Fani znów przegrali

Prawo stanęło na przeszkodzie kolejnej dużej produkcji fanowskiej. Niemiecki film “Damnatus”, osadzony w realiach gry bitewnej Warhammer 40,000, nie ujrzy światła dziennego.

“Damnatus” to jedna z największych europejskich produkcji fanowskich. 110-minutowy obraz powstawał blisko 4 lata, jednak jak się okazuje, nie będzie go można zobaczyć. Paradoksalnie winowajcą nie jest producent figurek do Warhammera i właściciel praw do tego uniwersum - angielska firma Games Workshop, lecz niemieckie prawo autorskie. Okazuje się, że twórcy filmu nie mogą zrzec się swych praw na rzecz Games Workshop. Z kolei zgoda na dystrybucję filmu miałaby być równoznaczna z przekazaniem pełnych praw autorskich Games Workshop filmowcom, czego firma oczywiście nie chce zrobić.

Przypomina mi to trochę sytuację, w której artysta “chroniony” przez organizację zbiorowego zarządzania prawami autorskimi, nie może oddać swojego dzieła na cele dobroczynne bez uiszczenia opłat licencyjnych. Choć w tym wypadku nie chodzi oczywiście o działalność charytatywną - na premierze “Damnatusa” mogły szkorzystać wszystkie strony. Games Workshop, bo zyskałoby potężną reklamę, której wyprodukowanie nie kosztowało firmy ani grosza. Twórcy - bo mogłaby to być dla nich przepustka do branży filmowej. I oczywiście fani, którzy mogli zobaczyć film osadzony w ich ulubionym uniwersum. Będzie jednak odwrotnie: wszyscy są rozczarowani. Także Games Workshop bo nie mam wątpliwości, że złość części fanów zwróci się przeciwko firmie. Jedynym - wątpliwym jednak - pozytywem tej sytuacji jest fala filmików, które powstają w reakcji na tę absurdalną sytuację. Próbki możecie zobaczyć np. tu i tu.

Wpis “Fani znów przegrali” skomentowano 3 razy

  1. Krzysztof pisze:

    A nie dałoby się całej sprawy wynieść poza granice Niemiec? Podpisać umowy gdzieś, gdzie prawo pozwala na takie zabiegi?

  2. burlap pisze:

    Wydaje mi się - po przeczytaniu artykułów, do których linki są na stronie Damnatusa - że Games Workshop użył niemieckiego prawa jako wygodnego pretekstu, żeby odmówić praw do dystrybucji. Ich interesy gospodarcze nie ucierpiałyby specjalnie na tym, gdyby filmowcy udzielili im jakiejś licencji, to nie prawo w tym miejscu zawiodło (choć to fakt, że nie jest szczególnie elastyczne), to Games Workshop wykazało się typowym myśleniem “własnościowym”. Zresztą, twórcy od początku pytali o pozwolenie i można było wtedy zawrzeć odpowiednią umowę.

  3. Przydomek pisze:

    Wiem, że koledzy mieli pewnego razu problem z wydaniem tłumaczeń książek, do których prawa były zastrzeżone, taką możliwość dają inne kraje, w których istnieją furtki prawne. Wydaje się to możliwe :)

Dodaj komentarz