Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości

18.07.2007
środa

Kolejny powód, dla którego warto wyjechać do Londynu…

18 lipca 2007, środa,

Wczoraj Alek pisał o tym, że coraz więcej państw stara się zapewnić swoim obywatelom wolny dostęp do informacji. Mnie ten wpis skłonił do bardziej ogólnych refleksji nad stanem polskiej przestrzeni publicznej.

Przestrzeń publiczna to dostępne dla wszystkich miejsce, niezbędne dla funkcjonowania demokratycznych społeczeństw – to tutaj ludzie spotykają się ze sobą, wymieniają poglądy i w pewnym sensie negocjują warunki wspólnej egzystencji. Oczywiście za sprawą rozwoju mediów rolę fizycznej przestrzeni przejmują niematerialne „miejsca spotkań”: prasa, telewizja, internet. Ale te dwie sfery wciąż mają ze sobą wiele wspólnego. W naszym kraju stan obydwu jest niepokojący.

Kiedy niedawno byłem w Londynie, jak zawsze wrażenie zrobiły na mnie tamtejsze parki. Wszyscy wiedzą że miasto jest duże, zatłoczone i drogie, ale są tam też właśnie parki. Zadbane, z darmowymi sanitariatami, można kłaść się na trawie, nikt nikogo nie przegania, a tym bardziej nie myśli o sprzedaży wartych fortunę gruntów pod centrum handlowe. Pewnie są drogie w utrzymaniu, ale widać wszyscy uważają, że warto. I że zadbane nie musi równać się ogrodzone… Podobnie jest z bibliotekami, które nie dość że są przyjazne, to jeszcze – w odróżnieniu od np. warszawskiej BUW, gdzie do aranżacji przestrzeni trudno się przecież przyczepić – są w nich książki. Wreszcie galerie – podstawowe kolekcje w tych państwowych są dopstępne bezpłatnie. Jakby tego było mało, teraz w Londynie rusza największa na świecie darmowa sieć Wi-Fi. Właśnie to ostatnie skłoniło mnie do wpisu o analogiach między przestrzenią fizyczną i informacyjną. Jeśli gdzieś funkcjonuje tradycja dbania o jedną, ta druga też z reguły ma się nieźle. Czy będzie to darmowy hotspot, czy sposób funkcjonowania telewizji publicznej (bo i tu od Anglików moglibyśmy się uczyć). Dlatego czasem piszemy tu o drzewach, plastikowych workach itp. Nie potrafimy dbać ani o nasz ekosystem biologiczny, ani informacyjny.

Żeby jednak nie wyszło na to, że bezkrytycznie zachwycam się Anglią, to odwołam się jeszcze do bloga Pawła Stasiaka – notki na temat „copyrajtowej paranoi”. Jeden z komentatorów wspomina, że dziś z ZAIKSem muszą się liczyć nawet dzieci podczas przedstawień szkolnych. A przecież przestrzeń kultury to też sfera publiczna. Choć dziś coraz częściej – jej parodia. Więc znów słabo. Dlatego na pocieszenie można dodać, że akurat w tej kwestii wyjazd do Londynu nie pomoże – tam opakowanie z grą z Harrym Potterem, zupełnie tak jak u nas, ma na sobie 17 zastrzeżonych znaków towarowych. Ufff.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 10

Dodaj komentarz »
  1. @A przecież przestrzeń kultury to też sfera publiczna.

    To nie znaczy, że kiedy postawię w parku rower i położę się na trawie, to każdy będzie sobie mógł ten rower zabrać „bo to przestrzeń publiczna”. A Paweł Stasiak przesadza, o czym napisałem w komentarzach na jego blogu.

  2. @mrw

    ale juz w lyonie w przetrzeni publicznej miasto udostepnilo rowery za miasto – bodajze pierwsze 1/2h jezdzi sie za darmo, a dobre zabezpieczenia (w polaczeniu z, jak sadze, wiekszym szacunkiem dla rzeczy wspolnych) pozwalaja uniknac wandalizmu.
    W Warszawie urzad miasta promowal jezdzenie na rowerze przez udostepninie kilkudziesieciu rowerow na nowym swiecie – ale na kazdej przecznicy stal policjant i lapal kradziei.

    na marginesie, mam tylko nadzieje, ze wspominajac o rowerze nie chcesz rozpoczac popularnej dyskusji nt. „czy empetrojka to to samo co szafa badz merc”!

  3. w Berlinie rowery chyba też są dostępne w jakiś podobny sposób.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. To bardzo miłe ze strony miasta, które zwykle także uwalnia *część* kultury organizująć darmowe koncerty, ale ja mówię o moim rowerku kupionym za moje pieniądze.

    A czy empetrójka to to samo co program komputerowy?

  6. Trochę nie łapię tego przykładu z rowerem, może to z winy mojej dość luźnej analogii między tym co fizyczne i nie. A co do przesadzania z prawem autorskim – to nie jest tak, że koncerny nie straszyły fanów Pottera (wątek z komentarzy na blogu Pawła Stasiaka). Straszyły, tylko po tym, jak zadziałała sfera publiczna (amerykańskie dzieciaki ujęły się za m.in. polskimi, które dostały listy od prawników Warner Bros), doszły do wniosku, że dobrego PR im to nie zrobi. I totalnie zmieniły nastawienie, fakt – ale dopiero pod przymusem. Czyli coś w stylu: najpierw zakaz „nikt nie może stawiać roweru w naszym parku”, później reakcja „to mamy wasz park w nosie”, efekt: „macie tu specjalne stojaki, zapraszamy”…

  7. @mrw

    ja tak wlasciwie tez nie rozumiem, po co wspomniales o rowerze? to, ze po przestrzeni publicznej porusza sie wlasnosc prywatna, jest oczywiste i nie stanowi zadnej sprecznosci.
    w kazdym razie polecam dyskusje o szafach i kamienicach u Vagli

  8. @to, ze po przestrzeni publicznej porusza sie wlasnosc prywatna, jest oczywiste i nie stanowi zadnej sprecznosci.

    No to chyba nie masz problemu z faktem, że mimo iż, jak założyłeś, kultura jest przestrzenią publiczną funkcjonuje w niej również własność prywatna.

  9. nie, nie mam problemu – i nie znam kogokolwiek, kto by byl za pelna kolektywizacja kultury. uwazam jednak, ze wartosc prywatna jest przereklamowana – a mowiac bardziej specyficznie, przykladamy jako spoleczenstwo (a raczej instytucje kontrolujace system kultury przykladaja) zbyt duza wage do prywatnego posiadania dobr kultury – przykladem jest wspomniane przeze mnie w innym wpisie niedawno, a zupelnie nieuzasadnione, roszczenie majatkowych praw autorskich do tresci rzadowych.

  10. nie do końca a propos, ale skoro rowerowo się zrobiło, to w wiedniu też pierwsza godzina jeżdżenia na rowerze za darmo. we wrocławiu jest tylko płatna wypożyczalnia, ale rowerzystek i rowerzystów z dnia na dzień przybywa, co cieszy :).

  11. @we wrocławiu jest tylko płatna wypożyczalnia, ale rowerzystek i rowerzystów z dnia na dzień przybywa, co cieszy 🙂 .

    Z czasów, kiedy mieszkałem we Wrocławiu zapamiętałem właśnie rowerzystów śmigających po chodnikach (ścieżek pewnie nadal nie ma, a zbyt byli zestrachani żeby jeździć po ulicy). Więc nie wiem, czy jest się z czego cieszyć.