Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości

1.10.2007
poniedziałek

Na Śląsku rusza Społeczna Pracownia Dygitalizacji

1 października 2007, poniedziałek,

Agnieszka Koszowska i Remigiusz Lis na blogu Biblioteka 2.0 piszą o stworzeniu w Bibliotece Śląskiej Społecznej Pracowni Dygitalizacji. Pracownia, wyposażona w sprzęt do skanowania książek, ma stanowić zaplecze dla instytucji z regionu, współtworzących Śląską Bibliotekę Cyfrową.

Co najważniejsze, pracownia będzie otwarta dla szerokiej publiczności, a w jej ramach będzie odbywać się edukacja „dygitalizacyjna”:

„Społeczny aspekt działania SPD oznacza zatem poszerzenie kręgu twórców zasobu ŚBC poprzez zaangażowanie i aktywizację środowisk, które ze względu na ograniczenia organizacyjno-techniczne i kompetencyjne nie mogły wcześniej, mimo wyrażanych intencji, brać czynnego udziału w tym dziele. W ramach SPD możliwe będzie także pozyskiwanie i publikowanie w ŚBC zasobów cyfrowych utworzonych na podstawie dokumentów z kolekcji osób prywatnych i instytucji, które nie posiadają odpowiednich możliwości technicznych”.

Dlaczego o tym piszę: Interesuje mnie idea rozproszonego, oddolnego ruchu dygitalizacyjnego – okazuje się, że jednostki („amatorzy”) mogą to robić równie dobrze jak instytucje. Co ciekawsze, jednostki mogą też konkurować z instytucjami jako źródła materiałów archiwalnych do dygitalizacji – archiwa domowe często uzupełniają braki w archiwach instytucjonalnych. Myślę, że ta „indywidualizacja archiwizacji” wpisuje się w proces indywidualizacji historii jako dyscypliny naukowej, widoczny np. w rosnącej popularności historii oralnej – która z założenia jest historią indywidualną lub wręcz prywatną.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 27

Dodaj komentarz »
  1. Wystąpienia autorów tego wpisu będzie można niedługo posłuchać w Warszawie podczas konferencji Edukacja Warszawska 2.0, którą organizujemy 16 października w PKiN. Szerzej o programie napiszemy wkrótce, ale wszystkich zainteresowanych szeroko rozumianą edukacją zapraszamy już dziś.

  2. Nie chcę wsadzać kija w mrowisko, ale wystraczy porównać prywatne serwery ebookowe i z dokumentacją – jak choćby rodzący się teraz (a opisany tutaj: http://www.blog.pucek.biz/?p=15) DocStock, by bez problemu dojśc do wniosku, że akcje digitalizacyjne prowadzone oddolnie, bez nadzoru instytucjonalnego, są o wiele skuteczniejsze i mają o wiele większy zasięg, niż choćby szumnie po 50 razy otwierana PBI czy Wolne lektury, które w tak w sumie jedyne co wnoszą, to prawną legalizację dawno istniejącego zjawiska. Mogę ewentualnie zmienić zdanie, jesli ktoś, instytucjonalnie ywkona taką robotę, jaką robiła grupa Scan-Dal, zanim im pozamykali serwery… 🙂
    Jedyne pozytywne instytucjonalne wyjątki, jakie na razie widać, to nadal guttenberg.org i google books (mimo dośc głupich ograniczeń)

  3. Wszystko pięknie, ale „dygitalizacja” brzmi okropnie. Zdecydowanie wolałbym lekko zangielszczałą „digitalizację”

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Czekamy zatem na info o warszawskiej konferencji:) Pozdrawiam:)

  6. to bardzo ciekawa inicjatywa, i być może odpowiedź na niemieckie roszczenia dotyczące np biblioteki berlińskiej. „Berlinkę” zdigitalizować i udostępnić w internecie, dla wszystkich – wtedy skończą się roszczenia :-))

  7. Wszytko pięknie, ale jak rozwiązali problem praw autorskich? Pomyśleli o tym w ogóle?

  8. Tak, pomyśleli. Wszyscy, którzy dygitalizują o tym myślą. A dlaczego mieliby nie myśleć? Ogólnie rzecz biorąc, większość tekstów skanowanych obecnie w Polsce pochodzi z domeny publicznej.

