Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości

17.06.2007
niedziela

„Kult amatora”: profesjonalista wkłada kij w mrowisko

17 czerwca 2007, niedziela,

Na początku czerwca w USA ukazał się „Kult amatora”, książka Andrew Keena, która wkłada kij w mrowisko ekscytacji ide(ologi)ą Web 2.0. Pozycja, którą w Polsce za kilka tygodni opublikuje WAiP, została pomyślana jako tekst, który ma dać odpór bezkrytycznej modzie na oddolne tworzenie treści i wszelkie przykłady przejmowania mediów przez amatorów. Z tego względu na pewno warto ją przeczytać: „Kult amatora” pokaże entuzjastom Benklera, Lessiga czy Jenkinsa wszelkie argumenty ich przeciwników. Choć przy okazji nieraz ich zirytuje.

Patronem tej pozycji jest Thomas Henry Huxley (dziadek Aldousa), autor znanego powiedzenia o małpach i maszynach do pisania – jeśli wystarczająco dużo małp posiedzi przy klawiaturze odpowiednio długo, w końcu przez przypadek stworzą arcydzieło. Według Keena to najlepsza metafora otwierającego się na użytkowników internetu. Ta książka to historia o blogach, które zalewają świat fałszywymi informacjami i sprawiają, że coraz trudniej odróżnić prawdę od kłamstwa. O YouTube, które boleśnie pokazuje, że miliony osób chętnie zmarnują swój czas, by obejrzeć nagranie z psem goniącym własny ogon. O Wikipedii, w której złośliwy nastolatek może spierać się o definicję fachowych pojęć z uniwersyteckim profesorem. O amatorskich serwisach informacyjnych, gdzie więcej miejsca poświęca się plotkom z życia gwiazd, niż wojnom. I o poszkodowanych tym wszystkim profesjonalistach, którym w obliczu rewolucji plebsu coraz trudniej związać koniec z końcem.

Każdy z przywołanych powyżej argumentów ma swą moc i nie jest bezzasadny, choć z każdym można polemizować. Czy fakt, że obejrzę głupi fimik w sieci dowodzi, że jestem idiotą? Czy w internecie rzecznik Białego Domu i 13-letni autor bloga są w oczach czytelników naprawdę równi? Czy profesjonalne media rzeczywiście funkcjonują tak, jak zdaje się sugerować autor? Keen kreśli mit złotego wieku, który na naszych oczach odchodzi w przeszłość. Telewizja pokazuje programy nieskończenie mądre, prasa zajmuje się tylko konfliktem w Darfurze i ani myśli wspominać o Britney Spears, a każdy legitymujący się tytułem naukowym człowiek bezstronnie interpretuje fakty i dociera do najprawdziwszej z prawd. Pokusa ironizowania jest spora, ale ironia nie powinna przesłonić myśli Keena, który ostrzega przed traktowaniem otwartości kultury jako jej najwyższej wartości. Kultura zbyt demokratyczna to kultura zdegenerowana – ostrzega autor. Kult amatorów to w istocie kult amatorszczyzny. Teza to niezbyt oryginalna, moc tej książki nie tkwi jednak w przenikliwości. Keen nie dyskutuje z Benklerem, raczej z artykułami prasowymi. Wartością tej książki jest wyłamanie się z chóru entuzjastów oraz szeroka gama prezentowanych faktów.

Keen stawia akcent na straty, a nie korzyści wynikające z przemian, jakie dokonują się w świecie mediów. Konsekwentnie punktuje ciemne strony internetu, w czym trochę przypomina mi Baumana czy choćby późnego Lema. W odróżnieniu jednak od wielkich myślicieli Keen znacznie lepiej „czuje” nowe media – to nie są utyskiwania człowieka z innej epoki, który nie rozumie tego, co się wokół niego dzieje. Rozumie, tylko interpretuje to inaczej, niż optymistyczna większość. I chwilami daje do myślenia. Kiedy pisze o kleptokracji użalając się nad losem wytwórni płytowych, zupełnie się z nim nie zgadzam. Ale gdy wspomina o drugiej stronie przyzwyczajeń „pokolenia Google”, które wszystko chce szybko ściągnąć z sieci i masowo plagiatuje materiały z internetu w pracach zaliczeniowych czuję, że jest w tym jakaś logika. Oczywiście nie podoba mi się to, że w „Kulcie amatora” internauci jawią się jako złośliwe chochliki, czerpiące przyjemność z wpisywania na blogach zmyślonych historii, które szkodzą dobrym korporacjom i w konsekwencji pracującym w nich ludziom. Ale taka pozycja też jest potrzebna, żeby neofitom Web N+1 nie zabrakło dystansu.

