Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

27.03.2008
czwartek

Interaktywny plac zabaw – wywiad z twórcami projektu

27 marca 2008, czwartek,

Podczas niedawnej wizyty we Wrocławiu odwiedziliśmy nową siedzibę Centrum Wro, a w niej wystawę Interaktywny Plac Zabaw, inaugurującą projekt Przedszkole Mediów.

Interaktywny plac zabaw

Tydzień wcześniej Paweł Janicki opowiadał o znaczeniu edukacji medialnej i informatycznej jako przekazującej podstawowe kompetencje twórcze. Cytował Zbigniewa Rybczyńskiego, który cytowaną myśl powtórzył w trakcie spotkania o animacji we Wrocławiu ? że twórcza praca z komputerem zaczyna się z chwilą, gdy umiemy go programować.

Można to potraktować jako jedną z myśli przewodnich projektu „Interaktywny Plac Zabaw” – poprzez który dzieci, już w wieku przedszkolnym, poznają nowe media i bawią się narzedziami interaktywnymi. Jednocześnie projekt ten to coś więcej niż instalacja multimedialna dla dzieci. Prowokuje do myślenia także o koncepcjach wszechobecnych komputeryzacji, elektroniki rozlewającej się na świat rzeczy fizycznych; o technologiach nadzoru i alternatywnych sposobach ich wykorzystywania; o alternatywnych interfejsach, itd.

Wystawa składa się z czterech stanowisk: sali mieszania kolorów RGB w wielkich sześcianach wyciętych z pleksi; zabawy graficznej z perspektywą; instalacji „Faktury”, pozwalającej poprzez ruch i dotykanie różnych faktur „komponować” projekcję audio-wizualną; oraz instalację „Malowanie światłem”, w której można sterować programem graficznym poprzez poruszanie źródłami światła (szczegóły na stronie projektu).

Interaktywny plac zabaw

Interaktywny plac zabaw

Interaktywny plac zabaw

Interaktywny plac zabaw

Przede wszystkim, od razu zaskakuje widok chmary dzieci biegających, bawiących się i hałasujących w centrum sztuki współczesnej. Co po chwili zmusza do refleksji, skąd się to zdziwienie bierze.

O to i inne kwestie związane z „Interaktywnym placem zabaw” zapytaliśmy jego twórców: Patrycję Mastej, Dominikę Sobolewską i Pawła Janickiego.

Interaktywny plac zabaw

Alek, Mirek: Skąd się wziął pomysł?

Paweł: Wystawa Interaktywny plac zabaw jest pierwszą odsłoną Przedszkola mediów, który ma być cyklem wydarzeń skierowanych do dzieci. Interaktywny plac zabaw wziął się z pomysłu Patrycji i Dominiki, które robiąc swój dyplom – Patrycja na wzornictwie przemysłowym, a Dominika na architekturze wnętrz – zaprojektowały Centrum Doświadczalno-Wizualne dla dzieci. Nam ten pomysł bardzo się spodobał, dlatego zaprosiliśmy je do współpracy i zrobiliśmy wystawę. Zwłaszcza, że od lat myśleliśmy o takiej ofercie dla dzieci.

Patrycja: Chciałyśmy przybliżyć dzieciom podstawowe pojęcia plastyczne, takie jak linia, faktura, kolor, perspektywa, światło. Dodałyśmy do tego wymiar przestrzenny, tak że część instalacji zachęca do ruchu. Wreszcie wszystkie te elementy zespoliły dźwięk i multimedia. Ma to być odpowiednik galerii sztuki współczesnej dla dzieci.

Paweł: Co istotne, dziecko jest tu traktowane jako normalny odbiorca. Unikamy nachalnej propedeutyki, bo nie chcemy wpaść w tę samą pułapkę, co większość wystaw dla dzieci. Są one nie tyle dla dzieci, co po prostu infantylne. Oczywiście dostosowaliśmy całość na przykład do dziecięcych standardów bezpieczeństwa, ale jednocześnie staraliśmy się nie wpadać w przesadę. Konsultowaliśmy się z pedagogami i psychologami, ale też trochę zbuntowaliśmy się przeciwko standardom traktowania dzieci. Normą jest izolowanie dzieci od otoczenia. Ludzie oczekują, że galeria jest właśnie takim „bezpiecznym” miejscem, gdzie niczego nie będzie się dotykać. U nas jest inaczej, dotykanie jest ważne, faktury są ważne i nikomu nie przeszkadza, że na jednej z instalacji kamień czasem wyląduje w wodzie i ktoś się ochlapie. Zresztą zdarzają się tu sytuacje niezwykłe – w ubiegłym tygodniu studenci kulturoznawstwa walczyli o zabawki z dzieciakami z zespołem Downa. Później wspólnie obsługiwali jedną instalację.

