Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

23.11.2015
poniedziałek

#Brusselslockdown opanowany przez koty, internauci tworzą smog informacyjny

23 listopada 2015, poniedziałek,

W czasie wczorajszych działań antyterrorystycznych w Brukseli władze poprosiły mieszkańców, by nie publikowali w mediach społecznościowych informacji o ruchach sił bezpieczeństwa.

Uznano, że serwisy takie jak Twitter mogą być wykorzystane przez terrorystów do śledzenia ruchów policji. W odpowiedzi – tak przynajmniej twierdzi prasa – internauci zaczęli publikować na kanale #Brusselslockdown. Miało to rzekomo przeszkodzić terrorystom w wychwytywaniu z Twittera przydatnych informacji.

Jak to często w sieci bywa – trudno powiedzieć, czy to prawda, czy zupełnie absurdalna plotka. Faktem jest, że kotów pojawiło się na pęczki.

A tu można znaleźć listę „best of” kotów z #Brusselslockdown. Nie jest to może idealne porównanie, ale to trochę tak, jakby pod numerem alarmowym 112 rozmowę przerywano miauczeniem.

Warren Ellis napisał wczoraj w swoim newsletterze o doświadczeniu śledzenia na Twitterze wydarzeń w Paryżu w zeszłym tygodniu:

I watched the Paris nightmare unfold on my phone while bedridden. Had to place a couple of messages to friends whom I knew may be in the general area — all safe. I was switching between BBC News and the Guardian app and Twitter. Twitter was useless. For the first time in my experience, Twitter was full of nonsense, screaming and crazy people. So many people were tweeting about #PorteOuverte that the hashtag was rendered useless. Weird, blatantly invented „information” rattling around. Because I was on my phone, I didn’t have easy access to my lists, so I was stuck in the main timeline. Never seen it that bad before.

Coś wyraźnie jest na rzeczy, problemem jest prosta arytmetyka. Gdy tweetują tysiące, może miliony, kanał – a raczej nasza zdolność jego śledzenia – się zatyka. To tylko najprostszy z mechanizmów, których jest pewnie więcej, choćby najróżniejsze procesy wiralne.

Odpowiedzią na to są oczywiście algorytmy. Twitter, w przeciwieństwie do Facebooka, unika algorytmicznej personalizacji pokazywanych treści. I chwała mu za to (nie wiadomo, jak długo to potrwa). Jednak oglądanie „surowej” listy tweetów zaczyna być równie beznadziejne co oglądanie surowych, nieprzetworzonych danych meteorologicznych zamiast ulubionej apki pogodowej. W Polsce ostatnio powrócił temat hejtu w sieci – przed wyborami ruszyła akcja „Wybieram bez hejtu”. Wspólnie generowany bajzel informacyjny należałoby dodać do listy problemów z obiegami informacji. Jeśli hejt jest informacyjną trucizną, to tu mamy do czynienia ze smogiem.

W przeszłości pisałem na tym blogu o idei (utopijnej) publicznych mediów społecznościowych. Koty nasuwają mi podobną myśl: że potrzebujemy publicznego standardu i algorytmu filtrowania treści. Zdolnego ograniczać natłok informacji, ale w sposób przejrzysty i zapewniający użytkownikowi kontrolę, możliwość dopasowania do swoich potrzeb.

Ale potrafię sobie wyobrazić, że to z czasem okaże się niemożliwe – i pozostanie nam tylko pogodzić się z chaosem informacyjnym. Zdolność jego uporządkowania, przefiltrowania informacji, nie będzie wykorzystywana dla dobra wspólnego, lecz pozostanie prywatnym atutem.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 4

Dodaj komentarz »
  1. Zdolność do uporządkowania i przefiltrowania informacji zawsze była prywatnym atutem. Wszelka filtracja dla dobra wspólnego to mit. No chyba, że wszyscy zgodzimy się, co tym wspólnym dobrem jest.

  2. Oj chyba niekoniecznie.
    Czy to przypadkiem nie jest skutek polskiego rozumienia demokracji, że to niby każdy ma „prawo do wypowiadania swoich poglądów publicznie. Nawet tych najgłupszych”. I rzeczywiście?
    Każdy to nie ma prawa nawet do pokazania zdjęcia swojego kota. Z braku kota. A w moim przypadku kot nie wyraził zgody. Bo mój kot lepiej rozumie demokrację niż mnóstwo strasznie inteligentnych komentatorów na forach i w życiu publicznym PL.
    P.S. To nie są żadne dyrdymały. To baza do głębszych przemyśleń.

  3. Niezależnie od tego, czy akcja rzeczywiście utrudni złym ludziom zbieranie informacji o działaniach policji, akcja z kotami pokazuje jak daleko w tyle od ludzi wolnych są islamiści.
    I niezależnie od tego, że potrafią być groźni na sposób zabójczy, są po prostu żałośnie i nieudolnie śmieszni.

  4. witam,
    rewelacyjny artykuł, prosimy o więcej 🙂