„Kult amatora” jest z założenia pozycją popularyzatorską, która nawet o poważnych sprawach mówi w sposób lekki i przyjemny, nie szczędząc rozmaitych anegdot. Jednak zabrakło mi tu choćby zasygnalizowania historii opisywanych procesów – chwilami można odnieść wrażenie, że wszelkie zmiany społeczne i kulturowe zaczęły się od wynalezienia internetu. Keen cytuje sceptycznego wobec internetu Habermasa, ale zapomina, że według niego wypaczenie roli mediów nastąpiło w momencie zawłaszczenia środków przekazu przez biznes i spektakl – czyli tak naprawdę w momencie narodzin wielkich nadawców, a nie w dobie internetu. Sprawy poważne mieszają się też z fragmentami, w których autor niepotrzebnie dramatyzuje. Sam byłem jednym z tysięcy internautów, którzy przesłali innym linka do klipu „Tea Partay” na YouTube. Tak jak pisze Keen, nie wiedziałem, że to reklama nowego napoju alkoholowego. Jestem więc tym, który – jak pisze Keen – „nie zdaje sobie sprawy, jak bardzo został oszukany”. A przecież co najmniej równie uzasadniona byłaby dokładnie odwrotna teza: obejrzałem za darmo zabawne nagranie, nie kupiłem produktu (ba, nawet nie zauważyłem, że się tam pojawił, pomijając fakt, że w Polsce i tak jest niedostępny), więc koniec końców to ja wygrałem w tej grze. Oceniając profesjonalizm realizacji, nie sądziłem, że to amatorskie wideo – a skoro wiedziałem, że zrealizowała je duża firma za duże pieniądze, to co za różnica: autentyczny teledysk czy reklama? Przecież w „autentycznych” klipach też jest product placement. Dobrze zresztą ilustruje kruchość tworzonych przez Keena opozycji przedstawiona przez autora krytyka Google, która opiera się na argumecie, że na liście wyszukiwanych stron najwyżej znajduje się to, co popularne, a nie to, co wartościowe. Pisze też o „Google bombingu”. Ale zapomina (nie chce pamiętać?), że często najwyżej pojawiają się linki które są odpłatnie wypozycjonowane przez specjalistów. Zupełnie tak, jak w starych mediach. Keen bywa boleśnie jednostronny: prawda zawsze jest po stronie dużych instytucji, a oszustwo po stronie pojedynczych internautów, jak się okazuje najczęściej drobnych krętaczy, którzy nie zdają sobie sprawy z ogromu wyrządzanego przez swoje dowcipy zła. Ale czy apologeci Web 2.0 zawsze są obiektywni?