  9. Alku, powinieneś wiedzieć że w polskim prawodawstwie takie zwierze jak „domena publiczna” nie istnieje 🙂

  10. To nie zmienia faktu, ze mozna o domenie publicznej mowić. Jest to wygodny termin, duzo przydatniejszy niz ‚zasób utworów do których wygasły już prawa autorskie’. Poza tym z tą domeną publiczną sprawa nie jest taka prosta – na szczeście wystartował własnie trzyletni projekt europejski służacy wyjaśnieniu tych kwestii (COMMUNIA), w którym CC Polska uczestniczy.

  11. powinieneś również wiedzieć, że prawa autorskie nie wygasają 🙂 Koordynator CC Polska pisze takie rzeczy… Wstyd.

  12. 😉 ;)niech się wstydzi ten kto widzi 😉 będę wdzięczny, jeśli skorygujesz tę moją 😉 🙂 😉 karygodną pomyłkę 😉 i zaproponujesz rozwiązanie w pełni poprawne 😉 i Tobie odpowiadające 😉

    a tak na serio, chyba jednak wygasają – czy mógłbyś mi przybliżyć swój, wyraźnie inny, punkt widzenia?

  13. O rany, Ty naprawdę nie wiesz czym się zajmujesz… Poczytaj to: http://isip.sejm.gov.pl/servlet/Search?todo=open&id=WDU19940240083. Znajdziesz tu wyraźnie inny od Twojego (ale niestety bardziej wiążący) punkt widzenia.

    Jak już będziesz czytał, to zwróć uwagę na dwoistość materii, której również nie jesteś chyba świadom używając swobodnie terminu „prawa autorskie” na określenie całości praw twórcy do jego dzieła.

    „Prawa autorskie” są niezbywale i wygasają dopiero ze śmiercią twórcy. „Autorskimi prawami majątkowymi” sprawa jest ciekawsza, bo mogą się dziedziczyć, przechodzić na rozmaite instytucje, być przedmiotem odsprzedaży. Czy naprawdę sądzisz, że SPD jest w posiadaniu systemu, który pozwala na śledzenie tych zależności?

    Wstyd Alku…, wstyd Jakie trzeba mieć kwalifikacje, żeby zostać koordynatorem CC Polska? Dwie ręce i dwie nogi?

  14. Ha! Mamy go! Spadkobiercy Michela Davida de La Bizardiere dzięki odkryciu nowego znaczenia terminu „prawa autorskie” doprowadzają do upadku Śląską Bibliotekę Cyfrową, która padła ofiarą układu, na którego czele stał znany hochsztapler Tarkowski Alek, któremu za karę obcięto obie lewe ręce.

  15. @burlap:
    Ty też poczytaj.

  16. W każdym razie widzę, że poruszony przeze mnie problem jest już spuszczany poprzez (jakże popularną) technikę o pięknej łacińskiej nazwie Reductio ad absurdum. Dajcie spokój, naukowcom tak nie przystoi!

  17. Nie wiem, ile rąk i nóg potrzeba, żeby czytać ze zrozumieniem (art. 2 ust. 2? art. 36?), ale można także posłużyć się dedukcją: na pierwszy rzut oka widać, co w polskich bibliotekach cyfrowych się znajduje (a śląska nie jest ani pierwsza, ani jedyna): z jednej strony są utwory w stylu „Wędrówki w okolicach Sulistrowiczek” (których autor Johann von Langweilig zmarł w roku 1928), z drugiej w stylu „Używanie emotikonów w polskiej blogosferze” autorstwa Marka A. Gistra. Pierwsza grupa to utwory, do których, jakkolwiek byś satorianie nie protestował, prawa majątkowe wygasły, wyparowały, zdechły, odpadły. Druga to utwory, do których prawa ma uniwersytet, w którym dana biblioteka się znajduje. Ogólnie więc o zgodę twórców się nie występuje (chociaż projekt przewiduje taką możliwość) , a gdyby tak było, miałbyś rację, że byłoby to dość skomplikowane.

