglądam). Czytając je mam poczucie, że w momencie zmiany wszelkie dyskusje „czy wyjdzie nam na dobre, czy na złe” nie mają żadnego sensu – lepiej usiąść z boku i przyjrzeć się zmianom. To co ma sens, to próbować już teraz rozumieć skutki; mierzyć jak najlepiej się da zmianę; oraz myśleć o jak najlepszych nowych modelach funkcjonowania literatury (w tym wypadku) w zmienionej formie. (I przyznam, że dość mało interesują mnie kwestie zmiany samych form, na przykład literackich – choć kwestia wpływu modelu dystrybucji na styl i treść jest dość ciekawa).

*

Zaciekawił mnie tekst Dukaja (który w Tygodniku Powszechnym kiedyś napisał świetny tekst o rozproszonej bibliotece). Dukaj stawia tezę, że e-booki mogą spowodować zapaść całego rynku książki, tak jak popularyzacja mp3 załamała rynek muzyczny, oparty jednocześnie na sprzedaży płyt. Ale akapit później pisze o jeszcze jednym trendzie – moim zdaniem dużo ważniejszym: dostępność tytułów w innych językach (szczególnie po angielsku) – w sytuacji gdy ludzie te języki znają, a grupa docelowa dla większości tytułów wynosi ok. 2000 osób – oznacza, że czytelnicy „odpłyną” nie tyle w Sieć, co do wersji obcojęzycznych. Z tym samym skutkiem zapaści rynku krajowego.

Myślę, że to dość słuszna diagnoza. Dukaj jako jedyne wyjście z sytuacji podaje wprowadzenie mocnych zabezpieczeń technicznych (DRM), uniemożliwiających szkodliwe dla sprzedaży kopiowanie treści. Jednak problemu „konkurencji z zagranicą” to nie rozwiąże.

Jest jednak inne rozwiązanie, jakim są subskrypcje. Dziś nazywane „crowdfundingiem”. Ale pamiętam z dzieciństwa wykupywanie z ojcem kolejnego tomu Encyklopedii Powszechnej PWN, właśnie na subskrypcję. To model, który pozwala sprawdzić, czy dla danej pozycji znajdzie się nisza na rynku, przed zainwestowaniem środków. Jedyne z czym się należy pogodzić, to że wszelki utarg ponad zebraną z subskrypcji sumę jest mało prawdopodobny. Ale poza tym subskrypcje wydają się modelem idealnym – gwarantują pewne środki, a w środowisku sieciowym ich promocja nie jest problemem.

Pytanie tylko, czy znajdzie się dość duża nisza – możliwe więc, że amatorzy naprawdę niszowej twórczości będą musieli za nią bardzo dużo płacić (co dla pozycji zagranicznych pewnie będzie barierą – ale w przypadku treści polskich może się okazać, że prawdziwi fani zapłacą naprawdę dużo za kolejną książkę czy płytę twórcy).

Pozostaje zacząć eksperymenty. Na świecie Kickstarter świętuje sukcesy, w Polsce Megatotal ma nową odsłonę, Fundacja Nowoczesna Polska eksperymentuje z subskrypcjami na współfinansowanie konkursu o przyszłości prawa autorskiego.

*

A w kwestii DRM polecam klasyka sprzed 7 lat, nadal aktualnego.

4.03.2012
niedziela

Zhakować kulturę – rusza cykl w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie

4 marca 2012, niedziela,

Razem z Alkiem zapraszamy wszystkich chętnych do udziału w serii spotkań, które poprowadzimy w siedzibie MSN. Najbliższe już we wtorek, 6 marca, o godz. 18:00.

Pomysł na cykl jest następujący: chcemy zastanowić się, na ile wypracowane w sieci modele tworzenia i dzielenia się treściami kultury, ale też po prostu modele współpracy, dają się przenieść na poziom polityki kulturalnej i działań instytucjonalnych. Nowe technologie i ich użytkownicy ?zhakowali? kulturę, marginalizując rolę tradycyjnych instytucji kultury. Na ile te dwie sfery mogą współpracować? O tym będziemy rozmawiać.

W ramach cyklu przewidujemy m.in. spotkania poświęcone domenie publicznej czy warsztaty poświęcone oddolnym modelom finansowania kultury. Zaczniemy jednak od tematu „Poza instytucjami i rynkiem. Nieformalne obiegi treści w Sieci”. Gościem będzie dr Tomasz Rakowski, antropolog z Uniwersytetu Warszawskiego, autor książki „Łowcy, zbieracze, praktycy niemocy”.

Więcej informacji tutaj.

1.03.2012
czwartek

Zakaz wnoszenia broni masowego tworzenia na Stadion Narodowy

1 marca 2012, czwartek,

Na dzisiejszy, inauguracyjny mecz na nowym Stadionie Narodowym nie można było wnieść, według regulaminu, m.in. broni i materiałów wybuchowych, materiałów o charakterze rasistowskim, butelek, masztów flagowych, substancji żrących, megafonów, wuwuzeli oraz profesjonalnych aparatów i kamer fotograficznych.

