Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości

24.04.2007
wtorek

Wstydliwe sekrety YouTube i żarliwe zaangażowanie na Facebook

24 kwietnia 2007, wtorek,

„12% czasu spędzonego online w Ameryce jest poświęcone wyłącznie korzystaniu z MySpace. Oto wstydliwy sekret: ktoś posiada MySpace na własność, i nie są to twórcy treści”

Tak jeden z autorów bloga o przyszłości książki if:book (projektu The Institute for the Future of the Book, polecam) zrelacjonował fragment wystąpienia Trebora Scholtza w trakcie panelu poświęconego „demokratyzacji i usieciowionej sferze społecznej”.

Tymczasem badanie firmy VidMeter (pisze o nim NYT) pokazuje, że korporacje medialne przeceniają wkład zastrzeżonych przez nie treści na budowanie wartości serwisów z treściami generowanymi przez użytkowników, takimi jak YouTube. W badaniu uwzględniono ponad 6000 filmów, które w okresie od grudnia 2006 do marca 2007 znalazły się na liście najpopularniejszych klipów (Te 6000 filmów zostało przez cztery miesiące w sumie obejrzanych ponad 1,5 miliarda razy!). VidMeter uznał film za objęty prawami autorskimi, jeśli został on na życzenie właścicieli usunięty z serwisu Youtube.

Jak się okazuje, filmy te stanowią jedynie 9% wszystkich najpopularniejszych klipów. Co więcej, nie należą one do najbardziej oglądanych, gdyż odpowiadają jedynie za 6% wszystkich wyświetleń. Osłabia to pozycję właścicieli praw do klipów w negocjacjach z posiadającym YouTube Googlem, ale też pokazuje, że Andersonowska głowa kultury nie jest aż tak skomercjalizowana, jak by się wydawało.

Krytycy wytknęli badaczom, że pomijają liczne klipy objęte prawami autorskimi, o których usunięcie nikt się nie upomniał. Ja uważam, że nie jest to błąd – skoro prawo zapewnia skuteczny mechanizm egzekwowania praw autorskich przez ich właścicieli, to zignorowanie tego mechanizmu jest moim zdaniem udzieleniem de facto zgody na chwilowe przynajmniej umieszczenie treści w szerszym, swobodniejszym obiegu.

Piszę o badaniu VidMeter w kontekście wypowiedzi Scholtza, bo pokazują one, że rzeczywiście w dużej mierze serwisy takie jak YouTube zbijają fortuny kosztem niezależnych, amatorskich twórców.

Na koniec jeszcze jedna ciekawa liczba: 700,000 użytkowników serwisu Facebook wyraziło swój sprzeciw wobec wprowadzenia nowej funkcji, która ich zdaniem naruszała prywatność użytkowników. To dobrze, że użytkownicy walczą o swoje prawa – ale jak zauważył w trakcie wspomnianego już panelu Ethan Zuckerman, szkoda że tyle samo osób nie angażuje się w działania publiczne i nie protestuje np. w imię cudzych praw.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 1

Dodaj komentarz »
  1. Akurat bylem na tym panelu i musze powiedziec, ze Trebor Scholtz zabrzmial jak nierekonstruowalny marksista (za ktorego sie zreszta pewnie uwaza). Mowil, ze web 2.0 opiera sie na wyzysku osob pracujacych nad tworzeniem roznego rodzaju tresci przez wlascicieli serwisow, na ktorych to ma miejsce (tak, slowa „wyzysk”i „praca” naprawde padly!) Skontrowal go Ethan Zuckerman mowiac, ze przeciez ktos takiego serwisy tworzy ryzykujac duzo i w dodatku bez okreslonej gwarancji zwrotu inwestycji. Kto nie wiezy niech sprobuje sam zbudowac takie myspace.

    Nie wydaje mi sie, zeby jezyk marksizmu najlepiej sie nadawal do opisywania rzeczywistosci internetu. Zbyt wiele jest tu wartosci niematerialnych, zeby marksistowski materializm mogl je uchwycic. Przyznaje, ze ani nie jestem marksista ani marksizmu nie znam wiec jest to raczej odczucie niz naukowa teza.