Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości

5.11.2007
poniedziałek

Lipszyc: Z naszej kultury niedługo zostaną tylko roszczenia.

5 listopada 2007, poniedziałek,

Myślę, że warto odnotować felieton – dość ostry – jaki Jarosław Lipszyc opublikował w „Życiu Warszawy”: „Z naszej kultury niedługo zostaną tylko roszczenia”:

Organizacje zbiorowego zarządzania ciągną w swoją stronę, wydawcy w swoją, nadawcy w swoją. W efekcie wspólna ogólnodostępna przestrzeń się kurczy. Resort kultury i posłowie, zamiast tę wspólną przestrzeń chronić, ochoczo ulegają roszczeniowym postawom kolejnych grup, każdemu wykrawając kawałek, po plasterku. Jeśli tego procesu nie przerwiemy, to niedługo z naszej wspólnej kultury nie zostanie nam nic. Oprócz roszczeń.

Jak zauważa Piotr Waglowski, do tekstu zakradło się kilka nieścisłości – co nie zmienia faktu, że Lipszyc porusza problem ważny: kształtu obecnego systemu zbiorowego zarządu prawami autorskimi. System ten bezpośrednio wpływa bowiem na nasze życie kulturowe, określając kogo i ile udział w kulturze będzie kosztował. Jak zauważa Lipszyc, obecnie system ten jest nieprzejrzysty, a społeczeństwo praktycznie nie ma wpływu na jego kształt.

Lipszyc wspomina o publicznej konsultacji w Sejmie, którą rzeczywiście zdominowali przedstawiciele organizacji zbiorowego zarządzania oraz dużych, korporacyjnych użytkowników praw autorskich. „Społeczeństwo” było niemal nieobecne – ja reprezentowałem Creative Commons Polska, a Piotr Waglowski wypowiadał się w imieniu Stowarzyszenia ISOC Polska. Trzeba tylko pamiętać, że w tym akurat wypadku wina leżała po części po winie społeczeństwa – w konsultacjach mogła wziąć udział dowolna organizacja bądź osoba prywatna. Pokazały więc one, że w Polsce brak wystarczającej liczby osób i organizacji zajmujących się kwestiami własności intelektualnej na rzecz interesu publicznego. Inna sprawa, czy konsultacje te jakkolwiek wpłynęły na proces kształtowania systemu praw autorskich w Polsce.

Brak zainteresowania tematem potwierdza moim zdaniem ostatni felieton Lipszyca. Dość kontrowersyjny, a mimo to skomentowany na razie w sieci, jak wynika z pokrótkich wyszukiwań, jedynie przez Piotra Waglowskiego, a teraz mnie. Brak jakiejkolwiek reakcji np. ze strony organizacji zbiorowego zarządzania, brak też innych głosów. Tak jakby temat był marginalny, nieciekawy bądź niezrozumiały, nie nadający się do publicznej dyskusji. A tylko dzięki publicznej dyskusji temat może stać się widoczny.

Problem polega na tym, że dyskusja taka jest równie trudna, jak poruszany temat. Próby upraszczania tematu, jak to stara się czynić Lipszyc, najwyraźniej niewiele dają. Z drugiej strony temat w całej swojej złożoności jest przedmiotem dyskusji jedynie garstki ekspertów.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 15

Dodaj komentarz »
  1. Nie jestem przekonany, czy Jarosław Lipszyc poprawnie rozumie kategorię „organizacje zbiorowego zarządzania”. I chyba nie orientuje się też zbyt dobrze w kwestii prawodawstwa dotyczacego własnosci intelektualnej, choć to raczej wina niesprawnego systemu informacji na ten temat. W sierpniu Polska jako jeden z ostatnich krajów sygnatariuszy przyjęła bez procedury parlamentarnej Konwencję UNESCO o Ochronie i Promocji Różnorodnosci w Ekspresji Kulturalnej. Dokument ważny, choć w Polsce na razie marginalizowany. Jednak niezwykle perspektywiczny, może wnieść do dyskusji o własności intelektualnej wiele pozytywnych argumentów. Jestem zdania, że nie należy wygłaszać agresywnie krytycznych sądów bez gruntownej znajomości tego delikatnego przedmiotu. Polska, z musu, mówiąc kolokwialnie, musi się w tej chwili zajmować dostosowywaniem do kilku podstawowych unijnych dyrektyw dotyczących przede wszystkim dystrybucji treści audio-wizualnych w sieci. Dopóki sie z tym nie uporamy, nie ma co myśleć o poważnych rozwiązaniach systemowych. Ale projekty są, proszę przejrzeć program reformy ustroju kultury zaproponowany przez PO. Jakkolwiek Jarosława Lipszyca może obrzydzić już sam polityczny entourage tego dokumentu, to jest to ważny, nowatorski, jak na Polskę, pomysł. Zresztą, nie napisali go politycy, lecz właśnie pewna „garstka ekspertów”. Boję się jednak, że wiele osobistości nowocześnie patrzących na kwestię praw autorskich, patentów etc. tkwi w przekonaniu, że jedynym demokratycznym rozwiązaniem byłaby przemiana aktualnego prawa w arkadyjską blogosferę. Z punktu widzenia humanisty – uczestniczącego obserwatora to pociągająca perspektywa. Ale to jedyna pozycja, z której można patrzeć na sprawę w ten sposób…

  2. a bo (może?) Tematu tak naprawde — nie ma?
    (i jest tylko jakaś Skorupa plugawa; rodem z XIX i XX wieku?)
    może na naszych oczach umiera idea ?własności intelektualnej”.
    idea skądinąd ?? nie taka znów długowieczna (ledwie, IMO, ze 200 lat);
    ani ponad-europejska…
    przetłumacz (pan) Chińczykowi, co to jest „własność intelektualna”.
    od konfucjusza — nie rozumie… a Papier i Druk wymyślili; i nadal sie rozwijają; jako JEDYNE imperium, które przetrwało…
    (albo ja się nie znam na Robocie.;-)
    ……………………..
    i można o tym godzinami.
    ale.

  3. Publiczna dyskusja? Łatwo do niej zachęcić wykazując, że społeczeństwo ma jakieś – przy czym trzeba je określić bardzo konkretnie – wymierne korzyści z jakiegoś obrotu spraw. W innym wypadku, jeśli będą to profity niewymierne, trudno o dyskusję publiczną, nawet moderowaną (napędzaną) przez media.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Spójrzmy na sprawę zainteresowania społecznego z trochę ironicznej perspektywy: ludzie zawsze będą podążać po linii najmniejszego oporu.
    Tak więc cała masa „konsumentów” średnio się tym przejmuje, bo jak nawet coś im podrożeje, to sobie ściągną z netu. Nie doskwiera im brak dobrych filmów, czy miernota jakichś tam muzycznych produktów, bo póki co jest tego wystarczająco dużo, żeby coś sobie wybrać. Społeczeństwo zareaguje dopiero jak zostanie przyparte do muru. Inaczej będą reagować tylko te jednostki, którym rzeczywiście istniejąca sytuacja bardzo nie pasuje.

    Nadawcy, OZZ i inni są już ograniczeni prawem, ustawami itd. dlatego dla nich jest to żywotny problem i rzeczywisty interes. Dlatego oni pojawiają się tam, gdzie mogą coś zmienić na swoją korzyść. Pod tym względem oni są przyparci do muru i reagują.

    Ciekawe w jakim kierunku to się wszystko wyrówna i ureguluje…

  6. no dobrze, ale w dyskusji publicznej nie ma uczestniczyć abstrakcyjne społeczeństwo lub konsumenci, których rzeczywiście te sprawy nie interesują – jednak powinni w niej uczestniczyć twórcy, media, instytucje publiczne, itp. – a więc wszystkie podmioty, które mają jakiś interes w ułożeniu, na taki lub inny sposób kwestii „własności intelektualnej”

  7. Alku,

    Zgadzam się, powinni. Ale tak zwane konsultacje środowiskowe to najtrudniejszy etap wszystkich inicjatyw legislacyjnych w sferze kultury w Polsce, wątpię, byś o tym nie wiedział. Każda branża chciałaby żeby zrobić jej dobrze jakaś ustawą, a przede wszystkim, żeby stworzyć jej komfortowe środowisko finansowo-własnosciowe, czyli pozwolić zarobić przy jednoczesnej ochronie statusu. I naprawdę są ludzie, którzy myślą w ten sposób. Pospolitego ruszenia nie będzie, ale trochę wbrew ogółowi swoich poglądów, w tej sprawie z nadzieją patrzę w stronę niektórych polityków. Termin „własność intelektualna” może być denerwujący, ale to tylko pomocnicze sformułowanie.

