Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości

15.10.2006
niedziela

Kultura po japońsku

15 października 2006, niedziela,

Bunkacho, japońska rządowa agencja ds. kultury, ogłosiła listę 100 najważniejszych obiektów japońskiej sztuki medialnej. Z polskiej perspektywy już same kategorie, w których wybierano wyróżniające się dzieła, są szokujące – sztuka, rozrywka, komiks i animacja.

Listę wyłoniło głosowanie ekspertów oraz publiczności – w przedsięwzięciu wzięło udział łącznie ponad 33 tys. osób. Za najważniejsze dzieło sztuki uznano symbol wystawy Expo 1970, czyli wzniesioną w Osace przez nieżyjącego już awangardowego artystę Taro Okamoto rzeźbę „Wieża Słońca”. Druga i trzecia pozycja przypadła szalonym występom muzycznym projektu Myawa Denki oraz produkowanym przez tego samego twórcę zabawkom Naki, które autor określa mianem „bezsensownych maszyn z motywem ryby”. Kategorii „rozrywka” przewodzi Yawaraka – mały, bezbronny… czołg, który na filmach flash ucieka z pola walki, podśpiewując cienkim głosikiem. Kolejne miejsca przypadły filmom z niezwykłymi machinami „Pythagorean Switch” oraz grom wideo z serii „Super Mario Bros”. Wśród animacji wyróżniono znane u nas głównie w formie komiksowej „Neon Genesis Evengelion” oraz filmy Hayao Miyazakiego. Na trzecim miejscu w kategorii „komiks” znalazł się popularny także w Polsce „Dragon Ball”, wyprzedzony przez tytuły „Slam Dunk” i „JoJo’s Bizarre Adventure”.

Co z tego wynika dla nas? Oczywiście możemy śmiać się ze zdziecinnienia Azjatów i infantylizacji ich kultury. Podejrzewam, że w podobnym głosowaniu przeprowadzonym w Polsce ankietowani uznaliby, że należy uhonorować Chopina czy Matejkę, a nikt nie pomyślałby o przedmiotach, które jak zabawki Myawa Denki można kupić w sklepach internetowych. Japończycy są jednak dumni z tego, co podoba się także za granicą – i w tej kategorii animacje, komiksy, zabawki i gry komputerowe z Kraju Kwitnącej Wiśni są światową potęgą. Dokonująca się w dużej mierze dzięki internetowi demokratyzacja kultury sprawia, że odgórne zarządzenie nie jest w stanie zaprogramować preferencji odbiorców – aby to sprawdzić, wystarczy na YouTube porównać oglądalność „Pythagorean Switch” z nagraniami prezentacji tradycyjnych tańców japońskich.

Oczywiście nie znaczy to, że powinniśmy popaść w skrajny populizm kulturowy. Za pomocą kultury wciąż można mówić o wartościach i dziedzictwie – jednak nie w sposób bezkrytyczny. Co nie mniej ważne, taki przekaz musi być atrakcyjny dla odbiorców. Decydenci powinni mieć świadomość, że jeśli polska kultura ma zaistnieć na arenie międzynarodowej, to nie wystarczy zespół Mazowsze i Konkurs Chopinowski. Wynikająca z japońskiej tradycji elastyczność i otwartość na zagraniczne wpływy (zapożyczenia z Chin, reforma Meiji, po wojnie kopiowanie wzorców amerykańskich) oraz związane z nimi zatarcie granic pomiędzy kulturą wysoką i niską sprawiło, że choć w kwestii produkcji sprzętu elektronicznego Japończycy coraz częściej ustępują Korei Pd., to siła ich eksportu kulturalnego cały czas rośnie. Ponadto niezbyt restrykcyjne podejście do kwestii praw autorskich sprawiło, że moda na japońskie komiksy i animację zaczęła się na Zachodzie na długo przed tym, zanim znalazły one oficjalnych dystrybutorów poza ojczyzną. Może czas przyjrzeć się japońskim przemysłom kultury – wszak Polska miała być drugą Japonią…

Treść postu można wykorzystywać zgodnie z licencją Creative Commons.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 3

Dodaj komentarz »
  1. Nie do końca zgadzam się z bezkompromisowością Pańskiej opinii: „Za pomocą kultury wciąż można mówić o wartościach i dziedzictwie – jednak nie w sposób bezkrytyczny. Co nie mniej ważne, taki przekaz musi być atrakcyjny dla odbiorców.”
    Rozumiem, ze rozrywka i przemysły twórcze zajmują obecnie naczelną pozycję w myśleniu o kulturze (wielkie pieniądze, masowy odbiorca, atrakcyjności), i mamy spore „szczęście”, że jeszcze możemy za pomocą kultury mówić o wartościach.
    Atrakcyjność to problem szeroki. Od niedawna w naszym kraju myśli się wytworach kultury w kategorii produktów. Przecież Polska dopiero od niedawna zaczyna dbać o nasze podstawowe dziedzictwo i promować je w sposób nowoczesny (PO „Chopin). Do tego polskie społeczeństwo jest zbyt ubogie, by wytworzyć podaż na tego typu urokliwą działalność, jaka stała sie dumą Japonii.

  2. Oczywiście przykład japoński jest skrajny i nie chodzi mi o to, by zacząć na skalę masową produkować maskotki i animacje z bohaterami narodowymi (choć może to nie byłby taki głupi pomysł). Mam na myśli raczej absolutną niekonsekwencję w stosunku Polaków do mediów: z jednej strony uważamy że jeśli coś atrakcyjne to głupie i bezwartościowe, z drugiej strony z wynikami oglądalności niektórych seriali nie mogą rywalizować nawet mecze piłkarskie. Więc myślę, że skoro władza ostatnio usilnie chce reaktywować narodowe symbole, to musi być to działanie zgodne z logiką współczesnych mediów, bo ci, do których warto ten przekaz kierować nie muszą zakładać, że „dobre, bo polskie” i z supermarketu popkultury wybiorą sobie coś innego. Tu rzecz jasna można zacząć dyskusję na ile to, że kultura się utowarowiła, jest zjawiskiem dobrym czy złym, ale myślę, że przede wszystkim – nieodwracalnym.

    A co do Chopina – niedawno na targach elektronicznej rozrywki w Tokio pokazano grę „Trusty Bell: Chopin no Yume”, w której młody kompozytor walczy w fantastycznym świecie, by ocalić wróżkę o imieniu Polka. Tak, mnie też wydaje się to dziwaczne, ale jeśli młodzi Japończycy dowiedzą się w ten sposób więcej o Chopinie, to czemu nie?

  3. Zgadzam się w zupełności – ta niekonsekwencja jest fatalna. Decydenci mają wyobrażenie, że wartość obroni się sama, a symbole nie mogą się zniżać do popkultury.
    W ogóle myślenie o „atrakcyjności” produktu leży u nas kompletnie. Teraz na ASP odbywa się wystawa design.pl (polskie wzornictwo przemysłowe). Hasło na plakatach: design jaki mamy, design jakiego potrzebujemy. Koleżanka – projektantka stwierdziła, że hasło powinno brzmieć: design, który mamy w projektach vs. design, który panuje.