Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

15.07.2013
poniedziałek

Thom Yorke: serwisy streamingowe zabijają młodych twórców

15 lipca 2013, poniedziałek,

Kuba Danecki na Co nas uwiera pisze (za The Verge) o tym, jak Thom Yorke (z Radiohead, ale nie tylko) zdjął ze Spotify płyty swoich pobocznych projektów muzycznych, twierdząc że serwisy streamingowe nie służą interesom nowych i niszowych twórców. Już od dawna słychać głosy dowodzące, że pieniądze z tego rodzajów serwisów są dla większości twórców żadne.

Podczas niedawnej dyskusji wokół projektu Kultura ponad prawem, którą prowadziłem w Łodzi, Michał Słodowy (muzyk zespołu Kamp! i współwłaściciel wytwórni „Brennnessel” także opowiadał, że dla takich zespołów jak Kamp! czy wydawana przez niego Rebeka, serwisy streamingowe to tylko forma promocji (choć w przeciwieństwie do Yorke’a nie był aż tak krytyczny).

Patrzę na tę sprawę z perspektywy użytkownika, ale też obserwatora dyskusji o „legalnej kulturze”. Podstawowy argument „legalizatorów” brzmi, że legalna kultura oznacza pieniądze dla twórców. A więc że wystarczy zastąpić opcję nielegalną (lub szarą strefę) legalną ofertą, a problemy kultury się rozwiążą. Newsy takie jak powyższe są z punktu widzenia tej argumentacji sporym kłopotem – skoro nowe modele finansowe, na które stawia cały biznes, są wprawdzie legalne – ale nie są dla twórców uczciwe.

Kuba Danecki argumentuje, że te sumy wcale nie są takie małe – tylko po prostu odsłuchań jest mało. To pozwala myśleć, że problem z godziwymi zarobkami twórców może tak naprawdę jest nierozwiązywalny z powodu skali jednoczesnej globalizacji i atomizacji kultury. Ale nawet jeśli to jest racjonalne postawienie sprawy, to tylko mocniej dowodzi ono faktu, że model streamingowy nie sprawdza i nie sprawdzi się dla wielu twórców.

To dla mnie kolejny argument za tym, że nie można się skupiać wyłącznie na kwestiach „legalizacyjnych”. Oczywiście rozwiązaniem nie są też modele „otwartościowe” – piętą achillesową wolnej kultury jest kwestia trwałego i stabilnego (chciałoby się powiedzieć „sustainable”) finansowania twórczości. Ogólnie rzecz biorąc, rozwiązania prawne zdają się nie rozwiązywać kwestii finansowych. – Zresztą taka intuicja płynie też z filmów Kultura ponad prawem, gdzie finansowanie twórczości jest dla twórców ważniejsze od kwestii prawnych (choć są one na pewno powiązane).

Nadzieja więc tylko w jeszcze nowszych modelach biznesowych, skoro te „nowe” się niekoniecznie sprawdzają.

[PS. Tytuł wpisu to oczywiście żart z pewnej modnej metafory]

 

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 10

Dodaj komentarz »
  1. trwałe i stabilne finansowanie zdaje się dziś być piętą achillesową niemal każdego rodzaju twórczości czy produkcji, nie tylko kulturalnej. może ciekawsze pytania spod szyldu ‚co dalej z kulturą’ generują nieco mniej ekonomiczne sposoby myślenia o niej? wydawałoby się, że to właśnie twórczość kulturalna jest wdzięcznym obszarem dla rozważań o produkcji, które wykraczają poza perspektywę stricte ekonomiczną

  2. Ale jakie są alternatywy? Lepiej dla artysty, żeby dostaw cokolwiek za swoją twórczość niż nic. Wiem, że to słaby argument, ale lepiej, żeby kultura była w ogóle darmowa??

  3. Kiedyś kultura była darmowa i nigdy artyści nie narzekali, a w tej chwili. Każdy się burzy iż złotówka nie wpadnie do portfela ale nikt nie pomyśli iż jest to darmowa reklama 🙂

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Pytanie tylko, czy dla twórców, którzy nie są w stanie sensownie zarabiać na dużych koncertach, zostaje cokolwiek sprzedawalnego, czy tylko sama „darmowa reklama”.

  6. Myślę iż ta burza dotycząca pieniędzy nie ma zbytniego sensu. Tym bardziej iż w tej chwili artysta musi pozyskiwać nowych słuchaczy 🙂

  7. @danka: kiedy kultura byla darmowa? Za komuny? Wtedy byla subwencjonowana przez panstwo i artystom, ktorzy nie byli w opozycji, zylo sie bardzo dobrze. Jeszcze wczesniej artysci byli utrzymywani przez arystokratow / mecenasow, ktorym za to wchodzili w tylek. Tzw. Autonomia sztuki / tzn. Niezaleznosc od zrodla pieniedzy to wynalazek 19 wieku i jest tylko mozliwa dzieki masowym mediom i copyright. Jesli potencjalnie mozesz osiagnac miliony ludzi, to kilka tysiecy sie znajdzie, co zaplaci. Ale to wlasnie sie psuje i mozemy oczekiwac powrotu do finansowania przez mecenasow (koncerty gwiazd dla rodziny ghadaffiego na to wkazuja). Oczywiscie mozna poswiecic zycie i zdrowie dla sztuki, jak to zrobil Chopin, ktory umarl mlodo i siedzial george sand w kieszeni, ktorej milosc zmienila sie przez to w pogarde. Ale czy mozna takie zycie naprawde od artystow oczekiwac?

  8. @alex: problemem streaming’u jest nie tylko atomizacja, ale i uniformizacja. Z jednej strony ogromna oferta, kilkadziesiat milionow utworow. Z drugiej strony wiekszosc slucha i tak to samo. Jakas malo znana grupa ma kilka tysiecy clicks, Adele ma kilkaset milionow. Gdyby ta malo znana grupa miala dostawac tyle za click, zeby wystarczylo na utrzymanie, to spotify by zbankrutowalo, gdyby mialo adele placic tyle samo za click. Spotify to czysty kapitalizm: podaz i popyt. A popyt jest sterowany przez stare media: radio i telewizje, ktore musza zwracac uwage na ilosc odbiorcow w danym momencie. Im nie jest obojetne, kogo ci pokaza / dadza ci posluchac. Spotify jest pod tym wzgledem bardziej demokratyczne. Im to jest obojetne. Szanse na odkrycie czegos nowego sa duzo wieksze. Dlatego to moze byc przyszlosc. Ale najpierw dinozaury (radio, tv) musza zginac.

  9. Tutaj ciekawa opinia – z sugestią, że Yorke ma problem nie z pieniędzmi, lecz z brakiem kontroli: http://www.bbc.com/culture/story/20130724-thom-yorke-v-spotify-the-facts

  10. Niestety nie ma jednego dobrego wyjścia. Dlatego trzeba wybrać mniejsze zło.

  11. Zgadzam się z Olkiem, że nie ma jednego złotego środka. Powinniśmy przeanalizować wszystkie za i przeciw i wybrać sposób z lepszym bilansem. Nawet w przypadku gdy oba wyniki będą ujemne…