Konferencja MKiDN o prawie autorskim
W połowie zeszłego tygodnia uczestniczyłem w konferencji zorganizowanej przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego pt. “Nowe technologie a ochrona IP”. (Ciekawe sprawozdanie z konferencji w dwóch częściach zamieścił na swoim blogu Piotr Waglowski).
Panel, w którym brałem udział był zatytułowany “Przyszłość rynku muzycznego. Utwory audiowizualne i ich rozpowszechnianie. Korzystanie, konsumenci, dystrybucja i systemy wynagradzania. Zabezpieczenia techniczne a użytek własny”. Nie zamierzam streszczać jego przebiegu - sprawozdanie z jego przebiegu, pt. “Legalne opcje zmniejszają piractwo” opublikował Internet Standard.
Natomiast chciałbym wspomnieć o kilku stwierdzeniach, które zostały mi w pamięci po tym panelu.
Po pierwsze, cieszę się że Marek Staszewski, Pełnomocnik ZPAV, stwierdził w swojej wypowiedzi, że “legalne opcje zmniejszają piractwo”. Istnieje w Polsce tendencja, by myśląc o własności intelektualnej skupiać się jedynie na problemie piractwa - i sposobach walki z nim. Mało to moim zdaniem konstruktywne podejście. Obserwacja Staszewskiego otwiera drogę do promowania rozwiązań alternatywnych i zwiększania świadomości prawnej społeczeństwa. Myślę, że są to rozwiązania być może skuteczniejsze, a na pewno bardziej przyjazne niż budzące postrach działania policji.
Znaczącym przykładem zmiany nastawienia jest dla mnie stwierdzenie wygłoszone przez Anne Sweeney z Disney Media Networks w trakcie targów treści audiowizualnych Mipcom:
“Uznajemy obecnie, że piractwo to model biznesowy. Istnieje on, gdyż odpowiada na zapotrzebowania konsumentów, którzy oczekują telewizji na życzenie. Piraci konkurują na rynku w ten sam sposób co my - jakością, ceną i dostępnością. Nie podoba nam się ten model, ale jednocześnie rozumiemy, że jest on wystarczająco konkurencyjny, by stanowić znaczącą konkurencję”.
Przyjmując takie nastawienie, mówiła Sweeney, z piractwem walczy się nie z użyciem policji lub prawników, lecz na rynku - oferując treści łatwo dostępne, tanie i wysokiej jakości. Co więcej, badania zamówione przez Disney’a nie wykazały, by dostępność treści online szkodziła oglądalności programów w telewizji, czy nawet sprzedaży w iTunes.
“Treści są motorem napędzającym całość. Nowe platformy [dystrybucji - AT] powodują wzrost popytu na treści”.
Niestety, usłyszałem też dwa stwierdzenia, z którymi nijak nie mogę się zgodzić. Jeden z uczestników panelu stwierdził:
“czym innym są utwory, jak nie towarami?”
Na kulturę można oczywiście patrzeć z perspektywy rynkowej czy biznesowej - przemysły kulturowe to dziś wielki biznes, zdaniem niektórych mogące być siłą napędową całej gospodarki europejskiej. Sęk w tym, że stwierdzenie to dobrze oddaje nastawienie znaczącej części uczestników konferencji, którzy sprowadzają kulturę i obieg dóbr w jej obrębie do zarabiania przez autorów na swojej własności intelektualnej. Taka jest oczywiście dominująca w Polsce perspektywa myślenia o prawach autorskich - skupiona na wynagradzaniu twórców za ich wytwory. Jednak myśląc wyłącznie w tych kategoriach tracimy z pola widzenia kulturę jako dobro wspólne, czyli innymi słowy nasze dziedzictwo narodowe.
Swoim podejściem wyróżniali się duńscy goście konferencji. Maria Rorbye Ronn, prawniczka z Danmarks Radio mówiła o prawie autorskim jako wyrazie kompromisu między interesami właścicieli praw autorskich i całego społeczeństwa. Inny prawnik, Martin von Haller Gronbaek, stwierdził wprost, że jego zdaniem społeczeństwo jest zakładnikiem interesów specjalnych - zazwyczaj tych, którzy wykupują prawa do dzieł od ich autorów.
