Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości

20.09.2007
czwartek

Nie tylko pieniądze

20 września 2007, czwartek,

„Darmocha atakuje”, „NYT otwiera archiwum” – to tytuły dwóch najnowszych wpisów z bloga Edwina Bendyka. Do tej wyliczanki dorzucę kolejną informację: swoje programy za darmo zacznie udostępniać telewizja NBC.

Obecnie programy z NBC można kupić w sklepie iTunes w cenie 1,99 USD za odcinek. Nowa usługa NBC Direct, której testy ruszają w październiku sprawi jednak, że internauci (prawdopodobnie tylko ci z amerykańskim IP, ale to jak mi się wydaje można obejść) będą mogli bezpłatnie ściągać materiały z sieci. W odróżnieniu od treści oferowanych odpłatnie będą one zawierać reklamy, jednak oferta wydaje się kusząca – zwłaszcza, że NBC chce zbudować swoją platformę na wzór cyfrowych magnetowidów. Widzowie będą mogli więc skonfigurować usługę tak, by ich komputer ściągał automatycznie wszystkie nowe odcinki ulubionych audycji i seriali. Na obejrzenie materiałów osoby zarejestrowane w NBC Direct będą miały tydzień.

Cieszy mnie, że wbrew temu, co wielu ekspertów przewidywało w przeszłości – że darmowe usługi w sieci na dłuższą metę nie mają szans przetrwania – coraz więcej wysokiej jakości produkcji można zupełnie legalnie i bez wydawania pieniędzy ściągnąć z sieci. „Darmocha” nie jest bowiem narodzinami utopijnej „ekonomii daru”, lecz bardziej złożoną wymianą opartą na kalkulacjach producenta i odbiorcy. Skoro żyjemy w eopce informacji i to właśnie ona jest cenniejsza od pieniędzy, coraz częściej możemy płacić za usługi bez sięgania do portfela. W ostatnich dniach tłumaczę do styczniowego numeru kwartalnika „Kultura Popularna” niezwykle interesujący (choć też niestety dosć skomplikowany) tekst Tiziany Terranovy „Darmowa praca”. Autorka (o której już kiedyś wspominałem) podkreśla, że praca coraz częściej przybiera formy dawniej za pracę nie uważane, a rekompensata finansowa staje się tylko jedną z możliwych form zapłaty – nie tylko w internecie, ale we współczesnej ekonomii w ogóle.

Dokonujące się w internecie zmiany nie są po prostu powrotem komunizmu w obrębie najnowszego wydania ekonomi, wypartego innego, który powraca właśnie w chwili, gdy komunizm wydawał się pokonany. Należy pamiętać, że ekonomia daru jako część ekonomii informacyjnej sama w sobie jest ważną siłą napędzającą reprodukcję siły roboczej późnego kapitalizmu. Wkład „darmowej pracy” jest fundamentalny dla tworzenia wartości w ekonomii jako takiej – nie tylko w cyfrowej ekonomii internetu. Warunki, które czynią z darmowej pracy ważny element ekonomii cyfrowej są oparte na trudnym, eksperymentalnym kompromisie pomiędzy historycznie zakorzenionym kulturowym i afektywnym pragnieniem twórczej produkcji (takiej jak ta wiązana z naciskiem Gilroya na „indywidualne stwarzanie siebie i społeczne wyzwolenie”) i obecnym kapitalistycznym naciskiem na wiedzę jako główne źródło wartości dodanej.

W tym kontekście można uznać, że NBC oddaje nam swoją pracę za darmo, ale my również wykonamy na rzecz stacji pewien wysiłek – obejrzymy reklamy i sam produkt, przyczyniając się do jego popularności i być może za pośrednictwem internetowych grup dyskusyjnych wskazując producentom, w jakim kierunku powinni rozwijać swój program. Dzisiejsza gospodarka opiera się na wiedzy i zarządzaniu symbolami, a tego nie sposób tak łatwo przeliczyć na pieniądze. To nie znaczy, że wrócimy do znanej pierwotnym społecznościom ekonomii potlaczu – wciąż żyjemy w świecie kapitalizmu. Tyle tylko, że jako konsumenci możemy się w nim wreszcie poczuć dowartościowani: konsumując też wykonujemy wartościową pracę!

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 9

Dodaj komentarz »
  1. A coż to za nowość? Czy płacisz np: za oglądanie Polsatu, lub TVN? Ten model biznesowy w przypadku mediów jest równie stary co… kino. Więc jak to się ma do „Kultury 2.0”

  2. Za oglądanie na bieżąco w tv nie płacę, ale jeśli chcę coś legalnie zobaczyć kiedy indziej – już tak. Podobnie z archiwami prasowymi, jeśli chcę je przeglądać w domu. Więc nie jest takie oczywiste, że nie trzeba za to płacić, skoro tyle osób łamie prawo (przynajmniej niektórych państw) ściągając w sieciach p2p np. serial „Heroes” z katalogu NBC. Oczywiście nie twierdzę, że NBC jako pierwsze daje coś za darmo w sieci, bo to byłaby oczywista bzdura. Ale to stacja o takim statusie, jak w wypadku prasy „NYT”, czyli kolejny gigant, który oddaje swój „content” za darmo. A to już dla mnie pewna nowość.

