Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

15.03.2014
sobota

Facebook kontra kronika rodzinna

15 marca 2014, sobota,

Czy zauważyliście – jeśli macie konto na Facebooku – że nie ma w nim miejsca do wskazania swoich dzieci bądź rodziców?

Jest dla nas czymś zupełnie oczywistym, że internet jest medium osobistym. Podobnie jak komputer („personalny”), latop czy przede wszystkim komórka. I tak samo rzecz się ma dla serwisów społecznościowych działających w internecie, będących coraz częściej, dla wielu osób, jedną z kluczowych form życia społecznego.

Ciekawe pytanie brzmi, dlaczego nikt nie tworzy internetowych rozwiązań rodzinnych, duplikujących takie przeżycia jak jeden aparat telefoniczny na cały dom („kończ już, bo ciocia Krysia ma dzwonić!”, albo „co to za miły chłopiec do Ciebie wydzwania?”) lub jeden telewizor w salonie („nie obejrzę komedii bo ojciec ogląda mecz na jedynce”). Media internetowe, przede wszystkim serwisy społecznościowe są oczywiście przestrzenią negocjacji relacji rodzinnych („czy dodać mamę do swoich kontaktów na FB?”) – ale to nie to samo.

Pytanie więc, czy umiemy sobie wyobrazić wielki ekran (np. obraz rzucony z rzutnika na ścianę) a na nim interfejs Twittera dla całej rodziny? Albo po prostu w każdej ćwiartce ekranu osobny „pulpit”. Albo serwis społecznościowy, który zamiast inspirować się ideą szkolnego „yearbooka” – kroniki społeczności młodych osób (które w nawias biorą swoje rodziny, wiodąc wspólne młodzieżowe życie) – jako punkt wyjścia brałby kronikę rodzinną.

Kluczowa jest możliwość zaglądania sobie przez ramię, i poczucie, że medium jest wspólne, rodzinne. Wiem, że brzmi to absurdalnie. Ale wielu nam zależy na jakości życia rodzinnego – ciekawe, czemu twórcy narzędzi sieciowych tej potrzeby nie adresują. Najbliższym doświadczeniem jest wspólne oglądanie filmów na Youtube (jak często kończą się różne spotkania towarzyskie).

Brzmi to wszystko dość absurdalnie prawda? I to wydaje mi się najciekawsze – że wystarczyło 15-20 lat, by media rodzinne w wielu domach stały się całkowitym anachronizmem.

*

Zacząłem o tym wszystkim myśleć czytając ten świetny wywiad o rodzicach, którzy grzebią w laptopach i komórkach kosztem relacji ze swoimi dziećmi.

 

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 6

Dodaj komentarz »
  1. Jak to nie ma? Wskazalem obu swoich synow (mimo,ze kont jeszcze nie maja) i siostre. Rodzicow nie wskazywalem, bo po co.

  2. Oczywiście, można wskazać nawet teściów, ojczyma, itp. Czego tylko dusza zapragnie.

  3. Po czym poznac kretyna? Po tym ze ma konto na fejsbuku

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Bo w mediach chodzi o wymianę informacji tymczasem taki rodzinny portal społecznościowy tylko by to utrudniał. Można mieć jeden komputer w domu ale kont na fb czy email wiele. Jeszcze lepiej jak jednak każdy domownik ma swój spersonalizowany komputer i po co działać temu na przekór?

    A członków rodzinny, o ile pamiętam, można spokojnie wskazać na fb i nawet udostępniać coś tylko w tym im. To taki prowokacyjny wpis był, czy o co chodzi?

  6. „czemu twórcy narzędzi sieciowych tej potrzeby nie adresują.”
    Po jakiemu to-to było? Po fejsbukowemu?

    ******************************

    Pan oczywiście ma rodzinną Biblię z wpisami sprzed 200 lat? Nie? A Polacy uważają, że „amerykanie historii nie mają”.
    Zobaczymy, czy fejsbuk przetrwa 200 lat.

  7. Facebook kiedyś może być źródłem nieliczonych ilości informacji np. dla historyków. Wiele osób dokumentuje tam całe swoje życie. W przyszłości dla naukowców może pełnić rolę porównywalną do np. ksiąg parafialnych, które w obecnym czasie pomagają historykom łączyć różne fakty. Nawet jeśli facebook nie przetrwa 200 lat to bazy danych pozostaną.