Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości

22.01.2007
poniedziałek

Kto rządzi globalną wioską?

22 stycznia 2007, poniedziałek,

Taki tytuł nosi tekst Wojciecha Orlińskiego, będący recenzją dwóch książek – Kultury konwergencji Henry’ego Jenkinsa i Dokąd prowadzą nas media? Krzysztofa Teodora Toeplitza. W artykule powraca podstawowe chyba pytanie, które towarzyszy dyskusji na temat internetu – czy za jego sprawą rzeczywiście zyskujemy wpływ na coraz więcej spraw, czy to tylko nowy model biznesowy?

Orliński, choć stwierdza „chciałbym, żeby rację miał Jenkins”, przychyla się do pesymistycznej wizji Toeplitza. Nie wdając się w nierozstrzygalną zapewne dyskusję, wrzucę jednak kamyk do ogródka optymistów. Internetowy serwis BBC prezentuje ciekawy tekst poświęcony bojkotom organizowanym w internecie. Punktem wyjścia jest opis akcji zorganizowanej przez blogerów w obronie mężczyzny niesłusznie aresztowanego na wniosek Bank of America. Chcąc okazać swoją dezaprobatę dla tej instytucji, internauci zaczęli wycofywać swoje oszczędności z BoA. Skala tego zjawiska jest trudna do ustalenia – rozpiętość podawanych w internecie kwot to od miliona do 50 milionów dolarów. Nie oszukujmy się: nawet jeśli zlikwidowano konta na których znajdowało się 50 mln USD, nie przysporzyło to zapewne nieprzespanych nocy szefom tej potężnej instytucji. Sądzę jednak, że pokazuje to ryzyko, przed jakim stają firmy w dobie internetu. I to właśnie przywodzi mi na myśl optymistyczną tezę Jenkinsa, że oto konsumenci dostali do ręki narzędzie, którym mogą „ukłuć” nie liczące się z nimi firmy. Może niekoniecznie BoA, ale jestem w stanie wyobrazić sobie mniejszą firmę, dla której niepoważne traktowanie klientów i utrata kilku milionów dolarów może oznaczać bankructwo. Nie chodzi o powrót do „ekonomii daru” – raczej do stanu równowagi, w którym sfera publiczna jest dostępna także zwykłym zjadaczom chleba. To utopia, ale sądzę (choć czytałem Dyera-Witheforda, publikowanego przez Magazyn Sztuki), że jesteśmy jej bliżsi, choćby o jeden mały krok.

Na koniec – przykład do bojkotu BoA odwrotny, który jak mi się wydaje na tym blogu jeszcze się nie pojawił: w filmie Alfonso Cuarona Ludzkie dzieci wykorzystano nagranie krzyku udostępniane na licencji CC w ramach projektu The Free Sound Project. Nie jest to wielka rewolucja, ale chyba pierwszy przypadek, w którym duża produkcja komercyjna korzysta z biblioteki CC.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 1

Dodaj komentarz »
  1. Wojciech Orliński kończy swój artykuł mało entuzjastycznym stwierdzeniem:

    „Symbolem nowoczesnej internetowej kultury uczestnictwa jest przecież serwis MySpace, na którym faktycznie internauci – tak jak w wizji Jenkinsa – wymieniają się tworzonymi przez siebie piosenkami, filmami i tekstami. Tyle że tak naprawdę cały ten serwis należy do Ruperta Murdocha i jego koncernu News Corp. Może nie nosi on garniturów aż tak niemodnych jak grubas z czarnej wołgi z anegdoty Tyrmanda, ale tak jak w tej anegdocie to on tu naprawdę rządzi”.

    Zastanawiam się na ile taka świadomość „przeszkadza” w uczestnictwie i twórczości tysięcy użytkowników MySpace. Bo mi nie przeszkadza. Może to naiwne, ale logując się codziennie do tego serwisu nie słyszę z tyłu głowy wyrzutów sumienia: „nie rób tego, dajesz się wykorzystać Rupertowi”. Po prostu korzystam z serwisu, który daje mi o wiele więcej możliwości i korzyści, niż rezygnacja [w każdej chwili mogę to zrobić] z niego ze świadomością, że odcięłam się od medialnego giganta.

    Aczkolwiek negatywnego przykładu w tym temacie przynosi nasze grono.net. Ostatnio wybuchła tam afera z google, na którym po wpisaniu nazwy użytkownika grona, można było wejść na jego profil, mimo tego, że grono jest społecznością teoretycznie zamkniętą. Właściciele się zreflektowali i po wrzawie użytkowników przeprosili i naprawili błąd. Na gronie rzeczywiście użytkownicy, oprócz tego że sami tworzą treści etc, to mogą się kontaktować z moderatorami i mieć wpływ na ogólną zawartość i działanie serwisu. Aczkolwiek nie jest tak sielankowo i łatwo, jak mogłoby się wydawać 🙂