Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości

27.06.2007
środa

Dobre neologizmy pilnie potrzebne.

27 czerwca 2007, środa,

Odkryłem właśnie, że Google w swoim pakiecie aplikacji dostępnych online oferuje „czytnik”. Zaciekawiony kliknąłem… i odkryłem, że chodzi o zwykły „reader feedów RSS”. Pogrzebalem dalej i odkryłem, że według Wikipedii należy zwrot w cudzysłowach tłumaczyć jako „czytnik kanałów RSS”.

Jest coś niezmiernie smutnego w spolszczeniach angielskich nazw cacek technologicznych. Z jakiegoś powodu przyjęło się więc określenie „feed”, a nie „channel” – zdaję sobie sprawę, że słowo to nie ma dobrego polskiego odpowiednika, ale już „strumień” ma więcej wspólnego z sugerowanym przez zwrot „feed” karmiącą falą treści. Kanały znamy z telewizji.

A czytnik kojarzy mi się z kartą magnetyczną.

Następnie przypominam sobie próbę spolszczenia w serwisie gazeta.pl „tagów” jako „kluczy” – nawet zgrabne, tylko że zestaw skojarzeń trochę nieodpowiedni. Dalej zaczynam myśleć o wszystkim co „społecznościowe” (czyli „social”) i robi mi się niedobrze. Społecznościowe jest jeszcze brzydszym słowem niż funkcjonalność. Aż prosi się, by osoba zarządzającą społecznością pracowała na stanowisku społecznościówy.

Kiedyś w Polsce powstawały piękne neologizmy i podejrzewam, że rozwiązaniem naszych problemów mogłyby być obowiązkowe wykłady z awangardy międzywojennej na kierunkach związanych z zarządzaniem projektami informatycznymi.

Dopóki to się stanie, ja pozostaję przy nazwach angielskich. Wolę mówić o fidzie z serwisu souszal networking niż o kanale społecznościowym.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 13

Dodaj komentarz »
  1. Ja bym stanął w obronie „kluczy”. Autor pisze, że skojarzenia nieodpowiednie – ja mam jak najbardziej odpowiednie 🙂 – „słowa klucze” od razu przychodzą mi do głowy.
    Z „czytnikami RSS” też miałem podobny co Autor problem, ale jedyną w miarę sensowną alternatywą wydaje mi się „klient” – co też jest kalką z ang. i wcale nie jest ładne.

  2. „Dopóki to się stanie, ja pozostaję przy nazwach angielskich. Wolę mówić o fidzie z serwisu souszal networking niż o kanale społecznościowym.”

    OK, tylko czy to nie jest zamkniecie sie na pewna grupe osob, ktore „maja klopot z angielskim”, a jednoczesnie sa zainteresowane tym, o czym mowicie? Podczas ktoregos panelu, na konferencji grudniowej, ktos z sali (chyba pani z biblioteki UMK) zrocil uwage zebyscie zaczeli mowic po Polsku, bo czesc osob Was nie rozumie. Czy nie stajemy przed wyborem: „fid z serwisu souszal networking” albo Pani z UMK? A jesli tak, to co wybrac?

  3. Oczywiście wybrać to co lepsze, a moim zdaniem jest to to co lepiej brzmi. Pani z UKM zapewne zrozumiałaby niewiele więcej gdy powiedziano jej czytnik RSS, co to w ogóle ten ereses jest?! Dużo większe szanse, że przeglądając internet spotkasz się ze spolszczonymi angielskimi nazwami niż przetłumaczonymi nazwami jest dla tego nawet całkiem (jak dla mnie) sensowne wytłumaczenie.
    Sam w wolnych chwilach zajmuję się tłumaczeniem dokumentacji oprogramowania pewnej firmy (bez kryptoreklamy :D) i zawsze mam kłopot z tłumaczeniem angielskich słów określających jakieś obiekty systemu, czy technologii. Takie tłumaczenie może wprowadzić wiele zamieszania. Nie jestem jedynym tłumaczem i przykładowo użytkownik czyta sobie dokumentacje i na jednej stronie tłumaczonej przez pana X słowo box (określające obiekt wyrównujący elementy okna, a nie karton po butach) zostało przetłumaczone jako pole wyrównujące i niby jest ok więc czytający przyswaja sobie tą nazwę czytając, ale czytając dalej dochodzi do części przetłumaczonej przeze mnie, a ja nie mam czasu przeglądać wszystkie tłumaczenia innych ludzi i to samo słowo box przetłumaczyłem po prostu jako pudełko bo opis wyjaśnia jego działanie i w dodatku jest mniej pisania. W tym momencie użytkownik głupieje skąd jakieś pudełko i o co z nim chodzi?
    Sprawa wygląda jeszcze gorzej w przypadku takich wyrażeń które nie tłumaczą się bezpośrednio na polski a po angielsku to tylko jedno bardzo przyjemne słowo. Weźmy chociażby słowo listener, jako określenie obiektu nasłuchującego jakichś zdarzeń. Może słuchacz – brzmi głupio i nie do końca oddaje znaczenie, a może jak już napisałem obiekt nasłuchujący zdarzenia. Dobre ale zbyt ogólne i jednocześnie zbyt szczegółowe, bo co to jest ten obiekt, to może być funkcja, klasa, i po prostu obiekt jako instancja klasy. Taka sytuacja powoduje nieścisłości które prowadzą do powstawania licznych błędów
    Dlatego w informatyce i ogólnie w tematyce komputerów w znacznej większości przypadków lepiej pozostać przy angielskich określeniach bo są zgrabniejsze i zazwyczaj wymyślane przez twórców co daje pewność że wszyscy będą danej nazwy używali, a poza tym pani z UMK powinna szkolić swój angielski bo na naukę nigdy nie jest za późno.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. tagi to takie metki, choć metka się kojarzy z też z czymś do jedzenia, ale jest też metka przy ubraniu, i na takiej metce jest napisane co to jest, więc może jednak metka? niestety trochę mało seksowne słowo, poza tym chyba już na nie za późno, bo „tagi” sie przyjęły na dobre…

