Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości

27.04.2007
piątek

Wrocław – jak było

27 kwietnia 2007, piątek,

Po kilku godzinach w pociągu wróciliśmy z Wrocławia (jeśli dzięki Euro powstanie lepsze połączenie kolejowe, to świetnie, że dostaliśmy te mistrzostwa), gdzie wczoraj odbyła się druga edycja Kultury 2.0.

Jeszcze zanim zaczęła się sesja, z Alkiem rozpoczęliśmy dzień od dość niezwykłego spotkania z Aleksandrem Bardem, który kolejny raz potwierdził, że choć można mieć różne wrażenia z lektury jego książki, to osobą jest niezwykłą. To wrażenie pogłębiało zresztą miejsce naszej rozmowy – z Bardem spotkaliśmy się w hotelowym odpowiedniku bazyliki w Licheniu, czyli wrocławskim pensjonacie Jana Pawła II. Dyskusja dotyczyła muzyki, filozofii, wizerunku Europy Wschodniej (niedawno brał udział w pracach nad nowym imagem Tallina), praw mniejszości seksualnych i nowych mediów – mam nadzieję, że ten nieszablonowy „miks” wkrótce będzie można gdzieś przeczytać. Ale przejdźmy do sedna – relacji z konferencji.

Trzeba przyznać, że Kultura 2.0 ma szczęście do niezwykłych scenografii – po Pałacu Kultury przyszedł czas na barokową Aula Leopoldina. Na tle fresków, obrazów i rzeźb przedstawiających cesarzy i biskupów, jako pierwszy wystąpił znany w naszym kraju z dwóch książek Derrick de Kerckhove. Mówił o „psychologii ekranu”, przedstawiając media jako narzędzia wpływające na modele naszego myślenia. Istotny aspekt wystąpienia de Kerckhove stanowił wątek historyczny – Kanadyjczyk przedstawił korzenie najnowszych zjawisk medialnych, np. jako pierwszy przejaw wirtualnej rzeczywistości podając to, co Cervantes przedstawił jako rojenia don Kichota. Ciekawie prezentował się wykres ilustrujący medialne przyspieszenie: 1700 generacji temu narodził się język, 300 – pismo, 35 – druk, 12 – elektryczność, a jedną – media cyfrowe. I choć można się zastanawiać, czy wrzucanie tych wszystkich elementów do jednego worka jest w pełni uzasadnione, dla de Kerckhove był to jednak przede wszystkim punkt wyjścia do tezy, że obserwujemy postępujący trend w stronę eksternalizacji umysłu i stworzenia swoistej fuzji człowieka z maszyną. Nad wystąpieniem de Kerckhove chwilami unosił się duch McLuhana, ale wrażenie robiła wręcz młodzieńcza ekscytacja nowymi wydarzeniami na arenie medialnej – w tym Web 2.0. Zresztą najlepszym dowodem, że de Kerckhove wciąż „nadąża” była informacja, że pracuje nad budową muzeum starych mediów w Second Life.

Po de Kerckhove głos zabrał Alexander Bard, z którym później o muzyce dyskutowali Fisz i Wojciech Orliński. Bard, co trochę nas zaskoczyło, zdecydowanie opowiedział się po stronie twórców i ich pełnej kontroli nad przekazem – krytykując poniekąd fenomen Web 2.0, postawił się w roli netokraty, który za sprawą nowych mechanizmów dystrybucji sprawuje kontrolę nad rynkiem. Miałem też wrażenie, że „nakręcił” się naszą poranną rozmową, bo podczas panelu nie szczędził nam opinii, które zwłaszcza w ścianach jezuickiego kolegium brzmiały wyjątkowo mocno. Mówił, że religia nie jest sexy i powinniśmy się wyzwolić od wizerunku narodu religijnego, a postawić na rozwój kultury, bo mamy dobry „brand”, jeśli chodzi o tradycję literacką czy filmową. Powinniśmy też walczyć z homogenicznością naszego społeczeństwa, bo jak wiadomo nie sprzyja ona innowacyjności. I choć w tych chaotycznych momentami wypowiedziach można było wyłowić sporo ciekawych wątków, publiczność trochę na Barda się obraziła, czemu dała wyraz w późniejszych pytaniach. Chyba niezamierzenie miał w to swój wkład Fisz, którego udział w dyskusji o nowej kulturze można streścić stwierdzeniem, że jako twórca chce tworzyć, a reszta niespecjalnie go interesuje. Na tym tle doskonale rozumiejący przemiany świata mediów Bard sprawiał być może wrażenie osoby cynicznej, jednak przyznam, że zdumiały mnie ataki z sali, sprowadzające się do stwierdzenia, że prawdziwy artysta nie powinien myśleć o pieniądzach.