Dyskusja z Keenem to dyskusja o ideologii. Dyskusja nierozstrzygalna, bo w dużej mierze można ją sprowadzić do wiary w ludzką inteligencję lub wiary tej braku. Co nie znaczy, że to rewelacyjna książka, tylko napisana z perspektywy innej od tej, z którą sam się identyfikuję. Keen nie bez racji krytykuje „hype” 2.0, ale równocześnie sam łapie się na haczyk i mówi, że ma miejsce rewolucja – tyle, że jemu się nie podoba. Wątki naprawdę ciekawe i ważne, jak choćby polaryzacja dyskursu publicznego, zajmują tu miejsce marginalne, przytłoczone anegdotkami o tym, że dziennikarstwo obywatelskie może dotyczyć np. wymiany doświadczeń między posiadaczami samochodów tej samej marki. Na tym poziomie trzebaby z Keenem dyskutować wyśmiewając fakt, że sam pisze bloga i że skoro nie podoba mu się zniesienie sztywnych podziałów na posiadaczy monopolu na prawdę i mas skazanych na wierzenie ich ekspertyzom, powinien wyemigrować do Chin. Szkoda też, że zabrakło tu historii o tym, jak blogerzy wyłapali błędy czy nieuczciwość profesjonalistów. Szkoda, że Keen kurczowo trzyma się nie dających się dziś obronić koncepcji autorstwa, remiks określając mianem intelektualnej kleptomanii. Szkoda, bo zamysł był niezły, ale krytykując uproszczony świat podsycanych przez marketing dyskusji o ?nowej fali? internetu, autor popada w kolejne proste schematy, tyle że odwrócone. Pejzaż medialny wygląda wg Keena jak szachownica – wszystko jest czarno-białe, granice są jasne, opozycje oczywiste. Stąd mnóstwo uproszczeń – w „Kulcie amatora” możemy poczytać o ubożejącej z powodu ekspansji internetu telewizji, ale już nie o renesansie seriali produkowanych przez stacje kablowe. O tym autor nie pisze, bo nie pasowałoby to do jego tezy – wszak budżety niektórych produkcji przyćmiewają dziś coraz częściej hollywoodzkie filmy.

Jednak – choć nie nazwałbym tej książki „lekturą obowiązkową” – można do niej zajrzeć i nie będzie to czas stracony. Jest aktualna i jak już pisałem nie boi się iść pod prąd intelektualnym modom. A każdy czytelnik powinien zastanowić się sam, czy bliżej mu do wyznawców profesjonalizmu, czy kultury bardziej otwartej także na produkowany przez masy banał.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 9

Dodaj komentarz »
  1. Jednak jest to lektura obowiązkowa dla tych, co chcą poznać myślenie wroga 😉 A tak zupełnie na serio szkoda, że ten post nie będzie dołączony do tej książki. Mam wrażenie, że w Polsce są albo zwolennicy, najogólniej mówiąc, świata 2.0 lub totalni sceptycy. Tych drugich jest chyba nawet więcej i po przeczytaniu tej książki tylko w swym przekonaniu się utwierdzą. Szkoda więc, że i jedni i drudzy nie poznają świata 1.5 – szarości i konwergencji.

  2. Pingback: Kultura 2.0 » Archiwum bloga » Lessig o książce Keena: cudowne partactwo

  3. książka „ma dać odpór bezkrytycznej modzie na oddolne tworzenie treści i wszelkie przykłady przejmowania mediów przez amatorów”. Po pierwsze, ja nie do konca sie zgadzam, ze jest na to moda. Moda (w Polsce) jest na obracanie frazesami i zachowanie zadowolonej z siebie powierzchownej niby-wiedzy, a takze na ‚taniosc’, ktora jest przeciwienstwem jakosci. Dotyczy to takze (niestety!) niby-profesjonalistow z mediow, oraz wielu decydentow w biznesie.

    Oczywiscie to super, ze wychodzi ksiazka. Niezle byloby dac zajawke na blogu, ze juz sie ukazala 🙂

    ventuRe: fajny komentarz. a na te chorobe, o ktorej oboje piszemy, niestety nie ma ksiazki, co by pomogla 🙂

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Pingback: art.unmods.pl » Amatorska Blogosfera Niszczy Naszą Kulturę