  8. >> JD
    Tezy ktore stawiasz powinny byc jednak podparte merytorycznymi argumentami. Twoj wpis swiadczy jednak o tym, ze nie przeczytales mojego tekstu i odnosisz sie jedynie do cytatu. Gdybys go przeczytal, to wiedzialbys, ze dotyczy on bardzo konkretnej regulacji wprowadzonej ostatnio – regulacji wywlaszczajacej tworcow utworow audiowizualnej z prawa swobodnego dysponowania ich dzielami, i jednoczesnie nakladajacej obowiazkowe (dla wszystkich, takze dla samych tworcow) oplaty z racji wykorzystywania utworow audiowizualnych na rzecz OZZ. Dodam jeszcze, ze to prawo ma dzialac wstecz. Moj „agresywnie krytyczny” osad jest zwiazany ze skandalicznym ksztaltem tego prawa. Dodam, ze taki wlasnie jego ksztalt w zaden sposob – co sugerujesz – nie jest zwiazany z dostosowaniem prawa do prawa UE. Moze za to byc niezgodny z polska konstytucja.
    Wyjatkowo nie podoba mi sie sposob prowadzenia dyskusji, w ktorej role merytorycznych argumentow zaczyna grac ustawianie sobie przeciwnika poprzez bezpodstawne zarzucanie niekompetencji czy sugerowanie jego politycznych sympatii badz niecheci. Nie zaczne zywic obrzydzenia do programu PO tylko dlatego, ze mi tak nakazales. Obrzydzenie moge za to zywic do takiej taktyki w debacie publicznej.

  9. „Brak zainteresowania tematem potwierdza moim zdaniem ostatni felieton Lipszyca. Dość kontrowersyjny, a mimo to skomentowany na razie w sieci, jak wynika z pokrótkich wyszukiwań, jedynie przez Piotra Waglowskiego, a teraz mnie”
    Może po prostu życie warszawy nie jest tym medium, które jest szeroko czytane wśród ludzi zainteresowanych tematem?
    Najpierw był artykuł w mało poczytnym piśmie, teraz wpisy na dwóch blogach, pewnie zdecydowanie poczytniejszych wśród zainteresowanych tematem, pod wpisem już jest kilka komentarzy, za jakiś czas temat może wróci rykoszetem na łamy bardziej wpływowych gazet i czasopism – kropla drąży skałę.

  10. Nie będzie publicznej dyskusji, ponieważ w ten sposób nie stanowi się w Polsce prawa. Dyskutanci nie mają żadnego wpływu na prace legislacyjne – zostało to narodowi skutecznie wpojone do głów. Lepiej powybrzydzać na konkretnych panów od polityki (jaki mały, albo jaki stary…), niż próbować skonstruować mądrą ustawę, która nie ma szans stać się obowiązującym prawem. Smutne, ale prawdziwe – kasta rządzących nie chce dzielić się władzą ze społeczeństwem – i nie dzieli się!

  11. Wbrew pozorom poslowie to tez ludzie, tez czytaja gazety, i przejmuja sie opiniami wyrazanymi na lamach tych gazet.

  12. Nie jestem przekonany…

  13. Długo szukałem tekstu programu PO „Kultura i jej przemysły”, ale nie znalazłem. Ktoś może podrzucić link?

  14. Rzeczywiście, na stronie PO nie ma już całego tesktu, zostały tylko raczej propagandowe urywki, ale postaram się zamieścić jakiś link w najbliższym czasie. Odnośnie Twojego oburzenia, drogi Jarosławie Lipszycu, uważam, ze powinienem teraz odbić piłeczkę i napisać, że to raczej Ty stawiasz na retorykę, a nie argumenty. Poza tym, jakie ja „tezy” postawiłem? Napisałem jedynie, że wątpię, by Twoja wiedza na omawiany temat była kompletna, przepraszam, jeśli poczułeś się urażony. Być może Ciebie jako Ciebie po prostu krytykować nie należy, bo Ty to wlaśnie Ty. Tekst przeczytałem, a moja krytyka powodowana była pewnymi lukami w tym artykule, a nie chęcią zbesztania kogokolwiek, tak po prostu. Jednak nie o spieranie się mi chodzi. Dobrze, że Ty piszesz o kwestii własnosci intelektualnej, cieszę się, ze robią to inni. Martwi mnie natomiast fakt istnienia głębokiej „szczeliny programowej” między osobami związanymi ze sferą kultury i nauki (wyobrażenie o wszechogarniajacej „blogosferze”) a politykami (brak znajomości tematu lub podejście czysto ekonomiczne). Bo chodzi tu o kwestie prymarne, o definicję własnosci intelektualnej. Sądzę, że zbyt wielu ludzi podchodzi do sprawy bardzo partykularnie, mając w perspektywie rozwój własnej twórczości, bądź komercyjnej działalnosci w ramach jakiegoś przemysłu kultury. A to jednak kwestia wymagająca pewnego ideologicznego konsensusu, cieżko bez niego będzie o systemową reformę.

  15. Fajna dyskusja, bo z jednej strony wyrażacie żal, że społeczeństwo nie zabrało głosu i że temat własności intelektualnej kręci jedynie garstkę ekspertów, a z drugiej, gdzieś pod tym cąłym żalem kryje się brak wiary w to, że społeczeństwo sobie poradzi z tą ustawą jak zawsze. A społęczeństwo naprawdę sobie z tym poradzi – tak jak radzi sobie z abonamentem tv chociażby, czyli po prostu nie płacąc. Ten haracz, przynajmniej w tym kształcie jaki został opisany w felietonie na pierwszy rzut oka już wygląda na nieściągalny. A nawet jeśli by się udało zastraszyć kilku nielatów i studentów równie efektownymi propagandowo akcjami, jak naloty na akdemiki, które popłochy wzbudzają w braci redystrybuującej dobra kulturowe via net, to tak naprawdę – co z tego? Najwyżej w zakładce ulubione u każdego z nas pojawi się jeszcze więcej zamkniętych for, blogów, stron, będziemy musieli poszerzyć plik w którym mamy zpisane hasła i loginy i wszystko, co aktualnie jest na powierzchni, zejdzie na milimetr pod powierzchnię (zarejestruj się by obejrzeć bloga, zarejestruj się, by zobaczyć forum). I będzie kolejne klasyczne status quo, jak w przypadku p2p. Internauci będa zadowoleni, bo nic przecież nie zniknie z sieci, prawodawcy będa zadowolenie, bo skoro czegoś na pierwszy rzut oka nie widać, to znaczy, że prawo zadziałało, hurej, udało nam się zmusić Polaków do nielinkowania filmów.
    Zostaje oczywiście pytanie, kto na tym najbardziej dostanie w d… i odpowiedź jest oczywista, bo ta sama, co zawsze – artyści. Ale to jest akurat grupa, którą ani społeczeństwo ani jasnie oświecone żłoby polityczne nigdy się nie przejmowali. Wniosek w sumie z tego taki, że jeśli ktokolwiek powinien skutecznie lobbować przeciw tej ustawie to sami twórcy – nie społeczeństwo. Społeczeństwo sobie poradzi.

  16. Drogi JD, szkoda ze ponownie pograzyles sie w insynuacje, a nie wskazales zadnej konkretnej slabosci mojego felietonu, bo z insynuacjami trudno jest dyskutowac. Troche jak niektorzy z naszych politykow: mam watpliwosci, ale nie powiem jakie. Dopoki nie wskazesz „pewnych luk” nie otrzymasz sensownej odpowiedzi. Twoja teza o „szczelinie programowej” jest natomiast w duzej mierze sluszna. Tutaj bardzo potrzebny jest dialog. Zwracam uwage, ze do tej pory tylko raz odbyly sie w sejmie publiczne konsultacje. Biorac pod uwage, ze zbliza sie duza nowelizacja prawa autorskiego, i ze na naszych oczach dokonuje sie zmiana wykladni tego prawa zwiazana z konwergencja mediow, w pelni popieram wnioski Alka dotyczace koniecznosci zaangazowania szerszych niz dotychczas kregow spolecznych w proces debaty publicznej. To jest zwiazane np. z tym, by do komisji prawa autorskiego oraz innych cial zwiazanych z szeroko pojetym rozwojem spoleczenstwa opartego na wiedzy dookoptowac przedstawicieli organizacji spolecznych, akademickich i konsumenckich. Do tej pory praktyka bylo powolywanie wylacznie zainteresowanych przedstawicieli biznesu, wybranych tworcow i OZZ, czyli de facto tylko waskich grup interesow. W czasach, gdy kazdy jest tworca, a regulacje dotyczace obiegu informacji powaznie wplywaja na caloksztalt zycia spolecznego, wydaje sie to niezbedne.