Figura „artysty” – i to w bardzo tradycyjnym, romantycznym tego słowa rozumieniu – zdominowała późniejsze dyskusje o kinie, w mojej opinii najsłabszą część programu (i chyba nie tylko w moim, bo sala pustoszała w zdumiewającym tempie). Szkoda, że nie dotarł prof. Gwóźdź, którego zainteresowanie nowymi technologiami mogłoby osadzić dyskusję w konkrecie – a tak kolejni twórcy snuli opowieści o losie twórcy w naszym świecie, bardzo często stawiając dość banalne tezy, od których jak się wydawało Kultura 2.0 programowo ma uciec. A więc: publiczność chamieje, a artystów się nie docenia. Celował w tym zwłaszcza Lech Majewski, którego twórczość skądinąd bardzo szanuję. Z tego powodu bez dyskusji przemknęły ciekawe produkcje Dawida Marcinkowskiego – interaktywne wideoklipy webeo.

Zamykając sesję podsumowaliśmy z Alkiem przygotowany przez nas wspólnie z Justyną Hofmokl, Edwinem Bendykiem i Tomaszem Kulisiewiczem raport, próbując równocześnie w konferencyjny chaos wprowadzić nieco porządku. Nie chcieliśmy streszczać tego, co jest dostępne w sieci, więc zaczęliśmy od przedstawienia kilku przypadków, które w naszym pojęciu oddają ducha „kultury uczestnictwa”, a są związane z telewizją i filmem (bo taki jest temat przewodni Prix Visionica, imprezy, której towarzyszyła nasza konferencja). Niestety, mam wrażenie, że wśród publiczności nie znalazł się nikt z profesjonalistów biorących udział w Prix Visionica. Szkoda, choć to dobrze pokazuje, jak w Polsce postrzegana jest waga zjawisk, którymi się zajmujemy. Później, niejako uzupełniając raport, przedstawiliśmy Kulturę 2.0 jako pozytywny projekt, który wciąż czeka na realizację – do tego tematu jeszcze będziemy tu wracać.

Z mojej perspektywy najbardziej satysfakcjonującym elementem wrocławskiej imprezy były rozmowy z uczestnikami, z których część była obecna już na pierwszej odsłonie K2.0. Choć mam świadomość, że to wciąż niszowe środowisko, miło było zobaczyć, że są ludzie myślący podobnie jak my. Na pewno napiszemy tu w najbliższym czasie o kilku ciekawych, pokrewnych K2.0 projektach, jak Biblioteka 2.0. I choć nie zapadły jeszcze żadne ustalenia, to wobec tak pozytywnych reakcji ze strony uczestników sądzę, że spotkanie we Wrocławiu nie było ostatnim.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 6