W trakcie panelu pojawiło się również stwierdzenie, że wydłużanie okresu obowiązywania praw autorskich jest zjawiskiem pozytywnym, na które przychylnie patrzą wszyscy twórcy - że niektórzy z nich chcieliby nawet, aby prawa autorskie były wieczyste.
Próbuję wyobrazić sobie kulturę polską XX i XXI wieku w sytuacji, gdy trzeba by płacić opłaty licencyjne za wykorzystanie każdego utworu Mickiewicza czy Słowackiego, by nie wymienić tysięcy innych twórców. Być może nie doszłoby do wydarzeń marcowych w 1968 roku, bo Dejmka nie stać byłoby na opłacenie tantiemów (zapewne bardzo wysokich, bo dyktowanych przez rynek)?
Niesłuszności tego stwierdzenia dowodzi również zjawisko utworów osieroconych - chronionych nadal przez prawo autorskie, lecz zapomnianych przez swoich twórców, funkcjonujących w swoistym limbo, zapisanych na powoli niszczejących nośnikach, z powodu prawa będących poza zasięgiem prób archiwizacji poprzez digitalizację. W czasach, gdy w USA przedłużenie ochrony prawnoautorskiej wymagało od właściciela złożenia formalnego wniosku, nie czyniło tego ok. 80% osób - trudno wyobrazić sobie, by większośći twórców zależało więc na wieczystych prawach autorskich.
Ja sam w trakcie panelu starałem się rozwinąć myśl, że “legalne opcje zmniejszają piractwo” - na przykładzie Creative Commons.
Chciałbym też polecić nagranie wystąpienia Jarosława Lipszyca (dostępne dzięki Piotrowi Waglowskiemu), który w sesji nt. rynku oprogramowania komputerowego ciekawie mówił m.in. o prawie autorskim i wolności oraz trudnościach wynikających ze stosowania systemów DRM. Dzięki Piotrowi Waglowskiemu w sieci jest dostępne nagranie tego wystąpienia, a Lipszyc kluczowe tezy streszcza na swoim blogu, w poście pt. “Drastyczna Redukcja Możliwości”.
AKTUALIZACJA: Dzięki uprzejmości Piotra Waglowskiego możecie posłuchać nagrania mojego wystąpienia podczas konferencji w formacie OGG lub MP3.
Treść postu można wykorzystywać zgodnie z licencją Creative Commons.
2006-11-25 o godz. 23:30
Spełanijąc prośbę - właśnie dodałem przed chwilą również nagranie Twojego wystąpienia. Dostępne jest w kometnarzu do tekstu http://prawo.vagla.pl/node/6816
2007-05-25 o godz. 17:31
[...] To zdanie, wypowiedziane poprzez panelistę na konferencji MKiDN poświęconej “Nowym technologiom i ochronie IP” w grudniu 2006 roku (napisałem z niej notatkę) dobrze oddaje typowe dzisiaj nastawienie do dóbr kultury. “Utwór to towar, na którym mogę zarobić” to również podstawowy argument za ścisłą kontrolą poprzez system praw autorskich. Wypowiada go wielu twórców w Polsce (Wojtek Orliński przedstawił ostatnio ciekawą definicję twórcy w czasach przesiąknięcia kultury zasadami systemu IP, nazywając siebie “człowiekiem żyjącym z eksploatacji majątkowych praw autorskich”). Podejrzewam, że uczynił to mimochodem i przywiązuję zbyt dużą wagę do tego stwierdzenia cytując je po raz drugi, ale opozycja twórca i jego dzieło / człowiek żyjący z eksploatacji majątkowych praw autorskich wiele tłumaczy o specyfice dzisiejszej kultury. [...]
2007-11-19 o godz. 16:36
Gwoli komentarza:
http://www.gazetawyborcza.pl/1,75475,2847136.html