16.02.2014
niedziela

Kultura i zaangażowanie – po debacie Forum Darczyńców

16 lutego 2014, niedziela,

W zeszły piątek uczestniczyłem w debacie Forum Darczyńców ?Co się liczy i czy można to obliczyć. Inwestycja w kulturę okiem darczyńców ? motywacje, metody i efekty?. Cieszyłem się z zaproszenia, bo rozmowa o finansowaniu kultury i mierzeniu efektów tego finansowania wiąże się z wieloma kwestiami, o których piszemy na tym blogu. W swojej wypowiedzi poruszyłem następujące kwestie:

– kultura i zaangażowanie: w wielu programach kulturowych kluczowe, obok realizacji samych działań (zazwyczaj obejmujących szeroko pojętą animację kulturową) jest równoczesne ćwiczenie form zaangażowania obywatelskiego w polu kultury. Najlepszym przykładem są konkursy grantowe wymagające współpracy międzysektorowej – na przykład organizacji pozarządowej z instytucją publiczną (dzieje się tak choćby w „Akademiii Orange”) czy przekazywania doświadczeń i wiedzy między grantobiorcami (jak to robi Program Rozwoju Bibliotek FRSI). Kultura jest dobrym polem do ćwiczenia zaangażowania, gdyż podejmowane działania są mniej konfrontacyjne i trudne niż np. zaangażowanie obywatelskie w politykę.

– liczenie inwestycji w kulturę: To kwestia nierozwiązana od lat. Punktem wyjścia jest zły stan statystyki kulturowej – wystarczy wspomnieć o wskaźniku udziału sektora kultury w PKB, z którego wyliczeniem były trudności gdy pisaliśmy o kulturze w „Polska 2030” w 2009 roku – i które istnieją niezmiennie do dzisiaj. Mamy ciągle problemy ze statystyką publiczną, niedostosowaną do badania nowych obiegów i form aktywności (pisaliśmy o tym w „Obiegach kultury”). Mam wrażenie, że nadal nie wiemy jak znaleźć równowagę między nazbyt automatycznym liczeniem mierzalnych efektów (liczba widzów w galerii nie zawsze ma związek ze znaczeniem i klasą pokazywanych prac) i równie automatycznym założeniem, że wyjątkowość kultury (a szczególnie sztuki) jest tak wielka, że wszelkie miary nie mają sensu. Wydaje mi się, że równie ważne jak liczenie jest rozmawianie o potrzebie i sposobach liczenia. Dobra narracja, której wszyscy będziemy używać, może się okazać równie ważna jak dobre statystyki. Z tej perspektywy dużo się zmieniło od kontrowersyjnego wystąpienia prof. Balcerowicza na Kongresie Kultury Polskiej, do dzisiejszych dyskusji o „kulturze i rozwoju”.

– nowe modele działania: rolą prywatnych darczyńców (zrzeszonych w Forum) jest szukanie nowych formuł eksperymentowania – w sytuacji, gdy finansowanie publiczne, z najróżniejszych powodów, nie może wyjść poza sztywną formułę konkursów grantowych. Dobrym przykładem prostego, ale istotnego eksperymentu, jest wprowadzenie zgłoszeń w postaci filmów wideo na pierwszym etapie „Akademii Orange”. Już poważniejszym eksperymentem, którego potrzebujemy, jest włączenie elementów crowdfundingu do konkursu grantowego, angażując obywateli w rodzaj umowy co do współ-finansowania kultury. To krok, którego z przyczyn formalnych nie da się wykonać przy publicznych konkursach grantowych. Do tego typu działań zaliczam też oczywiście wdrażanie reguł otwartościowych – co skutecznie robią dziś grantodawcy i prywatni, i publiczni. A co wiąże się ze wspomnianymi wcześniej kwestiami zaangażowania i liczenia efektów.

– rozszerzanie i pogłębianie inwestycji w sferę kultury: zupełnie uzasadnione jest inwestowanie środków przez darczyńców w ambitną, „wysoką”, sztukę. Dużo ciekawsze wydaje mi się inwestowanie w formy działalności kulturalnej, których nie nazwalibyśmy „sztuką”, może nawet nie nazwalibyśmy „aktywnością kulturalną” (zawsze w takich momentach przypomina mi się tekst „Kultura czy sztuka?” Sławka Czarneckiego). Joanna Orlik z MIKu w wystąpieniu otwierającym konferencję mówiła o znaczeniu prostych, codziennych form aktywności: pieczenia chleba, gry w badmintona, wspólnego śpiewania. (Brzmi nieco naiwnie? Niepotrzebnie. Taka pozornie przyziemna, „lajfstajlowa” sfera działań to sedno zdrowego życia kulturowego i w doskonałym świecie nie wymagałaby „sterydów” w postaci grantów – działaby się sama). Tu niezbędne jest zwiększanie przekonania grantodawców, że ta sfera kultury też „się liczy”. To kierunek myślenia, który był tak obiecujący w Strategii Rozwoju Kapitału Społecznego, osadzonej w Ministerstwie Kultury i będącej znakiem nowego podejścia do myślenia o kulturze i społeczeństwie (niestety w międzyczasie Strategia została zmieniona i przyjęta bez ostatecznych konsultacji – usunięto między innymi wcześniejsze zapisy otwartościowe – i nie jest w pełni wdrażana – właśnie w tej sprawie wystosowała pismo OFOP).

Równie ważne jak „poszerzanie pola kultury” (polecam raport IKM definiujący te przydatne pojęcie) wydaje mi się rozróżnianie projektów rozszerzających i pogłębiających zaangażowanie kulturowe (potrzebujemy i takich i takich). Ilustrując różnicę na przykładzie – mamy dziś wiele świetnych festiwalów czytelniczych i akcji związanych z czytaniem, wobec których przyjmujemy założenie, że sprzyjają wzrostowi czytelnictwa. Jednak ambitny festiwal literacki w Warszawie, nawet programowany w kategoriach nie tylko „mecenatu sztuki” ale też „kapitału społecznego” – raczej wzmocni czytanie wśród czytających, niż nakłoni do tego nowe osoby. Zupełnie inne projekty mają szansę na zaangażowanie nowych osób. NIe da sie spełniać dwóch celów naraz. Mam wrażenie, że w wielu wypadkach realizujemy projekty „pogłębiające” używając retoryki rozszerzającej. A za mało jest działań dotykających wykluczenia kulturowego – nakładającego się oczywiście na inne formy wykluczenia.

Komentarze: 2

Dodaj komentarz »
  1. Bardzo ciekawy tekst z wieloma przydatnymi odnośnikami!

  2. Na temat kultury nie ma odpowiedniej debaty w Polsce – niestety.