  6. Pingback: Technopolis » Recenzja książki “Kult amatora. Jak internet niszczy kulturę” - Andrew Keen

  7. Pingback: Antro DJ » Kult amatora - krytycznie o web 2.0

  8. zupelnie nie rozumiem, dlaczego autor tej ksiazki broni np. wydawnictw muzycznych. Ja, jako ktos, kto propaguje BOJKOTOWANIE wydawnictw skupionych w RIAA ze wzgledu na ich nieprzyjazne podejscie do internautow od P2P oraz wyzysk artystow, _PRAGNE UPADKU WYDAWNICTW MUZYCZNYCH_!! Propaguje BOJKOT tych wydawnictw w Polsce i utrzymuje kontakty z serwisem http://boycott-riaa.com
    Upadek wydawnictw, ktore tworza debilne ‚mody muzyczne’, ucinaja niektore kierunki i rozdmuchuja inne, przyniesie jedynie KORZYSC kulturze.
    Tymczasem w Internecie zyje muzyka wszystkich gatunkow, rowniez takich, ktore wydawaly sie wymarle, jak Rock and Roll, czy Be-Bop. Wydawnictw, ktore bezczelnie przejmuja prawa autorskie muzykow i kompozytorow i uwazaja je za „swoje”.
    Nie mowiac o wspanialych dokonaniach w dziedzinie oprogramowania: darmowy Linux, Firefox czy OpenOffice.org wysadza z siodla potegi przynoszace miliardy dolarow swoim wlascicielom. I O TO CHODZI!!!

    Pozdrawiam!!

  9. [?] Keen bezlitośnie atakuje amatorstwo , które już dominuje tzw Web 2.0 i w jego opinii stanowi poważne zagrożenie profesjonalnej prasy, książek, naukowych wydawnictw (tutaj oskarża Wikipedię o karygodną amatorszczyznę i brak redaktora naczelnego, który usuwałby wpisy nastolatków, ignorantów i półgłówków)

    co do wikipedii to niestety w duzym stopniu PRAWDA; ale encyklopedia to NIE jest element kultury, tylko faktografii; w przeciwienstwie do muzyki (powstaja swietne amatorskie dziela muzyczne), filmu (powstaja swietne amatorskie filmy), beletrystyki (powstaje mnostwo swietnych amatorskich opowiadan i powiesci), czy wreszcie nurtow rekonstrukcyjnych, odtwarzajacych dawne zwyczaje, a nawet religie i wierzenia (vide popularnosc Neopoganstwa i Rodzimowierstwa w Internecie – sam jestem Rodzimowierca, wiec bardzo mi sie to podoba; dodajmy, ze bez Internetu ciezko byloby zebrac ludzi np. na rodzima Kupale czy jakies swieto celtyckie (np. Beltaine)). W przeciwienstwie do zapisu faktow, kultura nigdy nie bedzie ‚poprawna’ czy ‚niepoprawna’; kultura poprostu JEST, a rzady korporacji, telewizji, czy ubostwianych przez Keena ‚prezenterow’ (ktorych w wiekszosci nie trawie) dobiegaja KONCA – I BARDZO DOBRZE!!!

  10. Całkiem z przypadku przeczytałem o książce. Czytać jej nie będę – jest wiele innych rzeczy np – jak włożyć „własną treść” na utuba;). Wystarczy mi streszczenie. Problem wg mnie to nie blogi czy podobne – wiem , że może pisać to ktoś bez przygotowania, ale już wikipedia powinna być redagowana. A wpisy pod artykułami jak np z onetu? – często czytam aby cokolwiek wiedzieć co w Polsce – przyciąga „samo” i trudno, nawet jak się nie chce, całkiem tego uniknąć – ktoś kto czyta rzadko chwyci przynętę. Dopóki nie będą płatne – np sms za 1zł – będą tam często totalne przeinaczenia, nie wspominając o jakiejś kompletnie idiotycznej zaciekłości i wylewaniu frustracji. (napisałem przez „fl” – na wszelki wypadek sprawdziłem i przeczytałem przy okazji – na wiki!). Ale czy możemy być pewni że w TV, gazetach i „poważnych” web są ludzie odpowiedni? – pamiętam gdy po trzęsieniu ziemi w mieście xx, przez 2 -3 dni opowiadano o tym -„brak żywności, miejsca do spania, miasto zrównane z ziemią”. Po czym TVP wysłała 2 reporterów ? a pierwsza ich relacja była – „my nie mamy gdzie spać, nie znaleźliśmy miejsca w żadnym hotelu, my nie mamy co jeść, dobrze że stacjonuje w pobliżu jednostka polska w ramach UN – dali nam śpiwory”