Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości

16.03.2007
piątek

Biblioteka Narodowa o czytelnictwie w Polsce

16 marca 2007, piątek,

Biblioteka Narodowa opublikwała wyniki zeszłorocznych badań czytelnictwa – dostepne niestety jedynie jako dokument .doc (wiem o nich dzięki blogowi Koła Prawa Własności Intelektualnej Uniwersytetu Gdańskiego – nazwa do najkrótszych nie należy!).

Jak słusznie zauważa na owym blogu Julian M. Skelnik, dane te mogą być punktem startu do dyskusji o alternatywnych formach dystrybucji książek – np. bardziej otwartych lub z pomocą internetu. Bowiem właśnie danych brakuje w chwili obecnych najbardziej, a nowe modele dystrybucji powinny opierać się na analizie przewidywanych zmian czytelnictwa z jednej strony, a zysków autorów i pośredników z drugiej. Z braku tych danych dyskusja dzisiaj opiera się na mglistych wyobrażeniach, intuicyjnych szacunkach, itp.

Niestety, badania ograniczyły się do badania poziomu czytelnictwa, nie podjęto próby wskazania przyczyn obecnego stanu – czy Polacy nie czytają więcej bo książki kosztują zbyt wiele; bibliotek jest za mało; czy też może znajomi nie chcą pożyczać?

Druga kwestia, której z pomocą sondażu nie da się zbadać, to rodzaj czytanych książek. Jasne jest, że czytanie książek przejawia długi ogon – jest raczej pewne, że przeciętny Polak, gdy deklaruje zakup czy lekturę książki, to ma zapewne na myśli podręcznik, lekturę szkolną, lub jeden z kilku hitów (beletrystycznych lub nie) danego sezonu. I jak to z długim ogonem bywa, sukces tego rodzaju tytułów nijak się nie przekłada na warunki sprzedaży i czytania wszelkich innych tytułów, które są niszowe. Bo jak mają się do siebie dane z raportu, że książki czyta 1/3 Polaków, do tego, że przeciętny tytuł niebeletrystyczny ma w Polsce nakład ok. 2000 egzemplarzy – i nawet przy tak niskich nakładach wydawca nie może być pewien wyników sprzedaży?

Jak też zazwyczaj z wynikami sondaży bywa, w niektóre dane trudno wierzyć, choć w sumie liczby, czarno na białym, ma się przed oczami. 20% internautów deklaruje czytanie w Sieci książek. Zastanawiam się, co oni czytali, skoro Polska Biblioteka Internetu świeci pustkami, a wydawcy nie poszli w ślad WAiP, które odważyło się udostępnić w internecie na licencji CC wydaną przez siebie drukiem „Wolną kulturę” Lessiga.

Co więcej, jedynie 5% deklaruje ściąganie książek z sieci – różnicy w ściąganiu i czytaniu tak naprawdę nie umiem zinterpretować. A przede wszystkim mam wrażenie, że opiera się na jakimś dziwacznym rozróżnieniu między ściąganiem a nie-ściąganiem, które pomija fakt, że w obu przypadkach ta sama ilość bitów pojawiła się w moim komputerze.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 10

Dodaj komentarz »
  1. Czytam ksiazki w internecie. Czytam, (nie sciagam jako pliki – tak na marginesie, bo formalnej roznicy nie ma) i co wiecej robie to legalnie. A to dzieki wspanialemu projektowi Gutenberg, w ramach ktorego w sieci udostepnia sie ksiazki co do ktorych prawa autorskie wygasly. Cala klasyka. Mysle, ze dla wielu internautow jezyk nie jest przeszkoda.

  2. „Zastanawiam się, co oni czytali, skoro Polska Biblioteka Internetu świeci pustkami, a wydawcy nie poszli w ślad WAiP, które odważyło się udostępnić w internecie na licencji CC wydaną przez siebie drukiem ?Wolną kulturę? Lessiga.”