Dodaj komentarz »
  1. Mnie Bard zaskoczył dość mocno, ale uważam, że reakcja części publiczności była zdecydowanie przesadzona. Świadczy ona chyba nie tylko o tym, że nie rozumiemy zmian zachodzących w świecie mediów (a w związku z tym bardzo się ich boimy), ale i o tym, że jesteśmy zamknięci i odporni na wszelką krytykę. To chyba najlepszy dowód na to, że konferencje, takie jak ta, są nam bardzo potrzebne. Nawet jeśli nie pojawiają się tam owi profesjonaliści… to są studenci, którzy doceniają „wagę zjawisk, którymi się zajmujecie”. Wiem, że to nie to samo, ale mam nadzieję, że w przyszłości od nas też będzie sporo zależeć 🙂 Także, dziękuję za Warszawę i Wrocław, i proszę o jeszcze! (nawet jeśli to znów będzie oznaczać 2 dni spędzone w pociągu;))

  2. A mnie Bard nie zaskoczył – wystarczy lektura „Netokracji” by przekonać się, że prócz niewątpliwie wielu trafnych obserwacji z zakresu filozofii sieci, generalnie prezentuje „pesymistyczną” antropologię, upatrując głównych motywów ludzkiego działania w dążeniu do władzy i jej utrzymaniu. To wszystko podlane marksowską historiozofią dla ubogich (niestety duchem) daje w efekcie dość ponurą wizję świata eksploatujących (netokratów) i konsumentów elektronicznych gadżetów (także społecznościowych).
    Wg Barda najważniejszymi informacjami są te ekskluzywne, posiadane przez netokratyczne elity. Można stać się ich członkiem, posiadając i wymieniając z nimi równie ekskluzywne informacje. Nie ma tam miejsca na jakieś społecznościowe pomysły, wolną informację i kulturę, bo społeczeństwo jest miejscem nieustannej walki klasowej, toczącej się w historycznie różnej poetyce – walki o wpływy, dobrą sieć znajomości i kontaktów oraz – o właśnie te informacje! Rozpowszechniane treści kulturowe, w większości generowane przez klasę uprzywilejowanych (dziś – netokratów) są jedynie „opium” dla aktualnego „ludu”. Są one z ich punktu widzenia nieistotne – bo te istotne netokraci zatrzymują sobie.
    Cenioną netokratyczną umiejętnością jest szybka zmiana prezentowanych tożsamości – netokraci pobierają nawet seanse schizoanalizy – by płynnie przełączać się do kolejnych „odsłon” swojej osobowości – przybieranych w zmieniających się okolicznościach sieci. Zatem netokarata rano może z dużą wrażliwością rozmawiać o kulturze i cywilizacji, zaś po południu być drapieżnym i bezwzględnym cynikiem.
    Natomiast niezasadne jest twierdzenie, że Bard jest prostackim materialistą – wszak głównym przesłaniem jego poglądów jest to, że pieniądze już dziś władzy nie dają, podobnie jak w kapitalizmie władzy nie dawało posiadanie feudalnych dóbr ziemskich. Netokracja, to elita władzy, ale nie jest ona oparta na pieniądzu, lecz na gromadzeniu kapitału UWAGI. Tę można powiększać lub – jak potrzeba – rozmienić na pieniądze. Co też Bard (i jedno i drugie) najwyraźniej skutecznie czyni 😉 , będąc – prócz komponowania – już drugi raz gościem Kultury 2.0.

  3. Oczywiście, niemniej ja odniosłem wrażenie, że od grudnia Bard się jednak w kwestii praw autorskich zradykalizował…

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Myślę, że on w ogóle swoje wystąpienie pomyślał tak, by podrażnić publiczność. Problem z tym, że nie jesteśmy przywykli do takiego brytyjskiego stylu prezentacji poglądów – tj. na granicy impertynencji, niekiedy ją przekraczając. Kwestionowanie świętości i poglądów, które uznajemy za własne zmusza do ponownego przemyślenia wielu spraw, nawet tych oczywistych. To jest ogromny plus wystąpienia Barda, choć generalnie może być wkurzający. 😉

  6. tylko się przyczepię, że polski to fisz jest, a nie fish :).

  7. Dzięki za uwagę, już poprawiłem 🙂