Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości

14.11.2006
wtorek

Wybory – a nie można prościej?

14 listopada 2006, wtorek,

Frekwencja w wyborach samorządowych wyniosła ok. 45,86% – chyba i tak nieźle, biorąc pod uwagę powszechnie diagnozowane zniechęcenie Polaków do polityki. Może to jednak dobry moment, żeby poruszyć wątek e-votingu.

E-voting, czy – bardziej po polsku – e-głosowanie to oddawanie głosów w wyborach z użyciem systemów elektronicznych. Zadebiutowało w latach 60-tych w najbardziej podstawowej formie, polegającej na zastąpieniu papierowych kart do głosowania maszynami rejestrującymi głosy. Od roku 2000 na całym świecie testowane są jednak rozmaite systemy elektronicznego głosowania na odległość – najczęściej poprzez internet. Podobne rozwiązania na mniejszą lub większą skalę testowano jak dotąd w USA, Wielkiej Brytanii, Kanadzie, Szwajcarii i Estonii. Ten ostatni przykład powinien dać nam do myślenia – była radziecka republika błyskawicznie wdraża rozwiązania e-government i prawdopodobnie już w przyszłym roku tamtejsze wybory parlamentarne zostaną w całości oparte na platformie internetowej. Byłoby to wydarzenie bez precedensu w skali światowej.

Dlaczego o tym wszystkim piszę? To nie kwestia bezkrytycznej fascynacji nowymi rozwiązaniami – zdaję sobie sprawę, że niemal wszystkie kraje eksperymentujące z e-głosowaniem borykały się z rozmaitymi problemami, a przy obecnej atmosferze politycznej w Polsce wprowadzenie takich nowinek zaowocowałoby bądź prawdziwymi manipulacjami, bądź oskarżeniami o takowe. Ale za dwa tygodnie, w mieście, w którym mieszkam, odbędzie się druga tura wyborów prezydenckich. I nie będę mógł wziąć w nich udziału – wyjeżdżam. Zacząłem się zastanawiać ile spośród „brakujących” do 100-procentowej frekwencji osób jest w podobnej sytuacji. Krótka sonda wśród znajomych pokazała, że przypuszczalnie sporo – służbowa wyprawa do innego miasta bądź studencka kalkulacja „bilet w dwie strony, żeby pojechać do domu zagłosować” to całkiem rozsądny powód, żeby nie głosować.

Często słyszymy utyskiwania, że młodzi ludzie lekceważą swoje obowiązki obywatelskie. Jednak wielu z nich skazanych jest na coraz większą mobilność – studiują i pracują jeśli nawet nie za granicą, to coraz częściej w innych miastach. Wciąż są obywatelami tego kraju i powinni mieć wpływ na wybór jego władz, które zresztą chyba zaczynają dostrzegać problem – stąd nowość umożliwiająca zarejestrowanie się na listach w miejscu pracy, nawet bez zameldowania. Ale to wciąż nie rozwiązuje sprawy ludzi „krążących” po Polsce lub Europie w poszukiwaniu pracy lub wiedzy. Może dałoby się prościej? Czy w przewidywalnej przyszłości polscy obywatele będą mogli głosować mailem lub SMS-em?

Problem jest oczywiście złożony – po pierwsze potrzebne są zmiany w ordynacji wyborczej (obecnie system informatyczny może jedynie wspierać pracę Komisji Wyborczej – ważne głosy to tylko te na kartach). Po drugie – sprawny system techniczny, do czego polskie wybory nie mają szczęścia (polecam tekst Andrzeja Maciejewskiego z „Computerworld” o znaczącym tytule „Gdzie są wyniki wyborów?”). Po trzecie – technologiczna świadomość, która jest niezbędna, aby po uruchomieniu kosztownego systemu ludzie potrafili z niego korzystać i rozumieli zasady jego funkcjonowania. Niemniej – jak wspomniałem na początku – to chyba dobry moment, żeby o e-votingu zacząć rozmawiać. Od słów do czynów droga daleka, a nasze władze wciąż nie wykraczają poza poziom bardzo mętnych obietnic na przyszłość. Estonii nie dogonimy, ale może warto uczyć się na błędach innych i rozważnie zacząć planować polski system głosowania przez sieć. Ja jestem „za”.