  18. Rąk i nóg nie potrzeba, ale trzeba mininum dociekliwości w pojmowaniu pojęć, aby zauważyć że ustawodawca w art2 ust, 2 mówi nie o „osobistych prawach autorskich” które są niezbywalne (ustają dopiero ze śmiercią twórcy), ale o „autorskich prawach majątkowych” z którymi sprawa wygląda nawet gorzej, co sam zauwazyłeś. Z wypowiedzi Alka wynikało wprost, że nie był świadomy istnienia tego dualizmu, co mnie zaskoczyło gdyż jest przecież osobą, która chcie się uważać za eksperta w tej dziedzinie. Ale do rzeczy. Piszesz o dwóch grupach publikacji:

    „Pierwsza grupa to utwory, do których, jakkolwiek byś satorianie nie protestował, prawa majątkowe wygasły, wyparowały, zdechły, odpadły”

    Odpowiedź jest prosta. Nie, jeśli żyją spadkobiercy, bądz istnieją instytucje na które prawa te zostały przeniesione. Z praktyki mogę Ci powiedzieć, że jest tak w przypadku ponad 80% pozornie zapomnianych i bezpańskich publikacji.

    „Druga to utwory, do których prawa ma uniwersytet, w którym dana biblioteka się znajduje”

    Na mocy czego? Od kiedy to biblioteki uniwersyteckie posiadają prawa majątkowe do dzieł w nich zawartych. Nawet wydawnictwa uniwersyteckie dopiero od paru lat zawierają umowy na mocy których wolno im jest redystrybułować utwory twórców w postaci elektronicznej bez pytania ich o zgodę.

    Poza tym „dzieło” To sprawa bardzo złożona. Co z prawami do poszczególnych jego elementów? Co z prawami do zdjęć i ilustracji na przykład? Kwestia udostępniania publikacji w postaci elektronicznej nie ma w Polsce stosownego umocowania prawnego i tyle… Każdy kto decyduje się na inicjatywy takie jak SPD musi liczyć się z tym, że pewnego dnia… zostanie pozwany i przegra. Dlatego zapytałem Alka o to jak ten problem został rozwiązany. Niestety nie zrozumiał mojego pytania (znowu).

  19. @satorian
    Nie będę z Tobą dyskutował, bo w złej wierze oskarżasz mnie o coś, co jest nieprawdę i psujesz moje złe imię. Pamiętam też ostatnią próbę dyskutowania z Tobą i nie mam zamiaru jej powtarzać.

    Jeśli nie przestaniesz pisać kłamliwych komentarzy, to zacznę je kasować.

    A jeśli naprawdę chcesz dyskutować o ew. problemie związanym z osobistymi prawami autorskimi, na jaki mogą natrafić osoby publikujące w sieci utwory z domeny publicznej (oraz innych ciekawych tematach, ktore poruszasz), to rób to w innym stylu, bo obecnie wychodzisz jedynie na frustrata i furiata.

    Radzę Ci też uważać, bo przyjmując pozycję moralnej wyższości – jak to czynisz – ośmieszasz siebie z chwilą gdy sam piszesz bzdury. a właśnie to uczyniłeś, w następującym stwierdzeniu:

    „o ‚osobistych prawach autorskich’ które są niezbywalne (ustają dopiero ze śmiercią twórcy)”

    Żeby zacytować Ciebie samego:

    „O rany, Ty naprawdę nie wiesz czym się zajmujesz? Poczytaj to: http://isip.sejm.gov.pl/servlet/Search?todo=open&id=WDU19940240083. Znajdziesz tu wyraźnie inny od Twojego (ale niestety bardziej wiążący) punkt widzenia”.

  20. @satorian
    Jeszcze jedno. Piszesz, że o utworach osieroconych wiesz „z praktyki”.
    W takim razie należysz do naprawdę małego grona osób, które w Polsce coś wiedzą o prawie autorskim, jego wpływie na kulturę, itp. Jest dla mnie przykre, że zamiast pomysleć o produktywnej współpracy lub dyskusji to ograniczasz się do czepiania, pod osłoną nicka. nie mógłbyś raczej założyć, że jednak wiem o czym piszę, że bibliotekarze wiedzą, co robią, że problem praw osobistych jest wszystkim znany, tylko że ten blog nie służy pisaniu prawniczych elaboratów, więc pojawiają się skróty myślowe… itp. jednym słowem, czy naprawdę nie potrafisz działać w dobrej wierze?

  21. Alku, dlaczego właściwie zarzucasz mi kłamstwo? Ja po prostu uwielbiam prowokować. A Kasować moich komentarzy też nie radzę, bo dopiero to mogłoby zepsuć Ci reputacje. Ale może masz rację- byłem dla Ciebie zbyt ostry. Od tej pory będę mniej złośliwy- słowo!

    Grono osób zajmujących się prawami autoskimi nie jest takie małe. Po prostu akurat mam styczność z branżą uniwersytecko- wydawniczą i wiem jakie probemy potrafi stworzyć wznowienie/dodruk czegokolwiek jeśli nie ma się podpisanych stosownych umów, a nie można gonić za prawami majątkowymi po całym świecie. Niestety tak to już jest, że jeśli ktoś decyduje się na takie rzeczy, to robi to niejako „na pałę”, a tego rodzaju ryzyka instytucje (zwłaszcza publiczne) starają się unikać.
    Stąd zainteresuje mnie jaki d%$#chron zastosowano w tym przypadku 🙂

  22. Satorian, tak się składa, że własnie pracuję nad projektem dotyczącym wznawiania w sposób otwarty utworów – i robimy wszystko co możemy, by nie działać „na pałę”. Gdybyś przypadkiem chciał kiedyś na te tematy porozmawiać – niedługo będzie okazja, szczegóły wkrótce, wybacz mglistość.

    Co do prowokowania, nie mam (niestety?) serca do flame’ów itp. Ale słyszałem, że blog Wojtka Orlińskiego to smaczny kąsek pod tym względem.

  23. Właśnie obejrzałem sobie SPD i wygląda fajnie. Jest tylko jeden poważny zgrzyt- format djcv. Dlaczego u licha nie pdf?

    @alek
    Bardzo chętnie, czekam na szczegóły. Moje wysiłki zmierzające do „otwartej” publikacji treści w ramach działalności pewnego dużego wydawnictwa (jak spojrzysz na mój adres email, to domyślisz się jakiego) na razie odbijają się od „prawnej” ściany. Może Ty i „Twoi” 🙂 moglibyście pomóc

  24. Witam
    Potwierdzam stwierdzenie Alka – bibliotekarze cyfrowi przestrzegają prawa autorskiego i biorą je pod uwagę tworząc zasoby 😉
    Zatem żadnych sensacji niestety.

    Nie posiadamy (my, inne biblioteki cyfrowe ani też inne instytucje, które digitalizują nie publikując w sieci) żadnego cudownego sytemu ich śledzenia. Robota to żmudna – publikuje się to do czego majątkowe prawa autorskie wygasły – niezależnie, czy sam twórca utworu żyje, czy też są (mogą być) one eksploatowane przez spadkobierców lub podmioty, na które zostały one przeniesione. W sytuacjach, gdy od śmierci twórcy lub najdłużej żyjącego współtwórcy upłynęło mniej niż 70 lat (w przypadku gazet od ich pierwszego wydania), a nie ma łatwego sposobu
    stwierdzenia, czy i kto jest ewentualnym spadkobiercą lub też pozyskanie ich zgody byłoby trudne – dzieło nie jest digitalizowane i publikowane w BC.
    Ponieważ BC udostępniają zasób nieodpłatnie i powszechnie – nie wypłacają wynagrodzenia z tytułu praw – i jeśli autor lub podmiot dziedziczący sobie go życzy – publikacji nie ma (nie znam przypadków wypłaty takiego wynagrodzenia).