  3. Skoro są reklamy to wcale nie za darmo. I wbrew temu co piszesz całkiem nietrudno jest przeliczyć te symbole na pieniądze.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. mam wrażenie, że „darmowa praca” w rozumieniu autorki, to jednak coś innego niż podejmowany trud konsumowania.
    w kontekście nbc, chodzi po prostu o podbijanie oglądalności, która jednak ma wartość jedynie ze względu na przełożenie na atrakcyjność stacji dla reklamodawców (+ ewentualna oszczędność na badaniach konsumenckich, dzięki wypowiedziom forumowiczów).
    fakt, że aktywność konsumencka w przestrzeni internetu jest łatwiejsza do monitorowania, przez co można prowadzić wnikliwsze analizy marketingowe, nie czyni jeszcze z samej konsumpcji aktu pracy.
    darmowa praca musi chyba jednak polegać na jakiejś „mocniejszej” formie aktywności. fakt że poprzez konsumpcję dostarczamy producentom informacji (która w erze gospodarki informacyjnej ma wartość wymierną) nie czyni z tego jeszcze pracy.
    kupując w sklepie tego a nie innego batonika dostarczam producentowi podobnej informacji, ale podciąganie tego pod „darmową pracę” wydaje mi się nadużyciem.

    a tak w ogóle gratuluję fajnego bloga.
    i pozdrawiam,

  6. To właśnie jest u Terranovy interesujące – wg niej zaniedbujemy jako pracę takie rzeczy jak choćby wpisywanie komentarzy w sieci itp. Cytat:
    „Ciekawą cechą debaty o internecie (i w pewnym sensie dowodem na jego maskulinistyczne skrzywienie) jest fakt, że praca użytkowników przyciągnęła więcej uwagi w wypadku ruchu Open Source niż list mailingowych i stron WWW. Ujawnia to dominację przywiązania do maskulinistycznego rozumienia pracy wykonywanej w ekonomii cyfrowej: pisanie systemu operacyjnego wciąż zasługuje na większą uwagę, niż nieodpłatne prowadzenie pogawędek na czacie”
    Oczywiście można się z tym nie zgadzać, ale dla mnie to dość interesujące, bo tych „niematerialnych” działań jest coraz więcej i chyba niezbędne staje się wyczulenie na coraz bardziej subtelne sprawy. I jeszcze jedno, nawiązując do tego, co pisze szyder i na co Terranova również kładzie nacisk szydząc (:D) z fanów utopijnych wizji sieci: internet nie jest bytem z innej planety, przeciwnie – świetnie wpisuje się w kolejne stadium rozwoju kapitalizmu, więc rzeczy które można tu znaleźć mają długą tradycję, tyle że teraz wszystko jest „bardziej”.

  7. Nie sądzę, żeby większa uwaga w wypadku open source była wynikiem „maskulinistycznego skrzywienia”: początkowo przede wszystkim open source umożliwiało zastosowanie istniejących narzędzi i dostarczało danych. Badania nie dotyczyły bynajmniej tylko „pisania systemu operacyjnego” (wręcz dobrych badań samego Linuksa jest mało), ale pisania kodu w ogóle i nikt w zasadzie nie udawał, że dotyczą czegoś więcej niż tworzenie oprogramowania.

    Nie przekonuje mnie też gospodarka darów jako wytłumaczenie – gdyby użytkownicy mieli jakiekolwiek zobowiązanie wobec darującego (które ten poprzez jakieś normy mógłby wyegzekwować), wówczas „dar” w tym sensie miałby miejsce. szyder ma rację – NBC nic tu nie wnosi. Dopóki nie umożliwi edytowania tych treści i legalnego ich rozpowszechniania – na przykład poprzez wydanie ich na jakiejś licencji, która symuluje powstanie stosunków zbliżonych do gospodarki darów (CC-BY-SA? GPL?). Może stąd też zainteresowanie oprogramowaniem, które wytworzyło instytucjonalne podstawy wymiany niemonetarnej?

    A oczekiwanie pieniędzy w transakcjach to od początku problem w tych badaniach i źródło nieporozumień. Jakoś próbował rozplątać to Ghosh (Cooking-pot markets and balanced value flows), ale nie do końca dał radę.

  8. wpisywanie komentarzy w sieci moim zdaniem dużo trafniej (i subtelniej) można opisać odwołując się do potrzeby aktywności publicznej, ekspresji.
    na pewno można mówić o pracy o charakterze „niematerialnym”, ale tak samo z pewnością istnieją inne formy działaności niematerialnej, których pracą nazywać nie warto. „nieodpłatna gadka na czacie”, jest aktywnością towarzyską – inne motywacje, inne cele.
    ufff…to się napracowałem:)

  9. Z drugiej strony Umair Haque w http://www.bubblegeneration.com/2007/09/research-note-adpocalypse-and-next.cfm argumentuje, ze reklama ktora jest kosztem dla ogladajacego (czyli taka ktorej ogladanie mozna uzanac za prace) – tez niedlugo odejdzie do przeszlosci. I chyba ma racje w tym, ze taki model jest ekonomicznie nieoptymalny, bo nawet jesli uciazliwosc ogladniecia reklamy nie jest duza, a wiec jeden ogladajacy nie wykonuje duzej pracy to jednak trzeba to pomnozyc przez ilosc ogladajacych. I wtedy okaze sie, ze ogladajacy w istocie wykonuja duzo wiecej pracy niz potrzeba.

  10. Jakie mogą być negatywne skutki „darmochy”? Nie wiem na jakiej zasadzie rozliczają się autorzy w NYT… ale czy może to się obrócić przeciwko nam?