Mamy więc długą listę zawierającą: rzeczy stanowiące potencjalne zagrożenie bezpieczeństwa na imprezie masowej, oraz rzeczy do tworzenia. Zestawienie dość zaskakujące. Zapis w regulaminie jest trochę bardziej złożony:

„profesjonalne aparaty fotograficzne, kamery wideo lub inne podobne urza?dzenia za wyja?tkiem przeznaczonych do s?cis?le prywatnego uz?ytku;”

Ale biorąc pod uwagę dołączoną do regulaminu wizualną instrukcję nie ryzykowałbym, idąc na stadion, sprawdzenia jak ochroniarz zinterpretuje „przeznaczenie do ściśle prywatnego użytku”.

(„Przedmioty zabronione Polska Portugalia„, pzpn.pl, fragment)

Na niedawnym otwarciu stadionu wpuszczano także jedynie z aparatami „amatorskimi” – a za takie uznawano wszystkie z rozdzielczością poniżej 5 megapikseli. Co jest o tyle absurdalne, że tak definiowany „aparat profesjonalny” można kupić dziś taniej niż bilet na mecz Polska-Portugalia. Niejedna komórka za złotówkę kryje także w sobie taki profesjonalny sprzęt.

O co tutaj chodzi? Oczywiście o własność intelektualną, o prawa autorskie, o prawo do kontrolowania już nawet nie kopii, tylko twórczości. Nie potrafię znaleźć w internecie uzasadnienia tego zakazu, ale podejrzewam, że PZPN jako organizator meczu, lub spółka Narodowe Centrum Sportu (zarządzająca stadionem) chcą mieć monopol na najróżniejsze wizerunki: piłkarzy, murawy, obiektu.

Jest to dla mnie zakaz absurdalny – mimo że z punktu widzenia logiki systemu prawa autorskiego, operującego ideą słusznego monopolu posiadaczy praw, jest jak najbardziej logiczny.

Ja tymczasem chciałbym, żeby Stadion Narodowy był, na tyle na ile to możliwe, dobrem wspólnym. Podobnie jak grająca w imieniu nas wszystkich reprezentacja. A w społeczeństwie cyfrowym zasada dobra wspólnego dotyczy przede wszystkim warstwy symbolicznej – w tym wypadku, zdjęć i filmów z imprezy (tu czuję się w obowiązku dodać na wypadek, że nie mam na myśli nacjonalizacji stadionu na modłę jakiegoś kołchozu).

*

W regulaminie znajduje się jeszcze jeden ciekawy zakaz, zakazane są :

„urządzenia służące do przesyłania w celach komercyjnych obrazu, dźwięku, opisów wydarzeń poprzez Internet lub inne formy przekazu za wyjątkiem dopuszczonych za pisemną zgodą Organizatora;”

Jeśli dobrze interpretuję zapis, to potencjalnie spełnia go każda komórka z dostępem do internetu (w zależności od intencji – komercyjnych lub nie – jej użytkownika). Trudność z definicjami odwołującymi się do rozróżnienia celów komercyjnych i niekomercyjnych były zresztą wielokrotnie wskazywane w dyskusjach wokół  ACTA – czy wiesz, wysyłając update na Facebooka, czy Twoje konto na pewno nie ma jakiegoś celu komercyjnego?

(Urządzenia te nie doczekały się niestety wizualnego odwzorowania w infografice…)

*

Wiem, że takie zapisy uzasadnia się racją ekonomiczną najróżniejszych podmiotów. Chciałbym, żeby racja ta za każdym razem, w przypadku przedsięwzięć i podmiotów, w tym spółek, o charakterze publicznym, była ważona na jednej szali wraz z interesem publicznym. Inaczej monopole tego rodzaju będą się szerzyć i eskalować: Wawel zabraniał będzie fotografowania swojego dziedzińca, warunkiem zorganizowania Euro będzie przekształcanie zabytków narodowych na darmową powierzchnię reklamową, a ptasie mleczko z nazwy rodzajowej staje się znakiem zastrzeżonym na rzecz firmy, która zakazuje blogerce stosowania tej nazwy dla słodyczy domowej produkcji.

 

 

 

18.02.2012
sobota

Nowe pokolenia (czytając Czerskiego)

18 lutego 2012, sobota,

Przeczytałem wreszcie polecany przez wielu znajomych tekst Piotra Czerskiego „My, dzieci sieci” z Dziennika Bałtyckiego (tutaj skan i transkrypcja). Tekst rzeczywiście świetnie oddaje „etos internetu”. Ale jak każdy tekst o pokoleniu dokonuje pewnego uogólnienia Czytaj całość →

6.02.2012
poniedziałek

Czytając „Bromskiego o #ACTA”

6 lutego 2012, poniedziałek,

Najróżniejsze media online przedrukowały wywiad, jaki Jacek Bromski, prezes Stowarzyszenia Filmowców Polskich i reżyser, udzielił PAP (ja wybralem wersję z Interii, bo nie wszystkie są równie kompletne). Wywiad ciekawy, zaintrygowały mnie w nim cztery sprawy:

1.

„Żądamy ścigania tych, którzy zarabiają miliony na udostępnianiu skradzionych utworów. Chcemy mieć możliwość legalnej i taniej dystrybucji naszych utworów w sieci. Chcemy praworządności w internecie.”

Argumentacji, że dopiero po złapaniu wszystkich piratów będzie możliwa legalna dystrybucja, nigdy nie rozumiałem i nadal nie rozumiem. Czytaj całość →