    Natomiast bibliotekarze dysponują o wiele większą wiedzą i źródłami (bibliografie, monografie, katalogi bibliotek notujące daty urodzin i śmierci) pozwalającymi określić, kiedy upływa owe magiczne 70 lat. Obserwując pracę zespołów tworzących BC widzę że niektórzy z nich zaczynają się nawet w tym specjalizować. Nawet zyskali wewnętrzną ksywkę – Terminatorzy 😉 .

    Bywa tak, że jakiś jeden z współtwórców utworu żył b. długo (np. tłumacz) – to oczywiście „mrozi” digitalizację. Jeśli nie jesteśmy pewni, bo dzieło jest „osierocone”- tak samo.

    Jeśli autor żyje – musi wyrazić pisemną zgodę na publikację w BC, na określonych przez nią warunkach. Jeśli się nie zgadza – nie ma publikacji.

    Osobiste prawa autorskie określa art 16. Są one „wieczyste”, lecz niezbywalne – więc nawet sam autor nie może ich przenieść na inny podmiot.

    W celu przybliżenia kwestii prawa autorskich w aspekcie bibliotekarstwa cyfrowego – proponuję lekturę artykułu pani Sybilli Stanisławskiej-Kloc dostępnego tutaj: http://ebib.oss.wroc.pl/2005/70/stanislawska-kloc.php
    Pkt. 4.5.A. dotyczy właśnie osobistych praw autorskich i ich interpretacji w przypadku BC.

    Publikowanie dzieł współczesnych jest oczywiście bardziej skomplikowane ale możliwe – jednakże już nie będę tu o tym pisał, bo przekracza to ramy blogowego komentarza.

    Format DJVU nazwany tak ponieważ w zamierzeniu miał być re-PDFem ma tę nad nim przewagę, że daje dużo mniejsze objętości plików, można go zapisać jako „rozbity” na powiązane pliki odpowiadające poszczególnym skanom, co umożliwia serwowanie go strona po stronie, ma szereg trybów kompresji (text, photo, map, manuscript) i sympatyczny gadżet w postaci elektronicznej lupy powiększającej (działa z przyciśniętym Shiftem lub Ctrl.) I kupę innych możliwości. Więcej: http://www.djvu.pl/djvu_tech.php
    – pomijając wstawki reklamowe – specyfikacja rzetelna.

  25. No cóż. Mogę tylko napisać, że od strony Wydawcy (a więc osoby, która niejako „z urzędu” zobowiązana jest do utrzymywania kontakrów z autorem, bądź jego spadkobiercami sprawa nie wygląda tak prosto.

    A co do formatu. WSZYSTKIE wymienione cechy ma również format pdf.

    Poza tym ma dwa atuty, które dyskwalifikują DJVU jako konkurenta
    1. Użyteczność (modne ostatnio słówko „usability”). Z badań wynika, że istnieje wysoki dodatni związek między ilością kroków dzielącą internaute od zamierzonego celu, a tzw. „współczynnikiem porzucalności koszyka”. Idę o zakład, że SBC traci więcej niż 60% potencjalnych czytelników w momencie gdy odsyła użytkownika na zewnętrzną stronę, skąd może pobrać i zainstalować magiczną wtyczkę

    2. Wyszukiwarki. Google indeksuje treść zawartą w plikach pdf. Chyba nie muszę mówić co to oznacza i co SBC traci zamykając się w obrębie własnej domeny.

