Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości

19.06.2007
wtorek

Uwaga, zsuwamy się z Krzywej Śpiocha!

19 czerwca 2007, wtorek,

Po lekturze „Kultu amatora” dla odmiany sięgnąłem po „Everything Bad is Good for You” Stevena Johnsona. Książkę znów ewidentnie przesadzoną, ale w swym zadaniu rehabilitowania popkultury konsekwentną i intrygującą.

Kluczowym dla Johnsona pojęciem jest Krzywa Śpiocha, stanowiąca nawiązanie do „Śpiocha” Woody’ego Allena. Główny bohater filmu, właściciel sklepu ze zdrową żywnością, budzi się z hibernacji po 200 latach. Ku zdumieniu naukowców z drugiej połowy XXII, prosi o makrobiotyczny posiłek. „Czy wtedy nie było głębokiego tłuszczu? Steków, ciastek, sosu ze stopionych krówek?” – zastanawia się jeden z naukowców. „Uważano, że są niezdrowe” – odpowiada drugi. Według Johnsona tak wygląda dziś sytuacja popkultury: uważa się ją za szkodliwą, podczas gdy stanowi ona prawdziwy pokarm naszych umysłów. A krzywa opisująca poziom kultury popularnej stale rośnie.

„Everything Bad is Good for You” (o książce Johnsona ostatnio pisał też Edwin) to podróż po internecie, grach wideo i serialach telewizyjnych. Podróż, z której jasno wynika: nasze rozrywki stają się coraz bardziej skomplikowane i wymagające, dlatego obcowanie z nimi to nieustanny trening dla naszych umysłów. Za sprawą popkultury stajemy się coraz mądrzejsi! Oczywiście z tak postawioną tezą można się spierać, mam zresztą wrażenie, że autor z premedytacją „podkręcił” swój wywód tak, by zależność między uczestnictwem w popkulturze a umiejętnością logicznego myślenia wydawała się jednoznaczna. Co w tej pozycji wydaje mi się najciekawsze, to próba znalezienia pozytywnych aspektów ekspansji mediów. Popkultura na wskroś przenika nasze życie i wydaje się, że stary podział na kulturę wysoką i niską stopniowo zastępuje inny – na aktywnych, wytrawnych uczestników kultury popularnej i biernych konsumentów akurat tego wycinka papki, który ktoś im podsunie.

Co na to szkoła? Akcja na bezprecedensową skalę ruszyła właśnie w Kanadzie – do liceów trafiło 100 tys. kopii specjalnie przygotowanej modyfikacji gry Civilization III, przeznaczonej do nauczania historii. Kanada wydaje się zresztą wzorem wykorzystania popkultury w edukacji – to państwo dofinansowało wydanie najlepszego komiksu historycznego, jaki czytałem: Louisa Riela Chestera Browna. Równocześnie uczy się tam krytycznego podejścia do mediów – od 2000 roku edukacja medialna jest wpisana do programów nauczania szkół podstawowych i średnich, ale tradycja tzw. „edukacji ekranowej” sięga końca lat 60-tych. I znów można zakończyć wpis łatwym „szkoda, że nie u nas”. Mam jednak świadomość, że z punktu widzenia sporów o Gombrowicza w szkole takie rozważania są dosyć abstrakcyjne. Pewnie jak bohater filmu Allena obudzimy się za jakieś 200 lat.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 6

Dodaj komentarz »
  1. Dzięki za ciekawe odniesienia. Mam wrażenie, że u nas jeśli ktoś na coś podobnego wpadnie, to w ramach walki ze złem ziejącym z internetu wyłączą prąd.

  2. „Szkoda, że nie u nas” wiąże się z tym, że ‚u nas’ nikt nie zauważył narodzin pokolenia ‚sight & sound’, nadal równanie dzieciak+ekran jest najpierw rozpatrywane w kategoriach zła, robienia temuż dzieciakowi krzywdy i tego, że odciąga dzieciaka od ‚jedynie słusznych’ książek, czyli wedle wielu jedynego przekaźnika, który gwarantuje jakąs wartość edukacyjną. Co wiąże się z tym, że spotykam 15/16 latków, którzy nie będa potrafili ani słowa wydukać o wielkim dziedzictwie literatury polskiej, ale za to własnymi słowami opisza mi zasady działania reaktora termojądrowego, z których ja nic nie kumam, a na temat którego zobaczyli sobie jakiś dobrze zrobiony film (niekoniecznie „China syndrome”:).
    Pod tym względem stoimy w takiej sytuacji, jak przy narodzinach słowa pisanego – także miało przede wszystkim szkodzić i psuć rozum. Dokładnie tak podchodza do popkultu i mediów polscy edukatorzy, kompletnie nie łapiąc tego, że dzieciaki są nakierowane na zupełnie inne bodźce niż np 30 lat temu i zupełnie inaczej przyswają i organizują wiedzę.
    W ramach testu proponuję nieodpłatne zorganizowanie w jakiejkolwiek szkole kółka ‚edukacji medialnej’. W trzech miejscach dyskusja skończyła się na etapie: co będziecie robić? będziemy oglądać reklamy i kreskówki i rozmawiać na ten temat. acha, to dziękuję.

  3. Ale czy gry są z popkultury?
    chyba nieee… w każdym razie nie wiem jak pan łączy gry z popkulturą…

    Chyba gry są poza pojęciem popkultury,to tylko kolejna forma rozrywki, tak jak trudno stwierdzić (przynajmniej mi),czy krzyżówki i sudoku to popkultura.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. No jak gry nie są popkulturą, to ja już nie wiem, co miałoby nią być 🙂

  6. Zgadzam się z Robikiem – przynależność gier do popkultury wydaje mi się oczywista. Zresztą są dziś chyba jedną z jej najważniejszych sił. Pozdrawiam