Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości

14.02.2007
środa

Przegrana Google

14 lutego 2007, środa,

Google przegrał apelację przed sądem belgijskim w sprawie, jaką wytoczyli serwisowi belgijscy wydawcy prasy (18 tytułów). Nie odpowiadało im, że wyszukiwarka bez pytania o ich zgodę umieszcza tytuły artykułów w Google News. Sąd w pierwszej instancji orzekł we wrześniu ub. r. Winę Google, a sąd apelacyjny podtrzymał tamten werdykt. Zmienił jedynie maksymalną wysokość kary dla Google z 1 mln euro za dzień do 25 tys.
Google w swym korporacyjnym blogu komentuje, że po pierwsze, to nie rozumie wydawców, którzy tylko na działaniach Google mogą skorzystać, bo wyszukiwarka generuje im ruch internetowy. Ale nawet skoro tego ruchu nie chcą, to po co zaraz chodzić do sądu, kiedy można wszystko załatwić po dobroci. Wystarczy tylko zwrócić się do Google, by nie agregował treści, na które nie ma zgody. Można też odwołać się do odpowiedniej technologii.
Kto ma rację?  Jak zwykle prawda jest gdzieś po środku. Belgijski wyrok na pewno oduczy Google legendarnej arogancji. Nie wszystko co jest technicznie możliwe i doskonałe, jest równie doskonałe ze społecznego punktu widzenia. Choć trudno też wykluczyć, że dla wydawców prasy wyrok sądu może być Pyrrusowym zwycięstwem. Wszak ostatnio nawet wydawca New York Times oświadczył, że gotów jest na przyszłość bez papierowego wydania swojej gazety. A wówczas współpraca z wyszukiwarką będzie konieczna.

Jest mi obojętne, czy >New York Times< za pięć lat będzie wychodził w wersji drukowanej” – powiedział wydawca pisma Arthur Sulzberger w wywiadzie dla izraelskiej gazety „Ha’aretz”. Sulzberger przekonuje, że na reklamach w portalu internetowym można zarobić tyle samo, co publikując ogłoszenia w wydaniu papierowym. Znacznie niższe są natomiast koszty produkcji. „Jeśli przestaniemy drukować >NYT<, zaczniemy pobierać opłaty za wydanie online” – zapowiedział. Witrynę Nytimes.com odwiedza dziennie 1,5 mln czytelników – to ok. 400 tys. więcej niż wynosi średnia sprzedaż wersji drukowanej. (LL) (za Presserwis z 12.02.07)

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 1

Dodaj komentarz »
  1. Szanowny Panie,
    Niesłychanie ciekawe są, dla mnie osobiście wszelkie odgłosy z pola bitwy książki i czasopisma przeciwko tymże samym w formie elektronicznej. Śledzę ją wszędzie gdzie pojawią się jej odgłosy. Jakoś do mało kogo dociera fakt, że papier już przegrał. To kwestia, zgodzi się Pan, już niedługiego czasu, że książki będą przechowywane w bibliotekach naukowych w postaci płyt DVD, z czasem zastępowanych nowszymi mediami.
    Bo jaki jest sens wciąż na wpół ręcznego tworzenia przez pracowników czytelni naukowych indeksów do nowych książek, poszukiwanie przez czytelników wg nich, właściwych do pisanego opracowania pozycji, wreszcie kartkowanie tych ostatnich, kserowanie i oznaczanie do późniejszych spisów odnośników wybranych fragmentów.
    Praca taka może fascynująca w epoce kiedy jedna praca na wybrany temat pojawiała się raz na 50 lat ale nie teraz.
    Postać edytowalna albo choćby „cytowalna’ pozwoli też znacznie łatwiej docierać do pozycji źródłowych, demaskować plagiaty i nieudolne przeróbki.
    Oczywiście mam na myśli tylko i wyłącznie prace naukowe, które pojawiają się w nikłych nakładach, zwykle na wyposażenie czytelni naukowych z niewielkim zapasem na krewnych i znajomych autora, który im chciałby je rozdać.
    Do tego bezcennym materiałem badawczym jest prasa codzienna i ta rzadsza popularna ale przede wszystkim naukowa, która też bezwzględnie powinna być na płytach i to wstecz do XVII wieku, wtedy chyba, jak się nie mylę zaczęto ją wydawać.
    Doceniam tu i ówdzie dostępne archiwa wycinków prasowych np. z działów prawnych gazet codziennych z Gazetą Prawną i Podatkową na czele.
    Klnę na stronę sejmową, która od czasu odejścia z jej redakcji p.marszałka Borowskiego jest w wyraźnym dryfie. Teksty ustaw zbyt często są w formie zeskanowanych stron z wydań Dzienników Ustaw – formie jeszcze zbyt hermetycznej dla współczesnych systemów operacyjnych komputerów aby je efektywnie przeszukiwać. Drukowanie tego i kartkowanie jak to skrytykowałem na wstępie, to żaden postęp. Tu widać też jak zaciekle broni się forma papierowa przed elektroniczną. Wiemy. Budżet zbyt wiele odciąga z samorządów za rozprowadzane Dzienniki Ustaw i Monitory Polskie aby z dnia na dzień z tych profitów zrezygnować. A przecież raz to juz jest zapłacone z podatków wszystkich!

    Aha, i jeszcze jeden mój pomysł jaki przyszedł mi do głowy podczas pisania powyższego komentarza. A gdyby tak wprowadzić na początek obowiązek publikowania prac licencjackich i magisterskich w internecie, zmniejszyłoby to być może ilość plagiatów oddając je, to prawda post factum, pod osąd większej grupy osób niż komisje egzaminacyjne. Chodzi mi w tym przypadku o presję psychiczną – a nuż przeczyta to autor, z którego pracy bezprawnie kopiowałem i zgłosi fakt na uczelni podważając mój w nieuczciwy sposób uzyskany tytuł naukowy. Komisje egzaminacyjne mogłyby również łatwiej, jeszcze przed obroną sprawdzić autentyczność przedstawianych do obrony prac, co robiłyby skwapliwie z obawy o podważenie swojej oceny.
    J