    Krótki ebooki z warezu. Sam przeczytałem Wstań i idź, Tomasza Kolodziejczak. PDF ma 47 stron a przeczytanie tego w jedno popołudnie było bardzo trudne – wiadomo, z monitora książkę źle się czyta. Co z tego, że Wolna Kultura jest w formie cyfrowej skoro PDF ma 380 stron? Kto będzie tak męczył wzrok? Cyfrowe książki są/powinny być uzupełnieniami papierowych (np chcemy cytat z konkretnego fragmentu, wciskamy Ctrl+F…)

  3. Czytanie z ciekłokrystalicznych monitorów nie specjalnie męczy wzroku. Zgadzam się co do tego, że publikacje cyfrowe nowych publikacji powinny być uzupełnieniem/zachętą (np. wstęp, pierszwy rozdział) do zapoznania się z całością.
    Zgodzę się też co do tego, że książka w swojej tradycyjnej postaci jest bardziej przyjazna, ale trzeba się liczyć z tym, że kiedyś z przyczyn ekonomicznych zostanie całokowicie wyparta z rynku wydawniczego… wówczas rola bibliotek, jako sanktuariów magazynujących papiernicze rarytasy wzrośnie i paradoksalnie notowany będzie wzrost czytelnictwa. 😉

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. tak, to jeszcze jeden mozliwy model, bardziej konserwatywny – a wiec i przyswajalny – niz wypuszczanie wersji cyfrowych w siec: polegalby on na oferowaniu wraz z kazdym zakupionym egzemplarzem ksiazki dostepu do wersji cyfrowej na jakims specjalnym portalu. w wersji na czasie – dostep dla tych, co kupia, ale kopia otwarta na dalsze kopiowanie. w wersji troche przestarzalej – dostepne tylko w sieci jako pojedyncze strony, ktore jednak mozna przeszukiwac (luo, masz racje, do tego to sie w gruncie rzeczy sprowadza)

  6. Moim zdaniem najlepsze w ostatnim czasie badania czytelnictwa można znaleźć tutaj: http://przecietny.polak.o.ksiazkach.patrz.pl/
    Polecam

  7. Mozna tez oferowac po prostu te sama ksiazke w roznych postaciach:

    http://www.torontopubliclibrary.ca/ebk_netlib_index.jsp

  8. Próbowałem kiedyś tego Lessiga na monitorze i po paru stronach doszedłem do wniosku, że to sie nie nada. I dopóki ktoś nie wymyśli monitorów, które nie będą świecić, nie wydaje mi się by czytanie w internecie przybrało jakiś większy wymiar. Natomiast obecność rozmaitych pozycji w formie elektronicznej na pewno by się przydała właśnie do szybkiego znachodzenia potrzebnych informacji. Pod tym względem tradycyjna książka pozostaje już daleko w tyle – zwłaszcza gdy czasami pamięta się jakąś frazę i… dziesięć tytułów, w których może się znajdować.

  9. mam wrażenie że w pojęciu statystycznego polaka ściąganie od czytania różni się tym że ściąganie jest ściąganiem z emule’a czy torrenta(sam w ten sposób ściągnąłem sobie kiedyś dukaja „w kraju niewiernych”) i jest teoretycznie nielegalne a czytanie jest czytaniem książek udostępnionych legalnie(np takich: http://dowbor.org/mozaika.asp).

  10. Dla mnie również jest istotna różnica między czytaniem, a ściąganiem. Dołożyłabym jeszcze kupowanie.

    To pierwsze to dla mnie czytanie tekstu opublikowanego na stronach www tak jak artykułu w Wysokich Obcasach czy Esensji.

    Drugie – kojarzy się faktycznie ze ściąganiem plików z książkami (jak empetrójek) z systemów P2P o wątpliwej legalności. Ewentualnie można sciągnąć starsze dzieło gratis.

    Trzecie to kupowanie książki (np. w pliku pdf) zamiast w księgarni. Robiłam to kilka razy w odniesieniu do pozycji anglojęzycznych, które nie zostały przetłumaczone na polski. Polskie tłumaczenie kosztuje 35 zł, oryginalny paperback następnego tomu (jeśli w ogóle jest dostępny) powiedzmy 60 zł, a taki sam pdf kupiony w USA zamknie się w 20 zł.

    Aha – jestem osobą, która namiętnie czyta z ekranu.

  11. Hej. Bibliotek Cyfrowych jest duzo, nie tylko PBI:) zapraszam do zapoznania sie z wykazem: http://ebib.oss.wroc.pl/linki/wirtua.php

    Wlasnie pisze prace magisterska na ten temat:)