Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości

26.10.2006
czwartek

Przyszłość czasopism naukowych i żabie skoki w przyszłość

26 października 2006, czwartek,

W zeszłym tygodniu wziąłem udział w zorganizowanym przez Polskie Towarzystwo Socjologiczne spotkaniu z redaktorami czołowych polskich czasopism socjologicznych. „Diagnoza stanu polskich czasopism socjologicznych” – bo tak nazywało się spotkanie – była nieco przygnębiająca.

Redaktorzy tych czasopism to ludzie wyjątkowi – bowiem praca, którą wykonują, jest ciężka – a otrzymują za nią grosze albo nic. Pisma te są finansowane przez instytucje państwowe na poziomie minimalnym, nie pozwalającym godziwie wynagradzać redaktorów lub recenzentów. Model taki nie jest ani zdrowy, ani wróżący dobrze na przyszłość.

Sytuacja tych czasopism jest trudna, jednak nie na tym chciałbym się skupić. Udałem się na to spotkanie, gdyż byłem ciekaw, jak czasopisma socjologiczne wykorzystują możliwości, jakie oferuje internet. W trakcie spotkania doszło do dyskusji na temat ewentualnego otwarcia się tych tytułów na publikację w internecie i na model swobodnego dostępu do treści (Open Access). Osobiście uważam, że publikacje internetowe, dzięki połączeniu relatywnie niskich kosztów z niespotykaną w świecie czasopism drukowanych skalą możliwej dystrybucji, mogą być sposobem na wyjście z kryzysu.

W Polsce wydawanie pisma na papierze jest normą i tradycją, którą – z tego co rozumiem – sankcjonuje niechęć KBNu do uznania czasopism internetowych za równie wartościowe, co tytuły drukowane. Wiem też dobrze, że drukowany tekst ma wiele zalet. Jednak przestawienie się na publikowanie tytułu w internecie, w ewentualnym połączeniu z drukiem na żądanie, pozwoliłoby zapewne (choć brak niestety szczegółowych analiz ekonomicznych mogących to potwierdzić) obniżyć koszty publikacji, które „zjadają” znaczne części budżetów tych czasopism.

Inną zaletą jest dużo szersza dostępność tytułu – szczególnie wtedy, gdy czasopisma zdecydowałyby się na swobodne udostępnianie tekstów w modelu Open Access. Konkretnych możliwości jest wiele – od publikacji tekstów archiwalnych, poprzez publikację w sieci z zachowaniem „okresu ochronnego dla wersji drukowanej”, po publikację online wraz z publikacją drukowaną.

Dostępność online nie musi szkodzić ewentualnej sprzedaży wersji drukowanej. A powszechne udostępnianie dzieł finansowanych z pieniędzy państwowych, w sytuacji gdy koszty takiej operacji są dziś niemal zerowe, wydaje się oczywistością, jeśli nie wręcz obowiązkiem (dobrym wzorem jest amerykański National Institute of Health).

Trudno oczywiście uogólniać opinie kilku różnych osób, jednak odniosłem wrażenie, że redaktorzy podchodzą do internetu z mniejszą lub większą dozą nieufności. A już na pewno nie widzą w dystrybucji sieciowej rozwiązania swoich trudności.

Z ich perspektywy rozpoczęcie publikowania w sieci jest zbyt kosztowne i kłopotliwe przy środkach, którymi dysponują. Ale też nie odniosłem wrażenia, by zbytnio martwili się niemal całkowitą nieobecnością swoich tytułów w internecie. Polskie czasopisma socjologiczne udostępniają online jedynie spisy treści numerów, ewentualnie abstrakty tekstów. A konkurują o uwagę czytelników z dostępnymi w całości tytułami zagranicznymi – do których ma dostęp np. student lub pracownik dowolnego polskiego uniwersytetu.

Jednak najbardziej szokujące było pojawienie się w odniesieniu do modelu Open Access retoryki, która skazuje z góry na niepowodzenie modele oparte na darmowym dostępie. Ze zdziwieniem słuchałem pewnego warszawskiego socjologa, zdaniem którego udostępnienie w internecie za darmo książki „Wolna kultura” jest wyłącznie prostym chwytem marketingowym. Argumentował on, że jedyną alternatywą dla zakupu – na przykład tekstu naukowego – jest jego kradzież.

Zdziwił mnie też fakt, że ów socjolog za jedyny wzór godny naśladowania podawał wielkie, amerykańskie czasopisma naukowe. Rzeczywiście mają one w świecie publikacji socjologicznych największą renomę. Jednak są wydawane przez wielkie komercyjne wydawnictwa, które na sprzedaży prenumerat zarabiają krocie. Stanowią więc mało przydatny wzór dla tytułów polskich – wydawanych nie dla zysku, w małych nakładach, z pieniędzy podatników.

Moi dyskutanci odwoływali się do przykładu amerykańskich czasopism naukowych, by zilustrować pewien model wydawniczy, który ich zdaniem jest „normalny” i „standardowy”. Tymczasem największe wydawnictwa otwierają się powoli na model Open Access, gdyż rozumieją, że zmiana jest konieczna. Z tak zwanym „hybrydowym modelem otwartego dostępu” eksperymentują niemal wszystkie znaczące wydawnictwa: m.in. Elsevier Reed, Oxford University Press i Springer. Nie mówiąc już o rzeszy instytucji, uniwersytetów i twórców publikujących treści w oparciu o różne otwarte modele.

Socjolog, o którym wspominałem, uparcie chciał naśladować wzór czasopism co prawda renomowanych, ale opartych na modelu wyraźnie archaicznym. Tymczasem, zamiast naśladować, można poważnie potraktować ideę „żabiego skoku”. Jamais Cascio z grupy Worldchanging tłumaczy, że

„opiera się ona na założeniu, że obszary posiadające gorzej rozwiniętą bazę technologiczną lub ekonomiczną mogą z dużą prędkością przeprowadzić adopcję współczesnych systemów bez konieczności przechodzenia przez etapy przejściowe

[…] Zamiast podążać za już rozwiniętymi państwami utartą ścieżką ‚postępu’, żabi skok pozwala krajom rozwijającym się eksperymentować z wyłaniającymi się narzędziami, modelami i ideami […]”

Pora na refleksję ogólniejszą: brak zrozumienia i przekonania dla innowacyjnych modeli publikacji, jaki najwyraźniej istnieje w polskim środowisku naukowym, dowiódł mi przede wszystkim, jak silnie zakorzenione są tradycyjne sposoby myślenia. To, co dla redaktorów jest normalne, mnie wydaje się anachroniczne – a to, co ja uważam za potencjalnie zbawienną innowację, w nich budzi nieufność.

Myślę, że pora zacząć rozgryzać hasło „Kultura 2.0” – a więc chodzi o nowe sposoby myślenia o szeroko rozumianej kulturze – myślenia twórczego, odważnego i innowacyjnego. Bowiem sprawdzone sposoby działania, konserwatywne nastawienia do zmian mają wiele zalet, ale mogą okazać się zgubne w okresie burzliwych przemian. Do Polaków, zanurzonych w przeszłości, świetnie pasuje uwaga Marshalla McLuhana z „The Medium is the Massage”:

„Mając do czynienia z całkiem nową sytuacją, mamy tendencję by przywiązywać się do przedmiotów, do posmaku niedawnej przeszłości. Patrzymy na teraźniejszość poprzez lusterko wsteczne. Maszerujemy tyłem ku przyszłości […]”.

Wierząc w „Kulturę 2.0” dajemy kredyt zaufania temu, co nowe i nieznane.

Treść postu można wykorzystywać zgodnie z licencją Creative Commons.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 8

Dodaj komentarz »
  1. Witam!
    Arku, bardzo podoba mi się ideologia CC i Open* w ogólności.

    Przeczytałem „wolną Kulturę” Lawrence’a Lessiga.

    Czasem zaglądam na http://creativecommons.pl/

    Ale tutaj raczej rzadko, bo …. zakładka RSS do TEJ strony nie działa!

    Dlaczego?

    Pozdrawiam

    Radecki

  2. „Polskie czasopisma socjologiczne udostępniają online jedynie spisy treści numerów, ewentualnie abstrakty tekstów”.

    Pozwole sobie nie zgodzić się z ta opinią, ktora choc dość dobrze dizgnozuje sytuację w Polsce, to jednak nie zwraca uwagi na chlubne wyjątki. Przygladem takiego wyjątku jest pomysł zaprzyjaźnionego kolegi z „roboty” Krzysia Olechnickiego, z którym łączą mnie róznorodne długoletnie relacje. Chodzi tu o w pełni akademicki, naukowy, socjologiczno-antropologiczny projekt publikacyjny związany z czasopismem z zakresu socjologii i antropologii wizulanej. Projekt ten funkcjonuje jak na razie doskonale i ukazuje sie pod dwiema postaciami: pubikacje on-line oraz w wersji „hard’ na płytach CD-ROM. Dla chętnych i zainteresowanych podaje stosowny link.

    http://www.ikonosfera.umk.pl/

    Pozdrawiam

    Paweł Z.

  3. Nie wyraziłem się precyzyjnie – miałem na myśli czasopisma socjologiczne prezentujące się w trakcie spotkania. Ikonosfera jest świetnym przykładem, że czasopismo naukowe może działać inaczej. Podobnie jak Przegląd Socjologii Jakościowej.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Wstyd, mi wstyd. Zupełnie zapomniałem o PSJ. A wstyd tym większy, iż z kilkoma członkami składu redakcyjnego jestem „zakolegowany”, kilka osób z redakcji niezwykle cenię, a i mój Mistrz (tak, przez duże ‚M’) czasopismo to współzakładał.

    Pozdrawiam
    Paweł Z.

  6. Brawo Panie Alku! Stare broni się mocno. Tak było zawsze… Po prostu nowe pisma zabierają starym autorów i czytelników. „Znakomite” i stare polskie pisma socjologiczne boją się tego i … wszystkiego.

    Uważam, że stan polskich pism socjologicznych jest nienajlepszy, lub nawet powiem wiecej i delikatnie, skandaliczny! Chodzi mi o tak zwane pisma sztandarowe… (SS, KiS, PSR). Mam tutaj na myśli sposob recenzowania (brak odpowiedzi, niekompetentne recenzje, niekonkluzywność odpowiedzi i recenzji dla autorów), procedury recenzowania (nie wiadomo co decyduje o zaakceptowaniu artykułu, i czy artykuł jest do poprawy czy też jest odrzucony, nieistniejące procedury), klikowość pod nazwą „obiektywności” (ciągle ci sami recenzenci). Brak rzetelnej informacji o regułach wydawniczych w internecie… Po prostu uważam że jest to poziom żenujący i niedopuszczalny w „demokratycznie” rządzącym się środowisku naukowym… W dodatku nakład tych pism i dostępność jest żadna… Dlatego ciesze się, że powstały w Polsce nowe internetowe i prawdziwie demokratyczne, ogolnodostepne, pisma socjologiczne takie jak Ikonosfera w Toruniu, czy dwujęzyczne Qualitatve Sociology Review/Przegląd Socjologii Jakościowej w Łodzi.
    Kitty

  7. Chyba jednak nie jest tak źle jak pisze o tym Kitty. Z cała pewnościa jednak tego rodzaju problemy trzeba ujawniać, ale i trzeba uwagi tego rodzaju przekazywać Zespołom Redakcyjnym pism, o których jest powyżej mowa z prośba o ustosunkowanie się do tych uwag. A dlaczego nie jest tak źle. A choćby z tego powodu, iż osoba w dużej mierze odpowiedzialna za powołanie do życia Ikonosfery, jak i osoba współtworząca QSR/PSJ mają silne związki z SS (Studia Socjologiczne). Jeden z niezwykle aktywnych członków rady naukowej QSR/PSJ jest redaktorem naczelnym SS. Zaś redaktor naczelny Ikonosfery jest członkiem redakcji SS.

    Pozdrawiam
    Paweł Z.

  8. Pingback: Kultura 2.0 » Archiwum bloga » Zasada otwartego dostępu - w UE obligatoryjna?!

  9. Pingback: Kultura 2.0 » Archiwum bloga » Kultura i Historia