18.06.2012
poniedziałek

TVP v. Madas: kreatywność zablokowana

18 czerwca 2012, poniedziałek,

W tle meczu Polska-Czechy miał0 miejsce inne starcie – prawnoautorskie – między TVP i Madasem, amatorem remiksującym fragmenty transmisji z meczów Euro. Zmontowany przez Madasa mash-up oficjalnych transmisji „Mecz o wszystko! Polska – Czechy” stał się w jeden wieczór hitem na Youtube. Potem na prośbę TVP został z Youtube zdjęty; pojawił się w niezliczonej liczbie odsłon w różnych miejscach Sieci; a TVP stworzyło własny filmik, zdaniem niektórych komentujących plagiatujący produkcję Madasa.

To jedna z tych historii, której rozpracowanie na kawałki pozwoliłoby stworzyć przewodnik po wszystkich mechanizmach i punktach zapalnych Kultury 2.0. Mamy amatora, remiks, cenzurę, konflikt ochrony praw ze swobodą ekspresji, nieformalny obieg omijający cenzurę, konflikt prawa z normami Sieci, itd.

WIększość komentarzy, które można znaleźć w Sieci, analizują ten przypadek w kategoriach złej i bezdusznej korporacji ścigającej, niepotrzebnie, twórcę. Wydaje mi się jednak, że nie jest to najważniejszy trop – bo wszystko wskazuje na to, że TVP rzeczywiście ma prawa do tych materiałów, szczególnie ze względu na obostrzenia wynikające z umów z UEFA. Duża więc szansa, że w świetle prawa TVP jak najbardziej miało prawo zrobić to, co zrobiło. Choć telewizja mogła oczywiście tych praw nie egzekwować.

Brak mi też analizy tego zajścia w kontekście gwarantowanego przez ustawę prawa cytatu – być może Madas działał zgodnie z prawem? Problem z prawem cytatu jest jednak taki, że zapis jest bardzo ogólny – potrzeba by więc było prawnika, i najpewniej procesu sądowego, by ustalić, czy Madas tworząc swój mash-up nie działał przypadkiem w granicach prawa. Oczywiście narzuca się myśl, że w doskonałym świecie administratorzy Youtube’a wykonaliby taki proces weryfikacji, przed usunięciem filmu z serwisu. Ale w praktyce Youtube, działając w oparciu o amerykańskie przepisy o odpowiedzialności pośredników sieciowych, lekką ręką usuwa treści przy najmniejszym podejrzeniu naruszenia praw. (Co jest tematem dużo większym niż TVP v. Madas, polecam przewodnik Electronic Frontier Foundation po usuwaniu klipów przez Youtube i serwis Chilling Effects).

Wolę patrzeć na historię TVP v. Madas w kategoriach systemowych – problemem nie jest ten przypadek, lecz system prawa, który powoduje, że takie przypadki się zdarzają. A tak naprawdę chodzi o założenia, które za tym systemem stoją. A więc że amator działający niekomercyjnie konkuruje na tym samym rynku co profesjonalny nadawca – TVP twierdzi, że działania Madasa mają charakter komercyjny. Oraz że mash-up tego rodzaju przynosi posiadaczowi praw do oryginalnych nagrań więcej szkody niż pożytku.

Odnośnie pierwszej kwestii – w Holandii pojawiła się propozycja zalegalizowania tego rodzaju działalności: tworzenia utworów zależnych do celów niekomercyjnych. Cory Doctorow pisał też niedawno o tym, że należy przywrócić prawu autorskiemu charakter regulacji przemysłowej – wyłączając z niej sferę niekomercyjną. Ta bowiem rządzi się odmienną logiką, nie możemy oczekiwać, że Madas, podobnie jak inna stacja telewizyjna wykupi prawa do nagrań. Ma rację rzecznik TVP, że ujęcia stadionu z powietrza są bardzo drogie – ale skoro można je wykorzystywać w ramach dozwolonego użytku, to pytanie jedynie, czy działanie Madasa nie powinno się w jego ramach mieścić? Bo nie można oczekiwać od amatorów, że będą płacić komercyjne licencje.

Pytanie tylko, dlaczego TVP miałoby rezygnować z zysków i zgadzać się na taką amatorską działalność? Z drugiego wymienionego wcześniej powodu – jestem przekonany, że mash-up Madasa, odpowiednio wykorzystany, mógł przynieść TVP wiele korzyści. Może rozwiązaniem byłby system nakłaniający twórców mash-upów do linkowania do źródła, co generowałoby telewizji przekładające się na zysk kliknięcia?

Nie mówiąc już o tym, że stacja dbająca o misję publiczną mogłaby rozważyć udostępnienie swoich zasobów tak po prostu, bez kalkulacji ekonomicznej.

