Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości

24.01.2007
środa

Radio Maryja – Web 2.0 po polsku?

24 stycznia 2007, środa,

Po lekturze wpisu na blogu Edwina Bendyka („Nieufny jak Polak”) zacząłem się zastanawiać, czy w kraju w którym ludzie sobie nie ufają, mogą funkcjonować nowe media. Pewnie czytelnicy uznają, że upadłem na głowę, ale jedynym spektakularnym przykładem prawdziwie społecznego medium, jaki udało mi się odnaleźć, okazało się być radio Ojca Dyrektora.

Każdy zgodzi się co do tego, że podstawą do dyskusji o Web 2.0 nie są konkretne rozwiązania techniczne, lecz idea, która z grubsza rzecz ujmując w myśli humanistycznej od kilkudziesięciu lat krąży pod hasłem „nowe media”. Nowe media zdefiniował w tekście z roku 1970 (Constituens of a Theory of the Media) Hans Magnus Enzensberger. Przedstawił je jako pozytywny projekt, oddający władzę nad mediami w ręce ich odbiorców. Celem była demokratyzacja przestrzeni publicznej, gdyż wg Enzensbergera podział na nadawców i odbiorców odpowiada podziałowi na rządzących i rzadzonych. Podstawowym założeniem było umożliwienie odbiorcom tworzenia własnych komunikatów i wymiana ich z innymi odbiorcami – z pominięciem „centrali”. Zupełnie, jak w internecie. Enzensberger powoływał się na słowa Bertolda Brechta, który już przed II wojną światową pisał jako o nowym medium – choć nie używał tego terminu – o radiu:

Radio musi zostać zmienione ze środka dystrybucji w środek komunikacji. Radio mogłoby być (…) wielkim połączonym systemem (…) umożliwiającym odbiorcy nie tylko słuchanie, ale i mówienie; nie izolującym go, ale pozwalającym nawiązać kontakt.

W tym kierunku dąży Web 2.0, jednak – o ironio – najlepiej działającym w takim ujęciu polskim nowym medium (nowym na poziomie funkcjonalnym, nie technologicznym) jest Radio Maryja. Polacy nie ufają sobie i nie chcą się zreszać – ale z Rodziną Radia Maryja identyfikują się setki tysięcy Polaków, którzy nie potrzebują internetu i telefonów komórkowych, by działać na zasadzie Rheingoldowskiego inteligentnego tłumu i w ciągu kilkunastu godzin zmobilizować się do działania (jest tu też zaufanie: obcy sobie ludzie informują się nawzajem np. o wolnych miejscach w samochodzie). Paradoksalnie jest to też fenomen, który pozwala na włączenie się w sferę publiczną ludziom z niej wykluczonym: gorzej sytuowanym finansowo, słabiej wykształconym, wreszcie – osobom starszym i kobietom. Moherowe berety nie kojarzą się z feminizmem, ale w pewnym sensie realizują podobne potrzeby. Są więc w polskim społeczeństwie zasoby, które można zmobilizować. Niestety, ich mobilizacja działa głównie na zasadzie jednoczenia się przeciwko wspólnemu wrogowi. Pisał o tym Alek, relacjonując spotkanie swojej wspólnoty mieszkańców, wspomina też Edwin:

W tym naszym polskim braku zaufania ujawnia się najprawdopodobniej przednowoczesna jeszcze kultura właściwa dla małych, zamkniętych wspólnot, w których regulatorem było nie tyle zaufanie, ile strach przed innym.

Jak przeskoczyć z przednowoczesności do ponowoczesności? Czy istnieje jakaś uniwersalna recepta dla tak niespójnej grupy, jaką jest naród? Uciekając od prostych podziałów, dostrzegam w Radiu Maryja promyk nadziei. Skoro wokół nieco już archaicznego środku przekazu w ciągu kilku lat powstał potężny ruch społeczny, może internet też jest w stanie wykreować taką przestrzeń, tym razem skupioną wokół jakiegoś pozytywnego projektu? Może doczekamy się polskiego odpowiednika koreańskiego pokolenia 386, które zjednoczyło się dzięki nowym technologiom komunikowania i doprowadziło do zmiany władzy? Z niecierpliwością czekam na nowego Ojca Rydzyka.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 13

Dodaj komentarz »
  1. Całe lata przed nastaniem Radia Maryja był Program III Polskiego Radia. Słuchanie Trójki było znakiem rozpoznawczym i powodem do pewnego rodzaju dumy. Przez 6 godzin dziennie słuchacze mogli kontaktować się z prowadzącymi i w ten sposób współprowadzić audycję oraz wpływać na jej treść.
    Warto też zauważyć, że to właśnie słuchacze Programu III Polskiego Radia protestowali przeciwko niekorzystnym zmianom w tym programie, które zrujnowały wizerunek stacji i których skutki trzeba teraz naprawiać. Skuteczność protestu nie była z pewnością aż tak zauważalna, jak w przypadku akcji RM, ale też i metody prowadzenia były inne. Jeśli zatem mówimy o „Web 2.0” (którego to terminu nie lubię) w polskich mediach, to Program III Polskiego Radia był pierwszy.

  2. Upierałbym się, że RM działa na nieporównywalnie większą skalę – nie tylko integruje swoich słuchaczy i pozwala im wpływać na treść audycji, ale koordynuje ich działania i pozwala jako grupie wpływać na polską rzeczywistość. I tu widzę analogie do koreańskiej „rewolucji” 386. Tam młode pokolenie doprowadziło do zmiany rządu za pośrednictwem komputerów i internetu, u nas podobną zmianę spowodowało (oczywiście nie jako jedyny czynnik) radio.
    Niestety, nie mam pomysłu na równie dobrą etykietkę jak 386 (nawiązanie do oznaczenia procesora, ale też grupy 30-latków, studiujących w latach 80-tych i urodzonych w latach 60-tych). Myślałem o PowerPC (od Porozumienia Centrum), ale to trochę naciągane, a przy tym powinno być to raczej odwołanie nie do odbiornika radiowego, nie komputera…

  3. Dobra obserwacja, Mikołaju. Fakt, do Trójki można było dzwonić, później e-mailować, ba — czasem nawet czytali moje SMSy na antenie gdy nadawano program którym byłem zainteresowany.

    Tak, to takie Radio 2.0 na długo przed manią podbijania wersji. 😉

    ps. Wróciłem miesiąc temu do Trójki. Jest już lepiej.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Możliwe, ALE RM nie daje zupełnej wolności w tworzeniu informacji. Na antenie Trójki mogłeś wypowiedzieć różne opinie, antena RM przyjmuje raczej tylko te w zgodzie z linią. To trochę ogranicza 2.0 w RM, prawda?

  6. Dla mnie Radio Maryja ma wybitnie 2.0-owy charakter – nie jestem zwolennikiem idealistycznych tez o tym, że powstają media, które są całkowicie demokratyczne i radzą sobie świetnie bez odgórnego zarządzania i pewnego rodzaju redakcj (przykład z polskiego podwórka – w przypadku wiadomosci24.pl redakcja dziala bardzo pozytywnie i serwis nie zamienia się w zlew przypadkowych informacji). RM może być przykładem idealnego Web 2.0 dlatego, że daje słuchaczom poczucie łączności przy realizowaniu wspólnego dzieła, ułudę, że każdy z nich ma wpływ na to, co dzieje się w Radiu (radio chwali się swoimi „rozmowami niedokończonymi” jako jedyną audycją demokratyczną, gdzie wysłuchuje się głosu nawet najmniej znaczącej osoby), a z drugiej strony jest zarządzane żelazną ręką i czerpie z tej oszukańczej „demokratyczności” i „obywatelskości” wcale niezłe profity. To idealny przykład modelu skutecznego, komercyjnego Web 2.0 🙂

  7. Pewnie narażę się fanom, ale wydaje mi się, że Trójka nie jest tu jakimś szczególnym przypadkiem. Pamiętam że za czasów mojej licealnej młodości „broniłam” Radia Wawa, które dawno dawno temu było stacją stricte rockową i nagle zostało przeformatowane na typowo popowe radio. Zorganizowano wtedy duży protest słuchaczy pod siedzibą Wawy, były transparenty, okrzyki, bojkot i te sprawy.
    Jeszcze bardziej doniosłą historię walki o radio ma „stara” Radiostacja, która przez dwa lata była fenomenem (dzięki Pawłowi Sito). Skupiała prawdziwych entuzjastów radia, jak również amatorów, którzy prowadzili audycje. To naprawdę była silna relacja między słuchaczami, a studiem na Konopnickiej. I mimo, że już kilka lat mineło od „przejęcia” RDST przez Eurozet, a jej format nawet w milimetrze nie przypomina „starej” rozgłośni, to fani nadal są, dyskutują na forach i gronach, po prostu znają się – a łączy ich własnie ten sentyment.
    Myślę, ze podobnych przypadków znajdzie się w Polsce więcej, a to że Trójka oferuje wpływanie na jej program poprzez telefony i smsy to żadna nowość 😛
    A Radio Maryja w tym względzie rzeczywiście jest bez precedensu, bo oprócz nazwijmy to „spoiwa fanowskiego” wokół radia i ojca, dodatkowo spaja słuchaczy wiara katolicka i wartości, które z niej wynikają. Teoretycznie oczywiście…

  8. Oczywiście że RM działa na nieporównywalnie większą skalę, bo nie jest medium publicznym, a prywatnym. Ponadto operuje w sferze wiary (a właściwie jej ściśle określonej części), co definiuje i spłaszcza profil przeciętnego odbiorcy, co z kolei znacznie ułatwia sterowanie i mobilizowanie tegoż odbiorcy.