Mirek: To chyba też uczenie braku dystansu w dobrym tego słowa znaczeniu – wiele osób jest wciąż onieśmielonych, przestraszonych wkraczając w przestrzeń galerii.

Dominika: Tak, nasze założenia są odwrotne, tu interakcja jest kluczowa. Nie narzucamy też jednoznacznej interpretacji tych obiektów, nie sugerujemy jak obsługiwać eksponaty. Nie ma tu jednej, właściwej wykładni edukacyjnej. Wiele obiektów, jak malowanie światłem, nie istnieje bez kontaktu z odbiorcą.

Patrycja: Albo odbiorcami, bo najwięcej można z tych obiektów wycisnąć współpracując w grupie.

Alek: Mówiliście o sztuce, ale według mnie chodzi też o podstawowe cechy obcowania z mediami, interaktywnymi ekranami.

Paweł: Oczywiście można to wielako interpretować. Niedawno gościły u nas dwie Japonki zajmujące się instalacjami interaktywnymi dla dzieci i największą uwagę zwróciły na dwie kwestie: rolę dotyku, fizyczności w naszych instalacjach, oraz zachęcania do interakcji w grupie. Więc jest to komunikacja medialna, ale ujęta inaczej, niż doświadczamy jej w domach.

Dominika: Chodziło raczej o pewną logikę, niż same technologie cyfrowe – jednym z mediów generujących interakcję są więc na naszej wystawie kolorowe sześciany z pleksi. Wchodząc do nich można obserwować różne zjawiska optyczne…

Paweł: …i choć nie są elektroniczne, to np. uczą kadrowania, czyli umiejętności ważnej w mediach cyfrowych. Zresztą od kilku lat obserwujemy to podczas biennale WRO – pewne strategie typowe dla mediów elektronicznych przenoszą się do instalacji analogowych i odwrotnie.

Alek: Uderzyło mnie, że na wystawę nie składają się rzędy komputerów. Instalacje są dość odległe od mainstreamu naszych medialnych doświadczeń. Czy to dlatego, że skoro wystawa kierowana jest do dzieci, to trzeba było stworzyć instalacje, w których mogą bawić się i biegać? Czy można byłoby coś podobnego zrobić dla dorosłych?

Paweł: Już na tej wystawie zastosowaliśmy uniwersalne metody komunikacji – często widzimy, że rodzicom włącza się homo ludens. Pewnie dlatego, że przychodząc z dziećmi czują się rozgrzeszeni i nie muszą zachowywać się poważnie. A przy okazji też dostają jakiś materiał do przemyśleń. To jest ważny aspekt Przedszkola – razem z dziećmi przychodzą do nas ludzie, którzy sami nigdy by tu nie zajrzeli. A na pewno nie przyszliby na edukacyjną wystawę dla dorosłych. Osobną sprawą są te rzędy komputerów, które są tylko małym wycinkiem współczesnej sztuki mediów, w Polsce nadreprezentowanym z różnych powodów, także budżetowych. Nietypowe interfejsy są trudne do zbudowania i kosztowne.

Mirek: To ciekawe, bo przecież alternatywnych interfejsów szuka się dziś często w świecie rozrywki, np. w konsolach do gier obserwujemy wzrost popularności aplikacji obsługiwanych ruchem. Technologia wtapia się w codzienność, to już nie tylko komputer i myszka na biurku.

Paweł: Dlatego chcielibyśmy pokazać dzieciom inny kontekst tych samych rozwiązań, które poznają w konsolach. Pokazujemy im, że to nie przemysł tworzy nowe jakości – do czego przywykliśmy w Polsce. Za gadżetami, które trafiają do naszych sklepów, stoi praca koncepcyjna często związana z artystycznym eksperymentem. Tu pokazujemy ją od kuchni.

Dominika: Ten wątek widać też na poziomie przygotowania wystawy, bo wykorzystaliśmy także „śmietnik popkultury”. Narzędziem kreacji w instalacjach stają się np. tanie, chińskie zabawki, które zazwyczaj kojarzą nam się źle, a tu pracują na innym poziomie.

