Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

22.02.2007
czwartek

Zizek i Lanier, czyli krytyka Web 2.0

22 lutego 2007, czwartek,

Niedawno magazyn „Europa”, dodatek do „Dziennika”, opublikował tekst Slavoja Zizka „Komputerowa iluzja demokracji”. Nieco wcześniej wielką dyskusję w sieci rozpętał tekst Jarona Lanier, „Digital maoism”. Nietrudno się domyślić, że teksty te kreślą niezbyt pozytywną wizję najnowszych zjawisk związanych z internetem. Jakie argumenty przywołują przeciwnicy „2.0”?

Zizek, który niedawno „przejechał się” po „Imperium” Negriego i Hardta, teraz wziął na warsztat „nową cyberdemokrację”. I choć w tekście pojawiają się ograne argumenty z obowiązkowym od przynajmniej dekady odwołaniem do cyberseksu, a właściwie masturbacji w cyberprzestrzeni, które wydają mi się być nieco poniżej poziomu do którego przyzwyczaił Zizek, to na pewno warto ten tekst przeczytać. Zagrożenie płynące z internetu Zizek widzi przede wszystkim w anonimowości i skrajnym solipsyzmie, w stronę którego pcha nas sieć. Zapośredniczony przez sieć kontakt jest według niego poprawiającą nasze samopoczucie iluzją, podczas gdy tak naprawdę pozostajemy od siebie oddzieleni. Relacja naszego rzeczywistego „ja” i „ja” w internecie jest więc podobna do tej, jaką Magritte uchwycił w słynnym „Ceci n’est pas une pipe” (osobiście wolę wersję). Być może Zizek ma za złe „cyberdemokracji” to, iż w istocie jest łagodną próbą zmiany (kamflażu?) status quo, bo bez wątpienia brak jej leninowskiego radykalizmu. Nie do końca przekonuje mnie jednak bliskim Baudrillardowi argumentem o iluzoryczności zapośredniczonych przez sieć działań. Czy hasła Wikipedii są mniej wiarygodne właśnie z tego względu, że ich twórcy mogli nigdy nie spotkać się twarzą w twarz?

Inne negatywy w Web 2.0 widzi Jaron Lanier, popularny w latach 80-tych „guru wirtualnej rzeczywistości” (był w Polsce na WRO w roku 2000). Lanier ostrzega przed „nową erą kolektywizmu” i nieuchronnie wiążącym się z nią uproszczeniem wizji świata. Oczywiście wskazuje na ryzyko wykorzystania energii mas przez biznes, ale przede wszystkim negatywnie odbiera to, że w blogosferze czy Wikipedii zanika indywidualizm. Pojęcie „tłumu” to dla Laniera nie to samo, co „inteligentny tłum” Rheingolda. To raczej masa, której inteligencja zamiast rosnąć poza możliwości jednostki, zostaje sprowadzona do najniższego wspólnego mianownika. Jeśli jeszcze nie czytaliście o zagrożeniach cyfrowego maoizmu, to pora nadrobić zaległości w lekturze – łącznie z dyskusją, jaką z Lanierem podjęli m.in. Douglas Rushkoff, Yochai Benkler, Cory Doctorow, Jimmy Wales i Howard Rheingold.

Zestawienie Zizka z Lanierem jest, przyznaję, dość karkołomne. Uderzył mnie jednak fakt, że krytykując to samo, użyli dokładnie odwrotnych argumentów. Dla pierwszego dzisiejsze oblicze internetu jest wciąż zbyt zindywidualizowane, dla drugiego – przesadnie skolektywizowane. Nie musi to wcale oznaczać, że nawzajem sobie przeczą i w ich argumentach brak logiki. Raczej, że nawet pozytywne zjawiska zachodzące w sieci pełne są wewnętrznych napięć. Często tu podkreślamy, że wizja Kultury 2.0 to raczej pewien utopijny projekt, niż sielankowa rzeczywistość. Tym bardziej warto słuchać głosów krytycznych – odległość dzieląca „inteligentny tłum” od „owczego pędu” nie jest duża.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 1

Dodaj komentarz »
  1. Jeszcze brakuje tu Carra:

    http://www.roughtype.com/archives/2005/10/the_amorality_o.php
    http://www.roughtype.com/archives/2006/03/the_editor_and.php

    aczkolwiek jest to spojrzenie tylko na pewien aspekt web 2.0. tu niestety już zaczyna wyłazić mgławicowość tego pojęcia.