Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości

6.03.2007
wtorek

Niezależne granie w Kalifornii

6 marca 2007, wtorek,

Wydaje się, że rozwój mediów cyfrowych sprawił, iż podział na profesjonalistów i amatorów nie jest już tak oczywisty, jak kiedyś. Paradoksalnie jednak w wypadku gier komputerowych można chyba mówić o odwrotnym procesie. Problemem oczywiście są pieniądze.

To grom towarzyszy romantyczny mit branży, która wyrosła „w garażu”. Później, gdy technologia poszła naprzód i nad grami zaczęły pracować wieloosobowe zespoły, upowszechniły się modyfikacje gier i innowacyjna nawet jak na media cyfrowe możliwość przetwarzania gotowych już produktów. Historycznie gry stanowią więc awangardę cyberkultury. Dziś fakty wyglądają jednak tak, że budżety gier rosną na potęgę – niedawno twórcy Gears of War, hitu z Xboksa 360 chwalili się, że zrobili „pierwszoligowy” tytuł za jedyne 10 mln USD. Można bowiem wymienić kilka gier o dwukrotnie wyższych budżetach – i to jeśli chodzi o samą produkcję, nie wspominając o reklamie. Budżet dobrej gry jest zbliżony do kosztów realizacji filmów hollywoodzkich. Ale nie tylko z tego powodu możemy mówić o hollywoodyzacji gier. Druga sprawa to spadająca w tym sektorze innowacyjność – kto wykłada na produkt takie pieniądze, boi się ryzyka. Ambitne studia developerskie nie mogą znaleźć wydawców, za to fali sequeli nie widać końca.

Problem gier polega na tym, że jeśli ktoś zagra w wysokobudżetowy hit, nie zainteresuje się później grą z mierną grafiką itd. Nawet perełki takie jak legendarny Rez – genialny pomysł, proste wykonanie – sprzedawały się słabo. Wydaje się, że ten sektor mediów audiowizualnych wciąż czeka na tytuły, które wypromują „niezależną” estetykę, jak stało się to choćby w kinie. A może gracze muszą się znudzić pięknymi, ale mdłymi pozycjami i zatęsknić za powiewem świeżości? Taką nadzieję daje renesans, jaki przeżywają proste gry za sprawą usługi Xbox Live. Dzięki niej ludzie dysponujący ultranowoczesnym sprzętem, będącym w stanie obsłużyć gry z niemal fotorealistyczną grafiką, spędzają coraz więcej czasu grając w proste gry do ściągnięcia z sieci za kilka dolarów, a nawet 8-bitowe klasyki.

Piszę o tym dlatego, że w środę w San Francisco rusza Independent Games Festival. Impreza, która odbywa się od roku 1998 ma ambicje stać się dla gier tym, czym dla filmu jest Sundance. Warto na nią zwrócić uwagę. I mam nadzieję, że już w przyszłym roku pojawią się na niej jakieś polskie produkcje. Skoro rusza nieśmiały atak naszych firm na rynek mainstreamowy, wierzę też w niezależne zaplecze. Nie ukrywam, że boli mnie kiepski stan polskich produkcji amatorskich tam, gdzie otwierają się nowe możliwości – w grach, ich modyfikacjach, czy w machinimie. A może o czymś nie wiem?

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop