Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości

22.10.2007
poniedziałek

„Edukacja warszawska 2.0” – notatki, cz. III

22 października 2007, poniedziałek,

Oto trzecia część notatek z konferencji „Edukacja warszawska 2.0” (część I, część II) – obejmująca szereg luźnych zapisków z pierwszego bloku prezentacji projektów edukacyjnych. Poniżej jedynie pojedyncze myśli, które wyłapałem z prezentacji – szczegóły w nagraniach, które już niedługo tu udostępnimy.

Remigiusz Lis, „Śląska Biblioteka Cyfrowa”

  • Idea biblioteki 2.0 – „bibliotekarze stają się hakerami kultury” (Tu dodam, że w trakcie konferencji pojawił się spór co do znaczenia słowa haker – dla wielu osób ze świata wolnej kultury oznacza on osobę twórczo wykorzystującą komputer – dla wielu osób mniej zaznajomionych z tematyką oznacza on jednak sieciowego wandala. Rodzi się pytanie – czy w takim razie mówić o hakerach, ryzykując automatyczną negatywną reakcję? Myślę, że tak, mówić – ale powtarzając do znudzenia sposób rozumienia terminu).
  • Żyjemy w czasach, w których biblioteki muszą udowodnić, że są potrzebne.

Marcin Wilkowski, „Nowe media i nauczanie historii”

  • Nowe podejście do nauczania historii zakłada, że uczeń nie jest biernym odbiorcą wiedzy, a najważniejszym elementem procesu edukacyjnego nie jest kontakt z danymi historycznymi, tylko osobiste doświadczenie przeszłości. Jerzy Maternicki pisze o tworzeniu własnej wizji przeszłości.
  • Edukacyjna rola rekonstrukcji historycznych – udział w rekonstrukcji jako proces samowiedzy, rekonstruktorzy jako edukatorzy.
    Coraz częściej zdarza się, że uczeń ma bardziej dogłębną wiedzę historyczną niż nauczyciel.

Jarosław Spychała, „Projekt Lego-Logos”

  • Wiele projektów wykorzystuje osiągnięcia nowoczesności do porządkowania szeroko rozumianego procesu czytania – „Lego-Logos” wykorzystuje czytanie do porządkowania nowoczesności.
  • Podstawą projektu jest założenie, że nauka wymaga współistnienia trzech czynności: czytania, myślenia i mówienia.
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 15

Dodaj komentarz »
  1. żałuję, ze nie mogłem uczestniczyć w konferencji.
    Kiedy czytam notatki i słucham relacji Grzesia Stunży (obecnego na konferencji) pojawia się jednak pewien niedosyt. Brakuje mi w Waszym pomyśle na zajmowanie sie edukacją medialną teoretycznej perspektywy, czegoś, co próbowałoby choćby w sposób elementarny porządkować różnowątkowość analiz. Sam opis projektu, czy też generalna „relacyjność” prezentacji (od zdania relacji z obserwacji „czegoś” lub uczestniczenia w „czymś”), vide: projekt wolne podręczniki, wikimedia, moodle, to trochę za mało, żeby sygnować wydarzenie (skądinąd potrzebne i ciekawe) szyldem edukacja medialna (z akcentem na edukacja).
    Próba budowania teoretycznej bazy pomysłu na pracach Jenkinsa to trochę mało (na marginesie warto zajrzeć do teksów J.P Gee, pedagoga, cytowanego namiętnie przez Jenkinsa). Warto byłoby sięgnąć (lub poznać) kategorie opisu „edukacyjnej przestrzeni mediów”, kategorie, które w pedagogice pojawiły się już kilkadzięsiąt lat temu (pedagogika krytyczna, alternatywna, radykalna, antypedagogika – Giroux, McLaren, Illich, von Schoenebeck), czy też poczytać polskich pedagogów – koniecznie: Szkudlarek i jego „Media…” (doskonale opisana kategoria zapośredniczenia)
    Nie chcę w ten sposób powiedzieć, że „niepedagogiczna” perspektywa rozmowy o edukacji medialnej nie jest potrzebna. Wręcz przeciwnie. Trzeba jednak pamiętać o tym, żeby nie pozostać w połowie drogi-między „praktycznymi” implementacjami a teoretyczną (pedagogiczną?) dyskusją.

  2. To zadanie spełnił właśnie Grzesiek, który wspominał m.in. o Illichu. Jednak z premedytacją chcieliśmy się skupić na konkretnych projektach żeby pokazać, że zmiana systemu edukacyjnego to nie tylko abstrakcyjne zapewne dla części nauczycieli idee, tylko coś co dzieje się oddolnie, na naszych oczach, z użyciem dostępnych wszystkim środków. Ale oczywiście masz rację, że tworzenie teoretycznej podstawy takich projektów nie może obyć się bez samych pedagogów.

  3. @Damian

    Masz pełną rację – namysł teoretyczny, oraz większe zaangażowanie pedagogów jest niezbędne. Jednocześnie ta akurat konferencja miała inne zadanie – dotyczyła prezentacji konkretnych projektów.

    Myślę, że potrzeba w Polsce nie kilku konferencji, ale długofalowego projektu stworzenia edukacji medialnej (chyba, że mylę się myśląc, że projekt taki jeszcze nie istnieje?), który 1) będzie interdyscyplinarny 2) połączy teorię (która – jak zauważasz, jest częściowo już wypracowana, a częściowo pozostaje do wypracowania) z praktyką (która to z kolei potrzebuje solidnego „kopa”). Pytanie oczywiście, kto się tego podejmie?

    Z drugiej strony gdybym musiał wybierać między inwestowaniem środków w teorię bądź w praktykę, wybrałbym to drugie – wydaje mi się, że często w Polsce środowiska akademickie zajmują się produkowaniem różnych teorii i analiz, namysłem nad rzeczywistością – a rzeczywistość robi swoje i nijak nie przystaje do czytanych przez nas, często zagranicznych tekstów.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Oczywiście edukacja/pedagogika medialna w Polsce to nie jest teren całkiem dziewiczy, ale pojawia się problem, jak ją rozumieć – czy jako część szerszego projektu otwarcia szkoły na wymagania współczesności, czy jako naukę narzędzi do e-learningu. Mam obawy, że w środowisku pedagogów silnie reprezentowana jest druga perspektywa. Ale wracając do tematu: chodziło nam o wskazanie konkretnych projektów, bo chyba od tego trzeba zacząć. Na jakąś wielką reformę strukturalną raczej się nie zanosi, a poza tym – co pokazały też rozmowy z nauczycielami podczas konferencji – w wytycznych dla szkół jest wiele całkiem progresywnych zapisów, tylko że mało kto się nimi przejmuje.

  6. @Mirek

    Wydaje mi się, że udało mi się jedynie zasygnalizować możliwość odwołania do koncepcji, które z dzisiejszej perspektywy są dość stare i nie do końca przystające do współczesnych narzędzi, co nie znaczy, że nieaktualne- chodzi mi m.in. o wspomnienie o Illichu. Sądzę, że Damianowi chodzi po prostu o coś więcej. Wyjście poza relacjonowanie prac oddolnych projektów i tego jak robi się edukację medialną w innych krajach i pokuszenie się o próbę zebrania refleksji w spójną teoretyczną podstawę, która byłaby punktem wyjścia zarówno do praktyki, jak i dalszej krytyki samej koncepcji. Oczywiście nie musiałoby to oznaczać ignorowania nowości, które jak grzyby po deszczu pojawiają się w przestrzeni internetu.

    Ważne jest również, jeśli dobrze rozumiem Damiana, zwrócenie się ku pedagogice, jako nauce, która już od dawna zajmuje się tworzeniem edukacyjnych koncepcji wyprowadzanych z różnych politycznych wizji i odwołujących się do psychologicznych i socjologicznych osiągnięć, a od jakiegoś już czasu będącej w pewnym sensie specyficznym obszarem kulturoznawstwa. Edukacja medialna powinna być interdyscyplinarna, ale nie może dobrze działać bez pedagogów i oparcia na pedagogicznej tradycji myślowej. Bo zrezygnowanie z pedagogicznych odwołań byłoby podobne do rezygnacji z historii w kształceniu np. dyplomatów.

    Nie oznacza to jednak, że domagamy się, by włączyć nas w obszar myślenia o współczesnej edukacji medialnej tak po prostu, tylko dlatego, że jesteśmy pedagogami. Nie da się ukryć, że spora część pedagogów kisi się we własnym sosie, debatując nad wspaniałymi możliwościami list dyskusyjnych i edukacyjnych serwerów i z góry skreślając gry telewizyjne, jednocześnie zalecając dozowanie dzieciom oglądania telewizji i dostępu do komputera.

    A nauczyciele, bez odwoływania i refleksji nad „abstrakcyjnymi ideami” jak to nazywasz, a które wcale nie są tak abstrakcyjne, bo budowane zawsze w nawiązaniu do konkretnej rzeczywistości edukacyjnej, nie mogą, moim zdaniem, krytycznie spojrzeć na oddolnie powstające inicjatywy.

  7. @Alek

    Pracę polegającą na wypracowywaniu koncepcji możemy podjąć się w dość szerokim gronie. Zresztą to już się w pewnym sensie dzieje, bo opracowywanie teorii nie musi oznaczać wypracowania konkretnego dokumentu, a podstawę do tworzenia wizji stanowią m.in. inicjatywy takie jak zorganizowana przez Was konferencja, pobudzająca do myślenia o pewnych obszarach rzeczywistości, zachęcająca do tworzenia strategii. Być może potrzeba nam strategii bardzo złożonej i do tego elastycznej, dostosowanej do płynnej rzeczywistości hipermedialnej. Na pewno nie wymyślimy jej w tydzień ani miesiąc.

    Nie zgodzę się jednak z alternatywą jaką stawiasz- „gdybym musiał wybierać…”. Wcale nie musimy wybierać. Możemy jednocześnie zachwycać się nowymi, oddolnymi projektami i starać się budować teorię, a nawet samodzielnie próbować działać praktycznie, starając się sprawdzić teorię w praktyce. Bo sam zachwyt nam nie wystarczy i piszę to, będąc optymistycznym (czasem za bardzo) entuzjastą nieformalnych sieci kształcenia, oddolnych środowisk edukacyjnych tworzonych adhokratycznie, bo idealistycznie jestem antypedagogiem. Ale jednocześnie wiem, że improwizowana edukacja ad hoc może być edukacją byle jaką, dlatego nawet edukacji nieformalnej potrzeba przygotowanych animatorów.

    @Mirek

    Edukację medialną możemy rozumieć na dwa sposoby (a nie wyczerpuje to jeszcze uniwersum). Wzajemnie się chyba nie gryzą. Osobiście chciałbym by był to projekt zmiany szkoły i dopasowania jej do współczesnych wyzwań i możliwości, z drugiej, co wypływałoby z samej zmiany, szkoła musi skupić się również na żmudnym uczeniu obsługi konkretnych narzędzi.

    Nie wiem czy macie podobne wrażenie, ale z boku chyba nasza dyskusja przypomina spór, a mnie się bardzo podoba, że, na co liczę, w obszarze naszych wspólnych zainteresowań edukacją medialną, z wymiany poglądów z różnych środowisk może coś się wreszcie narodzi (jak zawsze naiwnie optymistyczny). Chociaż czasami może zaiskrzyć 😉

  8. Mirek, pedagogika medialna w Polsce to bardzo mocna ugruntowana instytucjonalnie przestrzeń naukowego dociekania w naukach społecznych. Mówię o instytucjonalnym osadzeniu, bo faktycznie jest tak (akcentujesz to Ty i Grzegorz), że poza tradycją sprowadzającą się do istnienia katedr i zakładów w uniwersytetach, polska szkoła pedagogiki mediów pozostaje w objęciach pewnego sposobu myślenia określanego jako technologia kształcenia. Ma to niestety swój wyraz z publikacyjnym dorobku tej dyscypliny (PWN decyduje się w 2007 roku na wydanie „Pedagogiki medialnej”, która to pozycja nawiązuje-piszę to z przykrością-do złych (najgorszych?) tradycji w polskiej pedagogice.
    Napisałem o głównym nurcie. Teraz o obrzeżach (niestety).
    Problem polega na tym, że w Polsce wyraźnie ścierają się dwie perspektywy myślenia o edukacji medialnej (optyka pedagoga medialnego). Pierwszą krótko scharakteryzowałem. Druga reprezentowana jest przez grupę pedagogów, pozostających na uboczu, wyraźnie nie korespondujących ze stylem „tradycyjnej” pedagogiki mediów. Nazwiska już tutaj padały (m.in. Melosik, Szkudlarek). To oni bowiem nawiązywali do tekstów, które „otwierały” przestrzeń medioznawczego myślenia w pedagogice na początku lat 90-tych (Gregory Ulmer, David Trend)
    I tutaj wracamy do źródła problemu. Bez teoretycznego zaplecza sens organizowania konferencji dla nauczycieli jest wątpliwy (wątek „przydatności” wiedzy teoretycznej w kształceniu nauczycieli był wielokrotnie dyskutowany w literaturze pedeutologicznej-wymowna jest tutaj, bardzo mocno eksploatowana publikacyjnie, kategoria „transformatywnego intelektualisty”, opisana po raz pierwszy przez H.Giroux, w Polsce: Rutkowiak, Kwiatkowska).
    Wątpliwości związane z pytaniem (pytaniami?) o wartość teoretycznego namysłu w procesie „edukowania” medialnego to również cześć mojej autobiografii naukowej i dydaktycznej. Kilkuletnie doświadczenie w kształceniu różnej maści nauczycieli pozwala na próbę uogólnienia i generalizacji: im mniej instrumentalnych, algorytmicznych i instruktażowych strategii dydaktycznych, tym lepszy efekt długofalowy…

  9. Nasuwa mi się jedna praktyczna uwaga, rzecz do zrobienia już teraz – na przykład stworzyć zasób podstawowych, kluczowych tekstów na ten temat. Wspominam o tym, bo np. ja sam chętnie bym poczytał więcej o edukacji medialnej, na której przyznam aż tak się nie znam.

    Czy w ogóle jest jakiś portal edukacyjny porównywalny np. z Biblioteką 2.0 wśród bibliotekarzy.

  10. Sęk w tym Alek, że nie ma. Być może wynika to z faktu, że w Polsce jest zaledwie kilka ściśle pedagogicznych (w rozumieniu naukowym) instytucji zajmujących się edukacją medialną i w większości (jeśli nie w całości) są to instytucje skupione na technologii kształcenia. Pomijam fakt, że w wielu ośrodkach akademickich nie traktuje się edukacji medialnej poważnie i sprowadza pedagogikę mediów do roli instruktażu obsługi Worda i Power Pointa (dostaję skurczu palców, kiedy to piszę, ale to prawda).

    To paradoksalnie i absurdalnie zabrzmi, ale może trzeba pedagogom ponownie zaszczepić myślenie o edukacji medialnej w oparciu o skonfrontowanie technologicznego nastawienia z nastawieniem optymistycznym, nowatorskim (jak proponuje m.in. Jenkins), a następnie sięgnięcie głębiej do pedagogicznych koncepcji, które od dawna traktują przestrzeń medialną, jako przestrzeń edukacyjną- choć niejednokrotnie szukając raczej negatywnych aspektów i opresji, jak pedagogika krytyczna, nie przekreślając jednak emancypacyjnych możliwości wykorzystania nowoczesnych narzędzi medialnych. Sam zastanawiałem się nad o(d)porem edukacyjnym w oparciu o nowe media, który mógłby prowadzić do „budzenia świadomości” w zakresie edukacyjnego potencjału mediów i ich wykorzystania, a także wykorzystania mediów w dalszym edukacyjnym celu wyzwalania się z różnorodnych opresji.

    Na pewno skupienie się na edukacji medialnej jako kształceniu w zakresie odbioru i nadawania to za mało. Moim zdaniem, wchodząc w wątek edukacji medialnej wchodzimy niemal automatycznie w pytanie o edukację w ogóle. Możę zatem warto na początek wyznaczyć obszary edukacji medialnej?

    @ Damian- rzeczywiście, nauczyciele bez teoretycznego przygotowania to nauczyciele marni. A robienie z edukacji medialnej pola eksperymentu, uczenie się jej metodą prób i błędów przy jednoczesnym braku zdefiniowania, co to takiego „edukacja medialna”- ruch społeczny, subdyscyplina naukowa, ścieżka międzyzprzedmiotowa czy po trosze wszystko razem- mogłoby prowadzić do katastrofy. Jednak nawet budzenie świadomości nauczycielskiej w oparciu o pozbawioną ścisłej struktury wizję, uważam za ważne. To coś w rodzaju pierwszych kroków, może stawianych nieco w ciemno, ale istotnych, przełomowych, dlatego konferencja w Warszawie była przełomowym wydarzeniem. Szkoda tylko, że oprócz prelegentów pojawili się tylko nauczyciele zainteresowani tematyką, często samodzielnie promujący nowe metody nauczania w oparciu o nowe narzędzia. Pytanie- czy będziemy w stanie stawiać kolejne, coraz bardziej pewne kroki i najważniejsze- czy wiemy dokąd idziemy, a może idziemy w różne strony, nazywając edukacją medialną różne sprawy?

    Myślę, że problemem, również w tej dyskusji, jest wielowątkowość edukacji medialnej. Wiadomo, że pedagodzy akademiccy nie chcą „oddać” swojego obszaru (sam do takich należę), z drugiej strony refleksja wychodząca z innych dyscyplin i oddolne działania są równie istotne i potrzeba nam przede wszystkim wzajemnego zainteresowania, wymiany poglądów, poważnej krytyki i dążenia do konsensusu. Może właśnie media będą filtrem, który pozwoli na interdyscyplinarne dążenie do wspólnego celu. Wybaczcie chaotyczną wypowiedź, ale widzę to chwilo w bardzo zagmatwany sposób. Sam nie wiem, z której strony sprawę ugryźć.

  11. Nie chodzi mi o wgryzane się w pedagogiczny tort, ale z perspektywy kulturoznawstwa mogę napisać, że czas ścisłych podziałów dyscyplinarnych w naukach humanistycznych powoli dobiega końca – wszystko zmierza w stronę inter- czy też transdyscyplinarności. I chyba tak powinno być z edukacją medialną, bo z której strony nie dotknąć refleksji nad mediami, dojdzie się do edukacji.
    Ważnego problemu dotknął też Alek, choć to problem polskiej nauki w ogóle, nie tylko pedagogów: łatwiej jest mi trzymać rękę na pulsie tego, co się dzieje w Stanach, niż w Polsce. Oczywiście rozumiem że są podziały między ośrodkami itp., ale może nie jest całkiem niemożliwe stworzenie jakiegoś portalu, jednego forum i miejsca skupiającego dostępne zasoby?

  12. Jeszcze jedno – niedawno dostałem linka do programu MediaStarter, uruchomionego przez… Canal+. Słyszeliście coś o tym, znacie, macie jakieś opinie? Myślę, że w pewnym sensie to wstyd dla środowiska akademickiego, że podobna inicjatywa wyszła od komercyjnej stacji tv. Ciekawe, jaki jest efekt.

  13. Właśnie jestem na etapie przeglądania zawartości. Postaram się coś napisać po dokładniejszym przyjrzeniu.

  14. Cieszę się, że rozgorzała taka dyskusja.
    Edukacja medialna jest jak najbardziej apolityczną szkołą praktycznych umiejętności komunikacyjnych : od renesansu retoryki, po media masowe, skończywszy na twórczości nowomedialnej.
    Od paru lat moje środowisko akademickie zabiega o wprowadzenie tego przedmiotu jako obowiązkowego do szkół.
    Chętnie przyłącze się do prac nad stworzeniem projektu edukacyjnego i lobby. Więcej o tym, co już się udało w zakresie eduMed w Polsce na stronie http://presscafe.eu

  15. jak najbardziej zgadzam się z pierwszym postem Damiana
    edukacja medialna potrzebuje teoretycznych podstaw, Jenkins to za mało
    wypracowano takie podstawy – prace pedagogiczne są jednak mało czytelne
    dla środowiska i oświatowych decydentów
    pracujemy nad czymś bardziej skutecznym
    i ciągle naukowym

  16. Instytut Edukacji Medialnej i Dziennikarstwa UKSW, na którym pracuje ma to do siebie, że podejmujemy badań interdyscyplinarnych z teologią na czele – bo tu jesteśmy osadzeni – badań filozoficznych, socjo- i psychologicznych
    technologia kształcenia to tylko część prolematyki,
    dziwne że zyskała dominantę
    ja zajmuje się relacjami duchowość – nowe media i technologie
    w wizji pedagogicznej staram się powracać do idei mistrza i ucznia w szkole, nawiązuje do krytyki technopolu Postmana – media to tylko narzędzia a nie centrum kultury, gdzieś tu wiedzie nowa refleksja edukacyjno-medialna
    z doświadczenia piszącego doktorat – sporo polskich publikacji eduMed to naukowy bełkot pedagogiczny, raczej polecam literaturę anglojęzyczną