    trendów pojawia sie tak dużo, ze ludzie nie nadążają za nadawaniem im nazw. poza tym ich czas życia bywa też bardzo krótki czasem, wiec dlatego ludzie czasem wolą zostać przy oryginale.

  6. Krzysiek, przecież to co piszesz o tłumaczeniach to jakieś potworne banialuki. Firmy mają swoją politykę dotyczącą tłumaczenia danych obiektów (często inaczej coś jest nazywane w Microsofcie a inaczej w IBM) i musi być ona przestrzegana w obrębie całego tłumaczenia. I po to dobrzy wymyślili CAT (komputerowo wspomagane tłumaczenie), żeby praca grupowa kilku tłumaczy trzymała się kupy (całość jest jeszcze później pod tym kątem sprawdzana). Tak to przynajmniej wygląda w porządnych firmach translatorskich.

    „A czytnik kojarzy mi się z kartą magnetyczną.”

    A mnie z czytnikiem grup dyskusyjnych.

  7. A czy to nie na tym blogu któryś z autorów używał bardzo oryginalnych tłumaczeń tych lub podobnych słów?

  8. „Polacy nie gęsi, gdy swój język mają”.

    Wszystko w porządku, tylko potem wylądujemy jak Francuzi z ich MegaOktanami zamiast MegaBajtami (choć akurat ze względu na język potoczny jest to jakoś tam zrozumiałe 😉 i bzdurną klawiaturą z jeszcze głupszymi mechanizmami pisania. Jak się taki przesiądzie na „zwykłą” klawiaturę, to ma olbrzymi problem. Spróbujcie na przykład wpisać hasło w jakiejkolwiek witrynie! Zaręczam, nie do wykonania bezstresowo 😉

    Informatyka jest dziedziną opanowaną przez język angielski. A ludziom nie znającym się na tym „reader feedów RSS” mówi dokładnie tyle samo co „czytnik kanałów RSS”, czyli absolutnie nic.

    Dlatego ja uważam, że lepiej pozostać przy nazwach oryginalnych, być może spolonizowanych, ale nie spolszczonych. Przynajmniej pozwala nam się to komunikować z całym Światem. I uczy języka mimo wszystko.

    Pozdrawiam!

  9. tej, sieciuchy zwykle nie maja takiego skila, zeby wykminić coś, co będzie si

  10. „Informatyka jest dziedziną opanowaną przez”

    ludzi mających problemy z językiem polskim.

  11. mrw, tak w firmach takich jak Microsoft czy IBM, gdzie za tłumaczenie dostajesz pieniądze to na pewno wygląda inaczej, ale gdy robisz to w wolnym czasie za darmo i tylko i wyłącznie aby inni z tego mieli jakiś pożytek bo nie chciało im się w szkole przysiąść nad angielskim to nie można się spodziewać nie wiadomo jakiego zaangażowania w to z mojej strony. Dlatego czasem zdarzają się nieścisłości przez które ludzi bez znajomości języka angielskiego są przyprawiani o ból głowy.

  12. Och, dziękuje za wyśmienity argument przeciwko wolnemu oprogramowaniu i internetowym tłumaczom!

  13. przyznam, ze z ta ‚spolecznoscia’ nie zakumalem.
    ja tam myslalem ze to slowo, ktore, jako naukowe, nie ma konotacji negatywnych, jest jak najbardziej odpowiednie na okreslenie tego, co sie pod nim kryje ;?

  14. mrw taka jest jego specyfika i to nie ma nic do argumentowania za czy przeciw, bo pomyśl czy ważniejsze w oprogramowaniu jest to że dobrze działa i jesteś pewien że jest czyste, bo jego kod jest otwarty i tworzony przez ludzi którzy chcą je ciągle ulepszać bo im na nim zależy, a nie robią to tylko dla pieniędzy, na odwal się, żeby jak najszybciej dostać kasę, czy na tym żeby było nie wiadomo jak dobrze opisane w twoim ojczystym języku? Zresztą co to ma do tematu artykułu :D? Podałem tylko przykład sytuacji z którą się ciągłe spotykam i to nie tylko tłumacząc samemu ale i czytając różne dokumentacje. Tobie wydało się to bzdurą, ale tak jest i dalsza polemika nie ma sensu 🙂