Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

24.10.2016
poniedziałek

Miasto to brzmi dumnie, internet już mniej

24 października 2016, poniedziałek,

Dzięki Kongresowi Kultury aktualna stała się znów dla mnie kwestia poszukiwania odpowiedniej narracji dla kultury cyfrowej w Polsce. A najważniejsze pytanie brzmi: czy taka kultura w Polsce istnieje? i dlaczego nie ma jej więcej? albo jeśli jest, to dlaczego pozostaje niewidzialna?

Dobrym punktem odniesienia może być szeroko pojęta kultura miejska, obejmująca ruchy miejskie, lokalne działania mieszkańców, sztukę w przestrzeni publicznej, itd. Widzę w niej energię do działania, połączoną z potrzebą zrozumienia i opisania rzeczywistości na nowo, którą chciałbym widzieć w kulturze cyfrowej. Pytanie więc, czemu ruch na rzecz kultury cyfrowej nie jest równie mocny, co ruch kultury miejskiej (relacje z Future Jamboree były bodźcem, które uruchomiły we mnie ten tok rozumowania).

Analogia – nie wiem, na ile dla Was oczywista – jest dla mnie wyraźna. W obu wypadkach mamy do czynienia z zainteresowaniem (lub troską) o przestrzeń, którą zamieszkujemy. Chodzi o wypracowanie dobrych regulacji, równowagę interesu indywidualnego i wspólnego, potrzeb komercyjnych i wspólnotowych. Wydawałoby się, że uporządkowanie Facebooka może być równie ekscytujące, co porządkowanie Warszawy.Dlaczego więc tak nie jest?

Podstawowe wytłumaczenie, jakie mi przychodzi do głowy, to namacalność działań miejskich. We wspólnie stworzonym ogrodzie miejskim można spędzić letnie popołudnie. Przez Wikipedię można się najwyżej przeklikać.

Ale ma to też coś wspólnego z cyklami mody na różne pojęcia i tematy, oraz naszą specyfiką lokalną. Bo np. w Hiszpanii istnieją prężne środowiska, które bardzo mocno podkreślają swoją „cyfrowość” (wystarczy popatrzeć na działania Pro Comuns czy Medialab Prado). U nas hype wokół kultury cyfrowej przycichł – a kwestie miejskie mają się bardzo dobrze jako perspektywa, przez którą patrzy się na zaangażowanie społeczne, innowacyjność itp.

Tymczasem kultura cyfrowa w Polsce istnieje, i to całkiem prężna – ale w bardzo specyficznym wydaniu: jest nią kultura startupowa. Z jednej strony to dużo więcej niż firmy tworzące produkty cyfrowe – to także wzory współpracy i konkurowania, nowe przestrzenie i formuły pracy, narracje o sukcesie, rozwoju i zabawie. Ale kultura startupowa jest ostatecznie zamknięta w sferze biznesu i komercji. Pamiętam jak dobrą dekadę temu rozmawialiśmy z twórcami Aula Polska o działaniach międzysektorowych, angażujących zarówno biznes jak i sferę obywatelską. Ostatecznie nie udało się takiej formuły znaleźć, a startupowcy mają się świetnie we własnym sosie.

Można też oczywiście powiedzieć, że wyróżnianie kultury cyfrowej jest sztuczne, i szczególnie na przykładzie miasta widać, że tak naprawdę technologie wpisują się świetnie w działania miejskie, jako narzędzia. Mamy miejskie hackatony, sztukę w przestrzeni publicznej korzystającą z nowych technologii, i tak dalej. Jestem jednak przekonany, że to nie wystarczy. Zapadła mi w pamięć rozmowa z Karolem Piekarskim z Medialab Katowice – opowiadał, że choć robi wiele projektów „miejskich”, to traktuje je jako przede wszystkim działania z technologiami.

Na pewno brakuje nam w Polsce dobrego festiwalu kultury cyfrowej. Takiego w rodzaju XOXO, będącego „świętem niezależnych artystów tworzących w internecie” (który zresztą już się nigdy nie odbędzie). Miejsca, w którym nie trzeba będzie się tłumaczyć z zainteresowania zbitką „kultura i technologie”. Prototypem – na niewielką skalę – takiego spotkania były wydarzenia medialabowe, które organizowaliśmy dobrych kilka lat temu (polecam ciągle świeżą publikację z pierwszego obozu medialabowego) Wszystkie dobre wydarzenia, które przychodzą mi do głowy, mają wymiar komercyjny. Taki festiwal nie rozwiązałby wszystkich kłopotów kultury cyfrowej, ale byłby dobrym pierwszym krokiem.

***

Właśnie trafiłem na nowy projekt Stowarzyszenia Ę, „Polska Lab” – który jest hybrydą myślenia miejskiego i technologicznego o zmianie społecznej. Ale ostatecznie perspektywa miejska bierze górę, organizatorzy piszą o wykorzystaniu technologii na potrzeby „świata w realu”.

***

W najbliższą środę będziemy dyskutować o kulturze cyfrowej i sieciowej w „Polityce”, zapraszam.

 

 

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 1

Dodaj komentarz »
  1. „We wspólnie stworzonym ogrodzie miejskim można spędzić letnie popołudnie. Przez Wikipedię można się najwyżej przeklikać.”

    Bo istotą Wikipedii jest jej ciągłe wspólne „stwarzanie”, a nie wspólne podziwianie. Patrząc z zewnątrz i nie znając przez tej kultury, faktycznie może ona pozostawać „niewidoczna” jak pokój nocą po zgaszeniu światła. Jak każda przestrzeń społeczna zmienia się w miejsce wraz z czasem, który się w niej spędza. Nie da się tak „kulturo, pokaż się!” Paul Levinson nieco jej liznął już po wykonaniu kilkudziesięciu edycji.

    Tu jest taki paradoks, że aby ruchy miejskie były widoczne, muszą też być widoczne w mediach. Natomiast serwis internetowy jest medium, które innych mediów specjalnie nie potrzebuje.