    W pewnym sensie wcześniej od RM (ale później od PRIII) był RMF ze swoimi „Inwazjami Mocy” czy grami „Ciepło-Zimno” w poszczególnych miastach. Jako osoba mająca przyjemność pracy przy dwóch IM w Olsztynie wiem, jak łatwo można było wówczas mobilizować słuchaczy i jak olbrzymi odbiór w grupie docelowej IM miała.

    Rzecz jasna tak PR III, jak i RMF nie miały ambicji wpływania na społeczeństwo w celu ustanawiania własnego rządu dusz. Wydaje mi się też, że nie miałoby to sensu, bo przeciętny słuchacz tych rozgłośni reprezentował wówczas znacznie szersze spectrum poglądów społeczno-politycznych. Nie można też zapominać o tym, że pewnego rodzaju działania uznawane były wówczas (I połowa lat 90-tych XX wieku) za nieetyczne.

  9. Ciekawe, ale się nie zgadzam.

    Ideą kultury partycypacji jest jej oddolny charakter. Ludzie mają nie tylko angażować się, ale także mieć realny wpływ na medium.

    W przypadku Radia Maryja, mimo że mamy do czynienia z udziałem społeczności w tworzeniu programu, jednak trudno mówić o możliwości kształtowania linii programowej przez słuchaczy. Wypowiedzi są zazwyczaj dobierane pod tezę, jeśli jakiś słuchacz próbuje wygłosić krytyczny pogląd, jest rozłączany.

    Słuchacze Radia Maryja nie są współczesnym inteligentnym tłumem, który się samoorganizuje, ale modernistyczną odgórnie sterowaną masą, wypełniającą wolę swego pana.

    Dlatego porównałbym tą społeczność raczej do mas zwolenników organizowanych przez ruchy totalitarne pierwszej połowy XX w, niż do inteligentnego tłumu, który ożywia serwisy Web 2.0.

  10. Do Mrozona:
    Oczywiście to zamierzenie kontrowersyjna teza, ale brnąc dalej mogę odwołać się choćby do przywoływanej dwa posty wcześniej krytyki idei kultury uczestnictwa Wojtka Orlińskiego. Granica pomiędzy swobodą a wrażeniem tej swobody, gdy rzeczywiście chodzi o interesy zupełnie kogoś innego, jest bardzo niejasna. Podejrzewam, że w dokładnie ten sam sposób słuchacze RM mogą krytykować serwisy internetowe (zakładając, że się nimi zajmują :D).

  11. >mrozon

    z jednej strony masz racje, jesli chodzi o sprzecznosc miedzy idea partycypacji a selektywnoscia RM. z drugiej duzo mowi sie o tym, ze spolecznosci online, ktore sa dobrym przykladem ‚kultury partycypacji’, sa w duzej mierze homogeniczne. nie dochodzi w nich do rozlaczania glosow niechcianych – ale dzialaja inne mechanizmy filtrujace (chocby koniecznosc rejestracji w wielu z nich) – a w przypadku RM brak wczesniejszych filtrow, dlatego dochodzi do usuwania z anteny. wreszcie przeczace idei partycypacji zachowania redaktorow RM maja przyzwolenie ‚spolecznosci’ – wiec moze nie nalezy o nich myslec w tradycyjnym modelu nadawca – gatekeeper / bierni odbiorcy (ktory rzeczywiscie przeczy idei partycypacji) tylko jako o jednosci, w ktorej redaktorzy sa ‚zbrojnym ramieniem’ egzekwujacym wole aktywnych sluchaczy?

  12. Pingback: Think-a-Head - biuletyn innowacji marketingowych - buzz marketing, reklama, case studies, strategie

  13. W Sieci można znaleźć coraz więcej rożnego rodzaju serwisy Web 2.0
    Ostatnio nawet znalazłem coś takiego

    http://www.narzekaj.pl

    serwis pozwala użytkownikom ponarzekać sobie na to co ich boli w sumie ciekawa koncepcja

  14. gdyby nie ojciec rydzyk ten upodlony zżydowiały zgermaniony zamerykanizowany itd. kraj upadł by pod jażmem rusofili i vgermanistow. nasze znekane miejsce na świecie ujadłaby ksenofobia, pedrylizm i lesbijzm. dlatego dziękujemy ojcu dyrektorowi, młodzieży wszechpolskiej i sobie – przedewszystkim sobie, nam wiernym słuchaczo za to ,że nadal wierzymy w Polske od morza do morz i inne pierdoły

    Bóg zapłać ojcze dyrektorze.

    resovia ad.2008