15.11.2008
sobota

The Yes Men robią kolejnego psikusa

15 listopada 2008, sobota,

12 listopada na ulicach Nowego Jorku, Los Angeles i kilku jeszcze innych miast w Ameryce rozdawano darmowe egzemplarze New York Timesa, z uderzającym w oczy tytułem na pierwszej stronie: „KONIEC WOJNY W IRAKU”.

To kolejny psikus (bo „parodia” nie oddaje całkiem znaczenia słowa „spoof”) grupy The Yes Men, która należy do ścisłej światowej czołówki artystów uprawiających ten rodzaj politycznie zaangażowanej sztuki. Uprzednio The Yes Men podszywali się m.in. pod przedstawicieli WTO czy Dow Chemical. Tym razem trudno właściwie stwierdzić, w kogo psikus jest wycelowany. Przedstawiciel New York Timesa, zapytany w jednym z klipów wypuszczonych w ramach akcji o reakcję, zdaje się niezadowolony, że podrobiono właśnie ten tytuł. Zresztą w stworzenie falsyfikatu – liczącego 14 stron – byli także zaangażowani anonimowi dziennikarze tej gazety. Ale gazeta-psikus, z datą 4 lipca 2009 i fikcyjnymi artykułami na temat np. wprowadzenia darmowej służby zdrowia, jest też wymierzona w nową administrację – sugerując, że ta ma sporo do zrobienia do następnego Dnia Niepodległości w USA.

Newsa o akcji The Yes Men przeczytałem niedługo po tekście Mateusza Halawy na temat świętowania zwycięstwa Obamy w Nowym Jorku – stanowi on dobrą puentę do tekstu. Podczas gdy wiele osób świętowało euforycznie nadejście nowych czasów, The Yes Men pokazali jak wiele jest do zrobienia, jeśli zmiana ma rzeczywiście nastąpić.

Mateusz wspominał też o znaczeniu mediów tradycyjnych – w szczególności telewizji. Gdzieś indziej czytałem, że zwycięstwo Obamy odbiło się również na sprzedaży gazet – które również schodziły na pieńku. A teraz The Yes Men (z grupą kilku innych organizacji i kilkuset wolontariuszy) pokazali, że prawdziwe wydarzenie medialne robi się z pomocą starych mediów. Powód jest prosty: akcja polityczna, w ramach której drukuje się milion egzemplarzy gazety, które niespodziewanie trafiają na ulice, jest imponująca. A w internecie wszystko jest dostępne tak naprawdę w jednej kopii – powielenie której do miliona nie jest żadnym wysiłkiem.

Za wcześnie zapewne nazywać gazety mediami retro – ale myślę, że siła akcji The Yes Men wynika z podobnych czynników, co siła winyli granych dzisiaj: mają jakość nieosiągalną z pomocą mediów hi-tech.

Oczywiście The Yes Men wykorzystali model typowy dla ruchów społecznych, działających w obiektywach kamer: lokalnej zadymy w świecie rzeczywistym, która generuje zadymę medialną o dużo szerszej skali. A robiąc to potwierdzili znaczenie miast – szczególnie tych wielkich i wyjątkowych – jako miejsc tętniących kreatywną energią. „Nowy Jork, gdzie na ulicach rozdają fikcyjne gazety!”

Akcja the Yes Men to również nauczka dla sieciowego aktywizmu – którego uosobieniem są petycje sieciowe, mnożące się na potęgę. Pokazuje bowiem, że siła działania wynika z włożonego w nie czasu, zasobów i nakładu pracy działaczy – a te w przypadku sieciowego aktywizmu są często znikome. Petycje, generowane coraz częściej z pomocą standardowych narzędzi, często zlokalizowanych na tym samym serwerze, moim zdaniem tracą powoli swoją moc sprawczą. W „społeczeństwo petycji” albo wkrótce znudzi się podpisywaniem kolejnego łańcuszka „w obronie” lub „za czymś” – albo podpisując je w kółko spowoduje deflację ich wartości.

Na stronie BecauseWeWantIt.org, przez którą The Yes Men werbowali współpracowników, można znaleźć jedynie cytat z pracownika New York Timesa, Aleksa S. Jonesa:

„Jeśli masz egzemplarz, radzę go zachować. Stanie się pewnie przedmiotem kolekcjonerskim. Uważam, [podróbkę wersji drukowanej gazety] za wielki komplement dla [New York] Timesa”.

Kto nie ma wersji drukowanej, może oczywiście zmagazynować na dysku PDFa, dostępnego na stronie fikcyjnego New York Timesa, stworzonego w ramach akcji. Nie wyobrażam sobie jednak przyszłości, w której miałby on jakąś wartość.

(Więcej: komentarz z bloga New York Timesa, z trochę innej perspektywy u Vagli)

Komentarze: 3

Dodaj komentarz »
  1. Przydałaby się taka akcja a propos naszych polityków. Acz co do niektórych zapewne i tak nic by nie dotarło.

  2. Szczerze mówiąc ów ‘fake NYT’ jest tak tendencyjny, że aż zęby bolą.

  3. tak, jest kompletnie tendencyjny – takie zazwyczaj są zdecydowane akcje społeczne, trzeba być tendencyjnym, żęby porywać się na takie projekty. przyznam, że tendencyjność, oraz jej kierunek, średnio mnie tak naprawdę interesują – w naszym blogu w ogóle częściej zajmujemy się formą niż treścią. pytanie, czy forma „2.0″ wiąże się z jedną tendencją bardziej niż drugą jest ciekawe, ale chyba nie ma jeszcze na nie pewnej odpowiedzi.

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką są wymagane *.


*