Tu warto wspomnieć o edukacji medialnej – której wsparcie powinno być kluczowym elementem misji publicznej telewizji. Tydzień temu, 6 czerwca, Rada Programowa TVP upomniała telewizję, że „TVP powinna wypełnić swą misję publiczną poprzez konsekwentne wspieranie edukacji medialnej”. Nie da się pogodzić uczenia kreatywnego wykorzystania mediów ze ściganiem amatorów tworzących mash-upy. W końcu celem edukacji medialnej, upraszczając, jest stworzenie społeczeństwa, w którym obywatele są nie tylko biernymi widzami, ale też mash-upowcami.

Mam nadzieję, że finał tego incydentu będzie pozytywny – liczyłbym na to, że TVP odważy się wyciągnąć rękę do ludzi takich jak Madas. Który w końcu stworzył klip, który w odczuciu wielu osób bije na głowę profesjonalne zajawki meczy produkowane przez telewizyjnych profesjonalistów. Może w kontrolowanych warunkach telewizja mogłaby wypuścić jakiś materiał ze zgodą na remiksowanie?

Mam trochę mniejszą nadzieję na to, że uda się szybko zmienić prawo (dla zainteresowanych – nasze podsumowanie warsztatów na temat reformy prawa autorskiego) – ale chciałbym żyć w kraju, w którym twórca amatorskiego mash-upu nie musi się bać. O to, czy jego filmik nie zniknie nagle z Sieci, a może nawet o sankcje cywilne i karne. Tu oczywiście krytycy liberalizacji prawa autorskiego krzykną: a niech się boi, skoro narusza nasze prawa, i nie płaci. Pamiętajmy jednak, że Madas kręcąc swój filmik jednocześnie zabierał głos w debacie publicznej na ważne społecznie sprawy, w momencie powszechnie uważanym za historyczny. Robił to aktywnie, bo pozwalają mu na to technologie. A jednocześnie korzystał z zasobów publicznych jako z surowego materiału, bo istnieje na tego rodzaju treści quasi-monopol; Madasa zresztą najpewniej nie stać na ich produkcję. Z tej perspektywy patrząc, misja publiczna telewizji powinna być podstawą do udostępniania jej zasobów jako budulca, z pomocą którego ludzie mogą prowadzić debatę publiczną.

*

Polecam także komentarz Fundacji Panoptykon, skupiający się na kwestii odpowiedzialności pośredników sieciowych za naruszenia prawa przez użytkowników – TVP v. Madas pokazuje, jak pośrednik (Youtube) zastępuje sędziego przesądzającego o winie.

Jeszcze więcej na temat: Mediafun, BrandDoctor, Gazeta Wyborcza.

Komentarze: 5

Dodaj komentarz »
  1. Z coraz większą przyjemnością czytam Pana artykuły i dziwi mnie brak komentarzy. Może powinien Pan kiedyś napisać, że Pis ma zawsze rację, wtedy będzie cyrk.
    P. Bendyk trochę zapomniał o ACTA (olał – jak mawiają dziś kulturalni), ale Pan kontynuuje, co się chwali. Teraz ten film. Nie zabieram głosu bo właściwie już Pan wszystko powiedział.
    Uznanie

  2. kolega, który pracuje w tvp sport, narzeka, że nie może zrobić dla telewizji klipów wykorzystujących ujęcia z poprzednich euro, bo nie pozwala na to umowa podpisana przez TVP z UEFA (która zdaje się jest jedynym dysponentem praw autorskich do wszelkich archiwalnych rozgrywek). ten system uciska więc nieraz nawet jego proponentów.
    Zagubił się chyba link do podsumowania warsztatów prawa autorskiego (mam nadzieje, że system nie uzna mnie za bota) http://centrumcyfrowe.pl/2012/po-warsztatach-reforma-prawa-autorskiego-organizowanych-przez-maic/

  3. „(dla zainteresowanych ? nasze podsumowanie warsztatów na temat reformy prawa autorskiego)” – tutaj pewnie miał być link 😉

  4. Moim skromnym zdaniem tego typu filmy i zjawisko cenzury są świadectwem powolnej frustracji tego narodu rzeczywistością, dlatego pewne zjawiska przenoszą się na grunt internetu, nie tylko ze względu na jego oczywiste zalety. Nawet nauczyciele wolą dziś uczyć przez neta: http://www.facebook.com/PolonistaPoGodzinach
    Sprawdźcie. Polecam.

  5. Nie jest do końca prawdziwe postrzeganie tego typu konfliktów w relacjach korporacja-amator. Proszę nie zapominać, że jest jeszcze trzecia strona – Google, który czerpie korzyści z tego, że amator wykorzystuje prawa autorskie przysługujące korporacji.