Po co nam uniwersytety?
Prowadzony przez Instytut Kulturoznawstwa UMCS wortal “Wiedza i edukacja” organizuje w Second Life debatę “Po co nam uniwersytety, czyli w stronę nauki i edukacji 2.0″.
Debata odbędzie się 25 lutego o 17:00 - wszystkie informacje znajdziecie tutaj. Dyskusja - przy całym moim sceptycyzmie wobec mody na Second Life - to chyba dobry pomysł, choć ciekaw jestem, ile osób weźmie w niej udział. Ja niestety raczej się nie zjawię - wprawdzie wykorzystanie SL załatwia problem z przemieszczaniem się w przestrzeni, ale nie rozwiązuje problemu braku czasu. Więc może przy okazji kilka moich uwag związanych z tematem, bo problem jest pasjonujący i nie dotyczy tylko spraw związanych z “2.0″:
- najważniejszy chyba, choć bardzo niepopularny problem, to brak dyskusji wokół samej idei studiowania - powszechnego w Polsce przekonania (podtrzymywanego przez żyjące z tego uczelnie i zadowolonych ze wskaźników polityków), że każdy młody człowiek powinien ukończyć studia. Efekt: obniżenie jakości kształcenia, dewaluacja dyplomów i rozczarowanie absolwentów, których rynek pracy nie chce później nagradzać za trud studiowania.
- Tiziana Terranova określiła kiedyś współczesne uczelnie jako coś pomiędzy fabryką a supermarketem, mając na myśli z jednej strony możliwie najbardziej efektywną “obsługę” studentów, ale i masową produkcję treści, uwikłanie w relacje z rynkiem i mediami. Na Zachodzie to przede wszystkim problem podporządkowania uniwersytetów wymogom rynku, choć myślę, że w Polsce często mamy problem akurat odwrotny - uczelnie nie zawsze dostrzegają świat poza swoimi murami.
- Na ile naukowcy powinni angażować się politycznie? W wypadku nauk humanistycznych, w których czynniki ideologiczne są szczególnie istotne, to poważny (i pewnie nierozstrzygalny) problem. Gdzie przebiega granica pomiędzy byciem “public intellectual” a autopromocją?
- Kwestia “nauki 2.0″ - która zapewne zdominuje debatę w SL. Jak pogodzić kryzys figury eksperta, wzrost znaczenia edukacji nieformalnej, z funkcjonowaniem uniwersytetów? Jak pogodzić etos kształcenia z zamykaniem treści - otwarty dostęp to przecież wzrost społecznego oddziaływania uczelni, ale równocześnie potencjalne zagrożenie ekonomiczne (choć czytelników tego akurat bloga nie trzeba przekonywać, że możliwe i konieczne są modele biznesowe oparte na otwartym dostępie)? I odwrotnie - na ile internetowe repozytoria, spotkania w SL i wszystkie nowe formy dostępu do treści edukacyjnych mogą zastąpić szkoły wyższe?