Paweł: Te opresyjne skojarzenia budzą zresztą nie tylko zabawki produkowane jak się domyślam w strasznych warunkach, ale i kamery przemysłowe czy oprogramowanie do analizy ruchu, z którego korzystaliśmy. Próbujemy te przedmioty zmienić, pokazać odbiorcom że można te przedmioty czy programy wykorzystać inaczej – można je kontestować i niszczyć, ale można też uszlachetnić, co my robimy.

Alek: Ale czy odbiorcy mają takie refleksje? Bo przecież tę wystawę można odbierać jak rzeczywistość magiczną. Bawiąc się jedną z instalacji myślałem, że uruchamia ją dotyk, dopiero wy powiedzieliście mi, że w tle działa kamera analizująca mój ruch ? i że to ona tak naprawdę się liczy.

Patrycja: Jak już mówiliśmy, nie chcieliśmy niczego narzucać. Dla dzieci ciekawe są dokonywane wspólnie odkrycia, dlatego wiedzieliśmy, że musimy wyjść poza schemat „jeden algorytm do rozgryzienia”. Z tego co obserwujemy, dzieci zaskakująco dobrze rozpracowują nasze instalacje, może nawet mniej rozumowo, bardziej intuicyjnie. Chodziło nam też o twórcze podejście do rzeczywistości, nie zamykanie się na mediach. Ta wystawa ma budzić też pewną wrażliwość, która zadziała po wyjściu z galerii nie tylko w kontakcie z mediami, ale i w innych sytuacjach. Chcieliśmy pokazać, że pierwiastek twórczy jest w ludziach, nie w przedmiotach.

Mirek: Co dalej?

Paweł: Mamy kilka starszych pomysłów na realizacje w ramach tego cyklu, jak i nowe, które narodziły się podczas obserwowania zachowań gości wystawy. Będziemy też z tą wystawą jeździć po innych galeriach i centrach, których szefowie po wizycie u nas złapali się za głowę z krzykiem „no właśnie, dzieci”.

Mirek: No właśnie, to było moje pierwsze skojarzenie po obejrzeniu wystawy – czy takie inicjatywy nie powinny stanowić absolutnej podstawy ekspozycji centrów sztuki współczesnej? Czy jest coś ważniejszego? Okazuje się, że Wasz relatywnie niewielki projekt jest wydarzeniem, trudno nie odbierać go entuzjastycznie.

Paweł: Będziemy rozwijać ten pomysł, bo zakładamy, że zrobiliśmy prototypy, które sprawdziły się zdumiewająco dobrze. Wykonaliśmy pierwszy krok, ale już planujemy następne.

O komentarz poprosiliśmy też Piotra Krajewskiego ? stawiając tezę, że Przedszkole to druga noga dla organizowanego przez Centrum biennale WRO.

Piotr: Wybierając taki projekt na początek działalności centrum zaryzykowaliśmy – mogliśmy przecież zaprosić artystę o międzynarodowej renomie i wszyscy byliby zadowoleni. Ale ryzyko się opłaciło: w ciągu dwóch tygodni odwiedziło nas tysiąc osób, nie licząc ludzi którzy przyszli na otwarcie. Ich udziałem stają się tutaj niesamowite chwile, kiedy obcy ludzie dokonują wspólnych odkryć, albo dzieci z zespołem Downa integrują się z innymi odwiedzającymi i wspólnie bawią przy instalacjach. Nikt nikogo nie wytyka palcem. Niezwykłe są też reakcje rodziców, którym zdarza się usiąść w naszej czytelni mediów i oglądać prace wideo, które w innej sytuacji wydawałyby się im nie do zaakceptowania. Nagle okazuje się, że w odpowiednio zaaranżowanej przestrzeni wszystko jest możliwe. Uważam, że jest w tym coś podniosłego, że rodzice i dzieci są tu razem, razem się bawią i uczą. Cieszymy się z sukcesu tego projektu i dlatego już teraz mogę powiedzieć, że Przedszkole mediów będzie imprezą cykliczną. Mamy zresztą ciekawe propozycje ze strony sąsiadującego z naszym centrum Teatru Lalek i na pewno z nich skorzystamy, przygotowując wspólnie kolejne fazy tego przedsięwzięcia.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop