Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości

5.03.2007
poniedziałek

Zabić pianistę?

5 marca 2007, poniedziałek,

Tak zatytułowany jest artykuł w NewYork Timesie, na którego właśnie zwrócił uwagę John Naughton (w typowo brytyjski sposób określając tekst jako „lovely„!). Brytyjska pianistka starszego pokolenia Joyce Hatto przez kilkanaście lat, do chwili śmierci, plagiaryzowała nagrania innych muzyków.

(Z innego tekstu na ten temat opublikowanego w „Guardianie” wynika, że robił to dokładnie rzecz biorąc – z miłości – jej mąż. Chciał, jak mówi, pomóc tym samym żonie przeżyć ostatnie lata życia w pięknym stylu).

W historii Hatto ciekawą rolę gra technologia – plagiaty wyszły na jaw, gdy przypadkowy meloman włożył do komputera płytę Hatto, a iTunes na podstawie sygnatur dźwiękowych utworów rozpoznał w niej nagranie niejakiego Laszlo Simona.

Według Naughtona z historii Hatto widać, że łatwość kopiowania idzie dziś ramię w ramię z łatwością rozpoznawania idealnych kopii. Ciekawe, czy któregoś dnia dojdzie do rewolucji rewizjonistycznej, gdy z pomocą technologii oszacujemy skalę plagiatowania wśród twórców? Gdzieś na obrzeżach sprawy Michalik przeczytałem opinię, że zarzucane jej dziennikarstwo typu „Ctrl-C / Ctrl-V” zdarza się często, choć uprawiane w mniejszym natężeniu i w bardziej subtelny sposób.

Natomiast autor tekstu w NYT zauważa, że ujawnione plagiaty zmuszają do zrewidowania interpretacji różnych dzieł. Ta staje się konieczna, gdy utwory 70-letniej Hatto, interpretowane na przykład jako dzieła dojrzałe, okazują się być nagrane przez węgierskiego młodzieńca.

„Historia Joyce Hatto dowodzi, że nasze oczekiwania, znajomość backgroundu, może subtelnie – a czasem wręcz wprost – wpływać na nasze odczucia estetyczne”.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 5

Dodaj komentarz »
  1. No właśnie, mnie fascynuje w tym wszystkim to, jak potężny wpływ na interpretacje ma znajomość twórcy. Przy okazji takich plagiatów wychodzi niesamowita subiektywność w odbiorze (zdaje się Rousseau pierwszy się rozwodził nad tym, że fakt czy się nam coś podoba ściśle zależy od skojarzeń jakie wywołuje). Przygnębiające jest, że ten sam utwór jest obiektem zachwytu jeśli wyszedł spod ręki kogoś poważanego, a mógłby zostać wyśmiany albo w ogóle niedostrzeżony jeżeli stworzyłby go ktoś bez renomy. Chociażby powyższy casus z zapewne nieznanym szerzej Laszlo Simonem…

  2. „Tak zatytułowany jest artykuł w NewYork Timesie, na którego właśnie zwrócił John Naughton (w typowo brytyjski sposób określając tekst jako ?lovely?!)”.
    Boję się, co mógł zwrócić John Naughton na artykuł. Może jakieś treści żołądkowe?
    Proponuję raczej:
    Tak zatytułowany jest artykuł w NewYork Timesie, na który właśnie zwrócił uwagę John Naughton (w typowo brytyjski sposób określając tekst jako ?lovely?!).

  3. Tak zatytułowany jest artykuł w NewYork Timesie, na którego właśnie zwrócił John Naughton (w typowo brytyjski sposób określając tekst jako ?lovely?!).
    Boję się, co mógł zwrócić John Naughton na artykuł. Może jakieś treści żołądkowe?
    Proponuję raczej:
    Tak zatytułowany jest artykuł w NewYork Timesie, na który właśnie zwrócił uwagę John Naughton (w typowo brytyjski sposób określając tekst jako ?lovely?!).

  4. Autor pisze:
    Tak zatytułowany jest artykuł w NewYork Timesie, na którego właśnie zwrócił John Naughton
    Boję się, co mógł zwrócić John Naughton na artykuł. Może jakieś treści żołądkowe?
    Proponuję raczej:
    Tak zatytułowany jest artykuł w New York Timesie, na który właśnie zwrócił uwagę John Naughton.

  5. dziękuję, zauważyłem, raz by w zupełności wystarczyło.