Piraci kochają telewizję, a co telewizja czuje do piratów?

Znów będzie - choć tym razem bardzo pośrednio - o napisach. Serwis TorrentFreak opublikował ciekawy tekst na temat kariery, jaką w sieciach peer-to-peer robią serie telewizyjne. To interesujące także dlatego, że stacje telewizyjne są jakby bardziej tolerancyjne wobec piratów, niż wytwórnie filmowe czy dystrybutorzy.

Okazuje się, że choć tylko 10% plików dostępnych w sieci BitTorrent to serie TV, stanowią one aż 50% ściąganych materiałów. To kolosalna popularność - druga połowa tortu jest bowiem niezwykle poszatkowana (filmy 15,7%; gry 8,6%; muzyka 7,8%, porno 6%). Odcinki takich serii jak “Zagubieni” ściąga ponad pół miliona osób! Zobaczcie zresztą na nielicznych ocalałych serwisach z napisami, co cieszy się największym wzięciem w polskiej sieci. Jakiś czas temu pisaliśmy o tym w “Polityce” z Mateuszem Halawą, wątek pojawiał się także na tym blogu i podczas wrocławskiej edycji Kultury 2.0.

Zjawisko jest o tyle ciekawe, że nie słyszałem jeszcze, żeby jakiekolwiek studio produkujące seriale pozywało do sądu piratów. Być może dlatego, że logika zarabiania na serialach jest inna - większość i tak ogląda za darmo w TV, więc jeśli ściągną z sieci, strata jest niewielka (byle nie wycinali reklam - dlatego amerykańskie stacje chcą odpalić w sieci własny bezpłatny “serialowy” serwis). A kto ma kupić na DVD i tak kupi. Dochodzi jeszcze kwestia promocji - jestem przekonany, że rekordową widownię w Polsacie “Prison Break” częściowo zawdzięcza internetowej modzie na tę serię. Kibicuję temu trendowi, bo nie ukrywam, że denerwuje mnie zamieszanie wokół napisy.org i demonizowanie działań współpracujących z serwisem tłumaczy. Absolutnie nie wierzę w skuteczną walkę prawa z tym zjawiskiem, sam zresztą niejednokrotnie korzystałem z napisy.org. Podejrzewam jednak, że gdyby usunąć z serwisu napisy do filmów oficjalnie dystrybuowanych w Polsce, zainteresowanie serwisem byłoby niewiele mniejsze, a dystrybutorzy mieliby mniej powodów do narzekania na to, że są okradani. Inna sprawa, że jest to też jakaś forma konsumenckiego nacisku: w ubiegłym roku średnia cena biletu kinowego w USA wyniosła 6,55 USD, ja ostatnio w Warszawie zapłaciłem 23 złote. Więc dlaczego na nowego Tarantino muszę czekać prawie 4 miesiące?

Wpis “Piraci kochają telewizję, a co telewizja czuje do piratów?” ma jeden komentarz

  1. marta klimowicz pisze:

    23zł za bilet do kina? jak dobrze, że nie mieszkam w warszawie;).

Dodaj komentarz