Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości

2.10.2006
poniedziałek

Z dziennika naukowca/fana: nie tylko o alfabetyzacji medialnej

2 października 2006, poniedziałek,

W najnowszym wpisie w swoim blogu Wyznania naukowca/fana, prof. Henry Jenkins pisze o komiksiarzu Nicku Bertozzim, którego wypowiedzi na temat tworzenia komiksów weszły do zbiorów biblioteki projektu New Media Literacies (NML) – New Media Exemplar Library. Twórcy inicjatywy NML uważają, że komiks, u nas wręcz wzorcowy przykład medium uważanego za niepoważne, powinien stać się jednym z przedmiotów nauczania i proponują zainteresowanym nauczycielom wykorzystanie bezpłatnych materiałów lekcyjnych. Innym interesującym przykładem jest film edukacyjny przygotowany przez Cory’ego Doctorowa – publikowanego również w Polsce pisarza, aktywnie działającego na rzecz liberalizacji prawa autorskiego (przy okazji – może ktoś przetłumaczy słynną powieść Doctorowa Down and Out in the Magic Kingdom, którą autor udostępnia na licencji CC?). Niedawno Doctorow skrytykował technologię ‚high-definition’ jako dyskretny sposób „przeszmuglowania” DRM do naszych domów. W umieszczonym w zasobach NML filmie mówi o pisarstwie, blogowaniu i politycznym aktywizmie. Ale wróćmy do samego NML.

NML stawia sobie za cel wprowadzenie do amerykańskiego systemu edukacyjnego – już na poziomie podstawowym – nauczania o mediach. Obecnie jest już ono w amerykańskim (podobnie jak zachodnim w ogóle) szkolnictwie obecne, ale – zdaniem twórców projektu NML – w zakresie niewystarczającym. Chodzi zarówno o poszerzenie zakresu omawianych w szkole mediów, jak i zmianę perspektywy. To pierwsze jest oczywiste – w pejzażu audiowizualnym wciąż pojawiają się nowe środki przekazu, a status ich poprzedników ulega nieustannej zmianie, powodowanej nie tylko względami technologicznymi, ale i kulturowymi (przykładem może być płyta winylowa, którą odesłały do lamusa kaseta magnetofonowa i płyta CD, a do łask przywróciła moda na muzyczne remiksy). Drugie pokazuje, jak edukacyjnie zapóźnionym krajem jest Polska – pojęcie „media literacy” – a więc dosłownie „alfabetyzacji medialnej” – jest u nas niemal nieznane. A kryje się za nim oczywiste spostrzeżenie: uczestnik naszej kultury, który nie potrafi krytycznie korzystać z mediów, to analfabeta. Narodziny edukacji medialnej związane są w znacznej mierze z krytyką popkultury – jej orędownikiem był choćby Neil Postman (w czwartek upłyną 3 lata od jego śmierci). Postman bardzo ostro krytykował telewizję, ale uważał, że właśnie ze względu na jej „odmóżdżający” wpływ, należy o niej uczyć. Jenkins, współtwórca NML, reprezentuje już inny etap refleksji nad mediami – jest przekonany, że odbiorców należy nie tylko ostrzegać przed telewizją i uczyć jej krytycznego odbioru, ale też pokazywać, jak można tworzyć twórcze relacje z mediami.

Ciekawym przykładem takiej właśnie relacji i „oddolnej” aktywności odbiorców mediów (którzy coraz częściej zmieniają się w twórców) są popularne w USA komiksy studenckie (i „doktoranckie”, jak PhD Comics). Jenkins – jak informuje na swoim blogu – stał się obiektem zainteresowania samego Garry’ego Trudeau, autora serii pasków komiksowych Doonesbury, których bohater – Mike Doonesbury – zaczynał w latach 70-tych jako student, ale później postarzał się, w międzyczasie komentując kwestie społeczne i polityczne (za co Trudeau, jako pierwszy twórca „stripów” w historii, dostał Pulitzera). Dziś studentką jest córka Mike’a, Alex. W niedawno opublikowanym pasku Alex nie dostała się na zajęcia medioznawcze prowadzone na MIT (na wydziale kierowanym przez Jenkinsa). To kurs, na który wobec dużego zainteresowania studentów niezwykle trudno się dostać (jak twierdzi autor komiksu). Można tylko pozazdrościć: uczelnię krytykują rysownicy, a dyrektor krytykowanego kierunku uważa za swój obowiązek, by do tych zarzutów odnieść się na swoim blogu. Do takiego etapu dojdziemy zapewne nieprędko, bo nie widać nawet dobrych chęci, by w dobrym kierunku ruszyć. Wprawdzie w teorii mamy w Polsce coś, co nazywa się „międzyprzedmiotowa ścieżka pedagogiki medialnej” – a więc możliwość, by nauczyciele wprowadzili elementy „media literacy” do programu nauczania. Jest to jednak typowy „listek figowy”, który skrywa faktyczny stan rzeczy: pozbawieni jakiejkolwiek zachęty i wsparcia nauczyciele rzadko mają tyle samozaparcia, by takie rozwiązanie zastosować. Jak przyznają kuratorzy oświaty program szkolny jest przeładowany, ale wśród gigantycznej liczby przekazywanych uczniom informacji z reguły nie ma ani słowa o wszechobecnych we współczesnym świecie mediach. Nauczanie o nich jest obecne tylko na papierze. Szkoda, że wśród nader licznych pomysłów, które rodzą się w Ministerstwie Edukacji Narodowej, nie pojawił się żaden dotykający tej kwestii.

Treść postu można wykorzystywać zgodnie z licencją Creative Commons.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop