Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

13.09.2016
wtorek

Czy pamiętasz dzień, w którym pierwszy raz zobaczyłaś VR?

13 września 2016, wtorek,

Moja ulubiona rozgrzewka na warsztatach o nowych technologiach to pytanie: jaka była pierwsza strona WWW, którą odwiedziłaś?

Wiadomo, nie chodzi o tę zupełnie pierwszą, ale przynajmniej tę pierwszą, która utkwiła w pamięci.

Dobrze pamiętam, jak w dodatku „Komputer” do Gazety Wyborczej przeczytałem o Scannerze, brytyjskim artyście audio. Był rok 1997 albo 1998. Na końcu artykułu był adres WWW, i po połączeniu się modemem z siecią na tej stronie posłuchałem utworów artysty. Albo tak przynajmniej mi się wydaje – możliwe, że nic nie udało się ściągnąć. Ale wspomnienie, fundujące lata kontaktu z internetu, pozostało mi do dziś. (Tylko nie ma już odgłosów z tamtych lat).

Myślę sobie, że różnię się pod tym względem od wszystkich młodszych ode mnie o conajmniej dekadę – dla większości z nich pierwszy kontakt z internetami nastąpił w momencie, którego zapewne nie zapamiętali. Byli za mali. I przez to coś tracą – poczucie wyjątkowego przeżycia, kontaktu z czymś zupełnie nowym. Ja z kolei jestem z pokolenia, którym być może należy się ekscytować bardziej niż my ekscytujemy się nowymi pokoleniami „cyfrowych tubylców” – bo jako „cyfrowi imigranci” znamy dwa różne świat: ten cyfrowy, i ten przed nim.

Brzmi to wszystko trochę zbyt podniośle, prawda?

Ale takie myśli i emocje nasuwają mi się po pierwszym dłuższym kontakcie z technologią VR, a konkretnie z Tilt Brush, narzędziem do rysowania w trzech wymiarach w przestrzeni wirtualnej, stworzonym przez Google. Doświadczenie tworzenia w przestrzeni trójwymiarowej jest kompletnie magiczne. Zobaczcie sami:

I, paradoksalnie, z zewnątrz wygląda kompletnie absurdalnie. Wewnątrz widać trójwymiarowy świat pełen kolorowych kształtów (Większość „pędzli” świeci lub fluoryzuje, co pogłębia psychodeliczność doświadczenia). Na zewnątrz natomiast człowieka w dziwnych okularach, który „tańczy” na środku pokoju. Jest też ekran, na którym niby widać kadr z trójwymiarowego świata, ale to jednak nie to.

Uczucie jest niesamowite nie tylko dlatego, że poraża wizualnie. Ale też dlatego, że uruchamia wyobraźnię, pomysły na wszystkie możliwe zastosowania tej technologii. Podejrzewam, że lada moment VR uzyska wymiar grupowy i pozwoli na interakcje wewnątrz wirtualnej przestrzeni – na razie jest to doświadczenie samotne i izolujące. A potem wtargnie zapewne, dość szybko, do naszej przestrzeni publicznej. Rodząc pokaźną porcję wyzwań od regulacyjnych (kto decyduje, jakie elementy VR zostają zakotwiczone w przestrzeni publicznej), przez estetyczne (fluorescencyjne, trójwymiarowe bazgroły!), po ulubione przez starsze pokolenia wyzwania dla bezpieczeństwa (ich przedsmak mamy teraz, zafundowany przez Pokemon Go).

Na razie, na szczęście można te wszystkie sprawy odstawić na bok, i cieszyć się zupełnie nową i świeżą technologią.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 1

Dodaj komentarz »
  1. Hmm, przypomniały mi się początki AltaVisty z połowy lat 90. Popraw formtowanie linku do YT.