  26. ad wstęp: zgadzam się – sprawa nie jest prosta ;-). Co nie czyni jej niewykonalną. Oczywiście chętnie wysłuchamy o potencjalnych trudnościach i pułapkach – szczególnie tych, których nie znamy. Publikując w BC nie mamy zamiary robić nikomu krzywdy – współczesny autor poznaje warunki na jakich udostępniamy zasób i jeśli nie chce – nie musi korzystać z BC. Do globalnego obiegu dostają się ci, którzy tego sami chcą i wtedy ich myśli otrzymują sieciowy „power”. To oni decydują – czy skonsumować doraźny zysk i np. papierowe ustalenie, czy lepiej (w dłuższym okresie) by ich dzieło otrzymało globalną dystrybucję.

    Szanujemy autorów, którzy nie przystają na te warunki, w końcu ludzie żyją ze sprzedaży treści albo wydawnicze ustalenie (papierowe) treści jest im potrzebne np. do dorobku naukowego.
    Nie zmienia to faktu, że do niedawna autorzy musieli korzystać z wydawnictw, bo nie było innych sposobów dostania się do obiegu. Istnienie BC, prócz swojej technicznej roli bibliotecznej – ujawnia piękną rzecz – ogromne bogactwo motywacji ludzi tworzących treści i to że nie jest konieczne „urynkowienie treści” by chcieli tworzyć i udostępniać dzieła.

    Natomiast standardową sytuacją jest ogromne zaskoczenie twórcy, który chce nam przekazać swoje dzieło do publikacji. Dowiaduje się wtedy od nas jakie prawa mu przysługują i że musi wyrazić pisemną zgodę zawierającą dokładne określenie co będziemy z dziełem robić, gdzie publikować i na jakich warunkach.
    Tu jest ogromny potencjał społeczny w tworzeniu treści, mamy przeczucie istnienia społecznego „długiego ogona” twórców, którzy nie mogą zyskać uwagi wydawców – więc nie istnieją.

    Ale rzeczy świeże to jeden z obszarów działań BC. Potencjał, który prawdopodobnie tkwi poza instytucjami, a dotyczy innych obszarów „działalności bibliotecznej” próbowałem pokazać tutaj – http://blog.biblioteka20.pl/?p=18 – są tam fragmenty listów, które do nas przychodzą.
    A tu wczorajszy:
    „Dysponuje paroma ciekawymi regionaliami GŚ proszę o informację techniczną wg jakich parametrów dokonać skanów na potrzeby projektu ŚBC; proszę o kontakt..”

    Ludzie motywacje, treści, chęć pomocy i współpracy leżą na ulicy. Sądzę że wygra ten kto pierwszy się nimi zajmie.
    Nie mamy zamiaru więc tworzyć kompletnie niekontrolowanego sieciowego zbioru treści, który narusza prawne przepisy – nam idzie o zmianę modelu instytucji kultury, jaką jest biblioteka.

    ad 1. Niestety nie wszystkie. Ale decydująca jest sprawa „wagi” pliku i sposobu jego podawania przez serwer. Publikujemy wiele rzeczy których w PDF nie dałoby się pokazać w sposób sieciowy – ze względu na rozmiar. Usability to rzecz zmienna – i dla DjvU rosnąca.

    ad 2. Ta sprawa to pkt. do wykonania prze programistów – temat im zgłosiliśmy jakiś czas temu i wiem że się tym zajmują.

  27. Do satoriana – by ostatecznie wyjaśnić kwestię – dlaczego DjVu:
    http://www.djvu.pl/pdfanddjvu/DjVu_czy_pdf.php

  28. Hmmm… Artykuł na stronie procucenta….:)

    Zresztą, WSZYSTKIE wymienione w nim funkcjonalności posiada również format pdf. Podtrzymuje moją opinię. SBC dała się „wrobić” w egzotyczny format, który zapewne w przyszłości okaże się być strasznym „garbem”

    BTW, jakie opcje proponowały inne firmy ubiegające się o to zamówienie? Bo był chyba jakiś przetarg, prawda?