Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości

23.01.2007
wtorek

Gry znów na celowniku

23 stycznia 2007, wtorek,

W Europie powraca dyskusja na temat zakazu rozpowszechniania brutalnych gier komputerowych. Temat jest ciekawy, bo tym razem inicjatorami są nie Roman Giertych i greckie ministerstwo oświaty, ale przedstawiciele krajów o znacznie bardziej liberalnym spojrzeniu na media i równocześnie większej tradycji jeśli chodzi o media cyfrowe – Niemcy i Holandia. Sprawy nie można więc sprowadzić do stwierdzenia, że jesteśmy zaściankiem, a cywilizowany Zachód gier się nie boi.

W marcu 2005 brałem w Poznaniu udział w konferencji na temat zagrożen płynących ze strony gier. Jednym z gości był Wilfried Schneider, rzecznik prasowy Federalnego Biura Kontroli Mediów Zagrażających Młodzieży z Niemiec, który pomimo zaawansowanego już dość wieku przyznał, że lubi czasem pograć w Counter Strike, a żaden z badanych przez jego biuro przypadków nie wykazał związków między grami a przemocą w świecie realnym. Opowiadał, że jego instytucja stoi głównie na straży kategorii wiekowych przyznawanych grom i interweniuje w przypadkach, gdy pojawią się informacje o niewłaściwym zaklasyfikowaniu konkretnego tytułu. Najbardziej brutalne gry dostępne są tylko osobom pełnoletnim, nie mogą być na szeroką skalę reklamowane, ale jednak – są dostępne. Skąd więc nagle taki zwrot?

Problem w dyskusji o brutalnych grach polega według mnie już nawet nie na tym, że ich przeciwnicy zapominają, że coraz częściej grają osoby dorosłe. Kluczową kwestią jest raczej to, że to dysputa ideologiczna – nie wierzcie występującym w telewizji spin-doctors, wpływu mediów na ludzi nie da się zmierzyć. Świata, w którym żyjemy nie sposób sprowadzić do kilku czynników – bo wtedy umkną tysiące innych. Przecież równolegle do konsumpcji nowych mediów rośnie też – strzelam – sprzedaż papieru toaletowego. Może to on jest winny upadkowi obyczajów? Istotą dyskusji jest więc indywidualne przekonanie, czy media mogą nami manipulować, czy przeciwnie: każdy dorosły ma swój rozum i z medialnym przekazem robi swoje. Nie jest przypadkiem, że temat zakazu sprzedaży gier powraca w skręcającej w prawą stronę Europie. Przedstawiciele konserwatywnej CDU Angeli Merkel, jak i coraz silniej ingerujący w życie swoich obywateli rząd niegdyś wyjątkowo liberalnej Holandii nie zdobyli nowych danych na temat wpływu gier na użytkowników. Po prostu inaczej interpretują starą wiedzę.

W obronie gier stanął m.in. „The Economist”. „Filmów się nie zakazuje, by uchronić przed nimi dzieci” – krzyczy nagłówek tekstu „Don’t shoot the messenger”, który zaczyna się od przypomnienia, że demonizowanie nowych zjawisk ma wielowiekową tradycję (pada m.in. przykład walca, który w początkach XIX wieku oskarżano o promowanie seksualnej rozwiązłości). Pojawia się też informacja, że dwie trzecie graczy to ludzie pełnoletni, a średni wiek gracza to 30 lat. Najbardziej interesujący jest jednak chyba fragment poświęcony Hillary Clinton. Była pani prezydentowa i być może przyszła pani prezydent, która niedawno jeszcze przewodziła anty-growej krucjacie w USA, zmieniła front. Autor tekstu w Economist żartuje, że zapewne dostała Nintendo Wii. Ja raczej łączyłbym to z uspójnieniem wizerunku w czasach, kiedy YouTube jest nie mniej istotnym elementem walki politycznej, niż spotkania z wyborcami. Pani Clinton dołącza do coraz liczniejszej grupy polityków stawiających na internet, zapewne nie chce więc „płoszyć” licznej grupy internautów, którzy lubią grać.

W międzyczasie branża gier robi swoje. Sukcesy święci Nintendo, firma która swój wizerunek opiera na tworzeniu gier przyjaznych dzieciom. Choć analitycy rynkowi wieszczyli, że nowe produkty „Wielkiego N” zostaną zmiażdżone przez oferujące znacznie doskonalszą technologię konsole Microsoftu i Sony, rodzinne zabawki Nintendo cieszą się takim powodzeniem, że firma wyraźnie wychodzi z dołka. Stawiająca na ruch i udział całej rodziny (czyli elementy, które od dobrych 20 lat z grami wideo już się nie kojarzą)konsola Wii zbiera znacznie lepsze recenzje, niż wyrafinowane technologicznie PlayStation 3. A najszybciej sprzedającą się konsolą w Europie okazało się być przenośne Nintendo DS. Konsolka, którą wypromowały tytuły takie jak Ninendogs (tamagotchi ze szczeniakami) i firmowana nazwiskiem przez japońskiego profesora Kawashimę seria łamigłówek, mających podobno zwiększać możliwości ludzkiego mózgu. Może więc nie trzeba chronić konsumentów przed ich własnymi decyzjami – jak widać nieźle radzą sobie sami.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 7

