Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości

25.09.2007
wtorek

Nieczuły na uroki społecznościowe

25 września 2007, wtorek,

Marta Klimowicz na technoblogu pisze o nazywaniu internetowych rzeczy i zjawisk i mimochodem wraca do kwestii „serwisów społecznościowych” – zwrotu, w stosunku do którego ćwiczę bycie Don Kichotem.

„Wydawało się też, że kwestię serwisów społecznościowych (i nie, nie zgadzam się, że serwis społeczny to doskonalsze określenie: to, co społeczne, nie musi być społecznościowe) też już mamy rozwiązaną.”

pisze Marta, krytykując moją propozycję, by używać terminu „serwis społeczny”. Pewnie, że to co „społeczne” nie musi być „społecznościowe”. Pytanie tylko, co to znaczy „społecznościowe”, i czy serwisy, o których mowa, takie rzeczywiście są?

Pamiętajmy, że mówimy o serwisach zrodzonych w Ameryce, gdzie nazwano je „social networking sites”. Nazwa odwołuje się do sieci społecznych, oraz do networking, nieprzetłumaczalnego na polski zajęcia polegającego na budowaniu sieci kontaktów. Networking staje się zresztą ostatnio modny – temu celowi służą spotkania takie jak Aula czy Yulbiz. Podejrzewam więc, że będzie okazja niedługo spolszczyć te słowo i modlę się, by nie przyjął się zwrot „sieciowanie”.

„Social networking sites” nie mają więc nic wspólnego ze społecznościami – bo powstały w innej internetowej epoce. Społeczności były na ustach wszystkich w latach 90-ych XX wieku, ale w XXI wieku, gdy zaczęły powstawać owe serwisy, społeczności były już „so passe”. Ludzie najwyraźniej w końcu zrozumieli, że tłum internautów z kontami w jednej bazie danych ze społecznością ma mało wspólnego. Dzisiaj mało się mówi o „społecznościach (wirtualnych)” – a termin kojarzy mi się jedynie z marketingiem sieciowym, który często stara się budować jeśli nie prawdziwe społeczności, to przynajmniej poczucie ich istnienia wśród internautów. Tym samym doszło do sporego skrzywienia pojęcia, które swoje korzenie ma w końcu w wizjach dalekich od marketingowych marzeń, zakorzenionych w kalifornijskiej kontrkulturze.

Więc może jednak kwestia tych serwisów jest nierozwiązana? Potrafię zrozumieć stosowanie słowa „społecznościowy” w odwołaniu do zjawisk o silnym elemencie „community”. Chciałem już napisać, że w tym sensie społecznościowa jest Wikipedia – ale to też nieprawda, bo jedynie jej jądro, grupa najbardziej aktywnych administratorów i redaktorów to zapewne społeczność – a reszta to bardziej sieć, lub chmara jakaś.

Dla tych, którym „serwis społeczny” brzmi zbyt ogólnie, mam inną propozycję: „serwis sieci społecznych” – nazwa przydługa, ale skraca się ładnie: SSS.

Jeszcze jedno – nawet ze „społecznościowym” są kłopoty, bo określa się tak nie tylko serwisy typu „social networking”. Poszukałem pierwszego użycia tego słowa na gazeta.pl i znalazłem tekst – dopiero z września 2005 – który stwierdza:

„Serwis społecznościowy Blox.pl – umożliwia bezpłatne pisanie blogów”

???

W kolejnym ze „społecznościowe” uznaje się Flickr i del.icio.us, a Flock jest „społecznościową wyszukiwarką”. I w tym momencie nie wiem już, jak „społecznościowy” należałoby przetłumaczyć na angielski, wychodzi na to, że jest to przymiotnik od rzeczownika „web 2.0”. To już chyba wolę łebdwazerowy.

A tak naprawdę, podczas gdy my dzielimy (brzytwą Ockhama) włos na czworo, wartość Facebooka jest szacowana na miliardy dolarów – i nikogo tak naprawdę nie obchodzi, jak to się nazywa.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 6

Dodaj komentarz »
  1. dla mnie społecznościowy to taki, wokoł którego powstaje społeczność, który daje narzędzie do jej budowania – stąd za społecznościowy uznać mogę również bloxa choćby. passe czy jazzy, społeczności w internecie ciągle powstają – i nie tylko są to społeczności ludzi, którzy wcześniej (poza siecią) się znali. czymś takim jest dla mnie blogosfera, zdecydowanie mniej serwisy społecznościowe, ale określenie „serwis społeczny” jest dla mnie nie do zaakceptowania, już prędzej piszę się na twoje sss.

    a najbardziej mnie zastanawia, czy studenci i studentki, którzy zapisali się w tym roku na moje zajęcia z socjologii internetu będą mieli takie problemy i czy ktokolwiek z nich słyszał(a) o facebooku na przykład. to jest prawdziwe życie jednak.

  2. taka mała uwaga i lekki offtopic: Flock to przeglądarka internetowa (można ją uznać za społecznościową albo społeczną, jak kto woli)

  3. Dwa ostatnie akapity to nieskasowany brudnopis (?)

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Pytanie zupełnie serio: czym różni się „sieć społeczna” od „społeczności”? Czy celem „social networking” jest tworzenie „social networks”? Bo w sumie jest jeszcze „community building”, z którego wychodzą pewnie „communities”?

  6. trzeba zwrócić się z zapytaniem do prof. Miodka, niech rozsądzi co i jak 😉

  7. @ przemek: regularnie nazywam przeglądarki wyszukiwarkami!

    @m: rzeczywiście, pardon

    @clee: myślę, że nie zwrócą uwagi, tylko będą mówić „społecznościowy”. Wiem, że ta moja krucjatka wygląda jak głupie czepianie się, ale sprawa jest poważniejsza. Jeśli założymy, że język ma znaczenie – kto decyduje o tym, jakiego języka używamy, a więc jak myślimy o sieci. Jak dla mnie może ten język ustalać kto chce, tylko niech to robi z namysłem – a chyba tak nie było w przypadku „społecznościowego”, który – będę się upierał – jest zbitką wykutą w jakimś dziale pr jednego z polskich start-upów? (A może było inaczej?).

    To trochę jak z ostatnimi badaniami blogosfery, istotnymi, bo właściwie jedynymi tego rodzaju – a więc wyznaczającymi nasze myślenie o blogach. I co z tego wyszło? Jedyne wyniki jakie można znaleźć, łączą ze sobą trochę danych o przyziemnych nawykach blogowania (które z perspektywy kulturowej / społecznej nic nie wnoszą) z cennymi danymi marketingowymi. Wolabym, żeby ważne kulturowo zjawiska naświetlać i rozgłaśniać inaczej.