Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości

13.02.2007
wtorek

Dozwolone do lat trzydziestu?

13 lutego 2007, wtorek,

W najnowszym wydaniu magazynu „New York” Emily Nussbaum w tekście Say Everything próbuje dowieść, że internet doprowadził do powstania największej od półwiecza luki pokoleniowej.

Sieć wtargnęła do życia młodych ludzi, choć może właściwsze byłoby stwierdzenie, że to oni wtargnęli do sieci. Piszą blogi, umieszczają w sieci nagrania z imprez, ujawniają swoje dane w serwisach społecznościowych. Można powiedzieć, że obnażają się (czasem dosłownie) przed swoimi rówieśnikami, także tymi, których nigdy nie poznali. Ujawniają przed obcymi więcej faktów o swoim życiu, niż znają ich rodzice. Według Nussbaum brak zrozumienia między pokoleniami po raz ostatni był tak wielki, gdy rodził się rock’n’roll. Choć teza ta jest zapewne na użytek artykułu nieco przesadnie „podkręcona”, to chyba rzeczywiście przemieszanie sfery intymnej i publicznej, o którym jako postępującym procesie pisze się od wielu lat, nigdy nie było tak oczywiste. Starsi pewnych rzeczy po prostu nie umieszczają w sieci. Poniżej 30-tki nie ma takich barier.

Badania amerykańskie robione by pokazać skalę zagrożeń jakie niesie ze sobą internet w kontekście pedofilii pokazały, że 61% Amerykanów w wieku od 13 do 17 lat posiada swoje sieciowe profile, z czego połowę ze zdjęciami. Ostatni raport Pew Internet Project mówi o 55% w grupie wiekowej 12-17 lat. A tendencja jest rosnąca. Dla większości dorosłych taki sieciowy ekshibicjonizm jest trudny do zrozumienia, czy wręcz nieakceptowalny. Jednak być może to młodzi mają rację – w końcu zachowanie prywatności jest dziś praktycznie niemożliwe. „Sieciowi tubylcy” starają się więc wykorzystać sytuację, na którą nie mają wpływu. Świadomie zarządzają swoim wizerunkiem.

Kiedy chodziłam do liceum, trzeba było być megalomanem lub najbardziej popularnym dzieciakiem w okolicy, by myśleć o sobie jako kimś, kto ma fanów. Ale ludzie w wieku 25 i mniej lat, gdy postrzegają siebie w ten sposób, po prostu myślą realistycznie – mówi badaczka mediów, Danah Boyd, która nazywa to zjawisko „niewidoczną publicznością”. – Od wczesnej młodości uczyli się modulować swój głos, zwracając się do grupy słuchaczy, która w każdej chwili może się zmniejszyć lub zwiększyć: rozmawiając przez internetowy komunikator ze znajomym, który może przekleić tekst; pisząc do e-mailowej grupy dyskusyjnej (archiwizowanej i dostępnej lata później); kłócąc się na forum (anonimowo, pół anonimowo, później z linkiem z bloga ze złośliwościami). To forma komunikacji która wymaga nieustannego myślenia o tym, że cokolwiek powiesz może być i będzie użyte przeciwko tobie, ale równocześnie nakazuje jakoś się tym nie przejmować.

Oczywiście nie jest to wielkie novum – o ile dobrze pamiętam, to już w roku 1999 Patricia Wallace w swojej „Psychologii Internetu” (wyd. polskie 2001) – przywoływała analizy, z których wynikało że nawet w dwuosobowych sporach toczonych na forach internetowych używa się języka dyskusji publicznych. Bierze się pod uwagę obecność publiczności. Zmieniła się jednak skala tego zjawiska. Jak pisze Nussbaum: „każdy młody człowiek w Ameryce stał się – w sensie dosłownym – osobą publiczną”. Nie przypadkiem wiele nastolatek identyfikuje się z Paris Hilton, wykorzystywaną przez media, ale i manipulującą nimi. Granica między upokorzeniem a sławą nigdy jeszcze nie była tak cienka.

Trudno dokładnie określić, kiedy zaczęła się zmiana. Czy był to rok 1992, pierwszy sezon The Real World? (A może trzeci, w którym członkowie obsady zaczęli grać przed kamerami? Lub siódmy, w którym siedmioro nieznajomych rozumiało media do tego stopnia, że różnica pomiędzy byciem totalnie samoświadomym a absolutnie nieświadomym była niewielka?) Czy możecie uznać, że prawdziwym początkiem był pierwszy narodowy dramat z seks-nagraniem Paris Hilton, te dziwne tygodnie roku 2004, kiedy to co początkowo uderzyło mnie jako autentyczne i niemożliwe do zatarcia upokorzenie – ten typ wydarzenia, które odebrało byłej Miss America, Vanessie Williams, koronę dwadzieścia lat wcześniej – zmieniło się, w ciągu dni, z szoku w nic wielkiego, później po prostu w kolejny element reklamy, a potem – w rodzaj władzy.

Niedawno czytałem doskonałą książkę Seks, demokratyzacja pożądania i media, czyli kultura obnażania Briana McNaira, poświęconą obecności seksu w naszej kulturze w ciągu ostatniego stulecia, ale traktującą także o szerzej rozumianym ekshibicjonizmie, przejawiającym się choćby w modzie na konfesyjne reality show. Historia XX wieku pokazuje wg McNaira, że im większa zgoda na każdą formę obnażania i przełamywanie wszelkich tabu, tym lepiej ma się demokracja. Wydaje się więc – choć może to zbyt pochopna teza – że w czasach Web 2.0 ma się całkiem nieźle.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 1

Dodaj komentarz »
  1. Rzeczywiście niefrasobliwość młodych ludzi prowadzi do „obnażenia” danych, starsi podchodzą do tego z większą ostrożnością. Okazuje się, że większy jest strach przed nieznanym niż znajomość funkcjonowania mechanizmów Internetu.