Dodaj komentarz »
  1. Jak to dobrze! Jak to dobrze przeczytać wreszcie jaką nie-negatywną opinię o grach i graczach. Bo już sama inicjatywa w Holandii wydaje mi sie tematem zastępczym. Co do Niemiec – tam już dłuuuga tradycja „eliminowania” brutalnych gier. Pamiętam jak jeszcze w czasach gdy wychodził w Polsce Top Secret był tam obszerny artykuł o działaniach gierczanej cenzury w tym kraju

  2. Niemcy mają długą tradycję kontroli mediów – biorąc pod uwagę doświadczenia historyczne, trudno im się dziwić. Surowe niemieckie przepisy w dużej mierze mają chronić młodych przed treściami neofaszystowskimi, choć oczywiście są też winne kilku słynnym absurdom, takim jak zmienianie krwi w grach na zieloną. Niemniej do niedawna sprowadzało się to jednak poza nielicznymi przypadkami do kontroli dostępu nieletnich do brutalnych gier. Miejmy nadzieję, że tak zostanie.

  3. Tak, tak…pamietam. Swego czasu do Carmageddona krazyl po sieci patch, ktory byl dolaczany do wersji niemieckiej. Zmienial ludzi w zombie, a krew w zielona maz.

    Racja, ze istnieja przeslanki do kontroli mediow w Niemczech, ale dziwi mnie, ze ta kontrola jest taka wybiorcza – skupiona jedynie na przemocy. Wystarczy spojrzec jaki poziom prezentuje telewizja Viva.

    Odwrotny przyklad mamy w Stanach – tam brutalnosc np. w serialach jest na porzadku dziennym. w prime time bez problemu mozna zobaczyc trupa z kulka w glowie. Nie ma natomiast szansy aby zobaczyc scene milosna. Zreszta warto tutaj wspomniec afere jaka wywolala gra GTA i patch do niej pt „Hot cofee”

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. W „branży” gier siedzę od ponad 3 lat i naprawdę nie raz wielu polityków czy to naszych rodzimych czy zagranicznych podejmowało temat „brutalnych gier”. Jednocześnie to robią wykazywali wręcz brak elementarnej wiedzy na ten temat. Zresztą pamiętam jak swego czasu na terenie targów poznańskich w ramach PGA (Poznań Game Arena – impreza m.in. dla graczy) bodajże w 2005 roku została zwołana konwerencja nt. między innymi „brutalności gier”. No i jak państwo myślą jak potoczyła sie sytuacja ? Ano tak, iż nikt z osób zaproszonych, a tak chętnie głoszących zły wpływ gier na młode pokolenie, w ogóle się nie pojawił. Z grami jest tak jak właśnie chociażby z filmami. Nie wszystkie są przeznaczone dla dzieci, co zresztą dzięki rankingowi PEGI doskonale widać na pudełkach samych gier (zaznaczone jest jakie elementy „wrogie” zawiera dany produkt i dla jakiego przedziału wiekowego graczy.).

  6. To właśnie o tej imprezie wspominam w tekście – fakt, było to dość zabawne, że brał w niej udział pracownik instytucji niemieckiej, a od nas nikt się nie pofatygował.

  7. Bo prawda jest taka, że w bezpośredniej dyskusji na odpowiednim poziomie ludzie, głoszący zły wpływ gier, tak naprawdę nie mają nic do powiedzenia. Zresztą często sami się ośmieszają. Pamiętam swego czasu w Polsce nagonkę na grę Codename Panzers, gdzie według prasy i telewizji „strzelamy do pijanych polskich żołnierzy” a i historia konfliktu jest „sfałszowana”. Oczywiście wszystkie te zarzuty były nieprawdą, ale niesmak pozostał. Zresztą temat odnośnie brutalności gier jest coraz częściej podejmowany. Ostatnio w jednym z programów publicystycznych TVP 1 „Polacy” jeśli dobrze pamiętam, rozmawiano o brutalności gier. Zaproszono „człowieka z branży” i chyba jakiegoś piosenkarza (nie pamiętam zresztą nie to jest istotne). Po wyświetleniu fragmentu reklamującego grę Hitman, w której gracz wciela się w płatnego zabójce, prowadzący zadał naszemu „umownemu piosenkarzowi” pytanie jak się zapatruje na tak okropne i brutalne gry. Ten zaś odpowiedział, że akurat w tą grę, jak i wszystkie poprzednie z serii grał i uważa, że jest to jeden z lepszych tytułów na rynku. Zresztą w całej tej dyskusji wyraźnie odczuć możnabyło się, iż prowadzący przychylał się cały czas bardziej ku twierdzeniu jakie to gry są złe i niedobre. No cóż, jeszcze troszkę potrwa zanim media „przychylnym okiem” spojrzą na gry komputerowe.