Zainteresowanych tematyką zachęcam do lektury tekstu Election ’08: Vote by TiVo na stronie magazynu „Wired”.

Treść postu można wykorzystywać zgodnie z licencją Creative Commons.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 3

Dodaj komentarz »
  1. W zasadzie zgadzam się na taki sposób głosowania, ale kto zapewni prawidłowość głosowania? Onego czasu brałem udział w prozaicznej zabawie – plebiscycie internetowym, za pomocą którego wybierano najlepsze zdaniem internautów zdjęcia. Przez ostatnie godziny śledziłem ilość oddawanych głosów na całą czołowkę (dokładnie 4 liczące się pozycje konkursowe). W chwili zakończenia na zwycięzcę oddano kilkaset głosów więcej niż na następną fotkę (oglądałem moment zakończenia plebiscyutu). Na chwilę po jego zakończeniu ogłoszono zwycięzcą tę fotografię, która faktycznie miała najwięcej wyborców. Po 2 godzinach od zakończenia głosowania – jako zwycięzcę zobaczyłem fotografię zajmującą pozycję w końcowej fazie plebiscytu!!! Oczywiście – była to jedna z form zabawy dla internautów. Ale jeśli w tak banalnej sprawie można było zmieniać wyniki głosowania, to jaka jest pewność, że wtak poważnych wyborach do władz państwowych – można zapewnić uczciwość głosowania? Przy obecnych możliwościach hakerów łamiących kody bankowe i inne…

  2. Poruszyl Pan dwa rozne problemy, ktore nie musza miec jednego rozwiazania. W Stanach glosowanie przed terminem glosowania jest mozliwe. Idzie sie do instytucji organizujacej wybory (w moim miescie Clerk’s Office) i sie glosuje. Problem pojawia sie na przyklad wtedy, kiedy ktos inny oddaje ten glos (na przyklad pomagajac inwalidzie, czy osobie starszej). Jest to niedozwolone. Poza tym jest latwe i masa ludzi robi to z takich czy innych powodow.

    Glosowanie elektroniczne moze ale nie musi byc z tym zwiazane. Mnie najbardziej odpowiada skomputeryzowany skanner ktory na miejscu skanuje papierowa karte i wypluwa ja spowrotem jezeli jest blednie wypelniona, co pozwala ja zwrocic komisji i wypelnic nowa. Informacja ze skanera moze byc szybko przeslana do centrum, co pozwala szybko liczyc glosy, a papierowy nosnik zostaje na wypadek koniecznosci recznego przeliczania.

  3. Do Fafiko: Nie twierdzę, że sprawa jest prosta – jak wspomniałem, podczas prób prowadzonych w innych krajach nie obyło się bez problemów (wspomina o tym też przywoływany przeze mnie tekst z „Wired”). A wiadomo, że takie wybory musiałyby być zorganizowane absolutnie bez zarzutu, bo wszelkie usterki to idealny pretekst do wszczęcia politycznej awantury. Jest to jednak technicznie możliwe do zrealizowania. Nie w ciągu tygodni czy nawet miesięcy, ale martwi mnie fakt – i głównie o tym jest ten wpis – że niewiele się w tym kierunku robi. A ludzie są coraz bardziej mobilni i to nie tylko w tym sensie, że mogą, ale czasem po prostu muszą dużo podróżować. I za kilka lat może się okazać, że dla iluś tam procent społeczeństwa zjawienie się w określonym miejscu tylko po to, żeby oddać głos będzie nie do zaakceptowania.

    Do LS: mówiąc szczerze nie wiedziałem o tym pierwszym rozwiązaniu, a wydaje się zarówno proste do zrealizowania, jak i bardzo wygodne. Może rzeczywiście nie potrzeba internetu, żeby ułatwić ludziom głosowanie, choć wydaje mi się, że czas e-votingu wcześniej czy później nadejdzie. Przy tym wszystkim wydaje mi się, że cały problem wiąże się z wyobrażeniem ludzi o tym, czym jest Państwo – czy powinno iść na rękę obywatelom, czy stawiać im wymagania. Niestety, tu znów pojawia się kwestia poglądów i to chyba jest największy problem dla nowych pomysłów związanych z głosowaniem: trudno uniknąć związanych z polityką emocji.