Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości

22.11.2007
czwartek

Internet a sztuka pisania

22 listopada 2007, czwartek,

Nie sądziłem, że kiedykolwiek napiszę coś w tym duchu, bo przecież dzięki internetowi czytamy i piszemy bez wątpienia więcej, niż kiedykolwiek wcześniej. Okazuje się jednak, że jakość tego pisania może być coraz niższa.

To nie będzie wpis o upadku języka, bo wierzę, że jako żywy twór język zmieniał się zawsze. Nie będzie to też historia o internetowym śmietnisku ani nic w tym stylu – raczej głos w sprawie: nowe wyzwania, jakie stają przed edukacją. Okazuje się bowiem, że młodych ludzi – którzy w przyszłości będą zapewne w dużej mierze komunikować swoje myśli poprzez pisane teksty – coraz rzadziej uczy się sprawnego pisania. To efekt uboczny popularyzacji sieci: zdając sobie sprawę z ryzyka plagiatu, nauczyciele często decydują się na inne formy zaliczenia, niż rozprawka czy esej.

Do stworzenia tego wpisu skłoniło mnie spotkanie z nauczycielami z warszawskich liceów i gimnazjum, z którymi współpracuję w ramach bardzo fajnego projektu, o którym pewnie jeszcze kiedyś napiszę, a który organizuje fundacja Nowoczesna Polska„Wolontariat dla wiedzy”. Na marginesie rozmowy poświęconej innym kwestiom nauczyciele przyznali, że tradycyjne wypracowania zadawane do domu są formą ginącą, ponieważ popularność przeklejania tekstów z sieci jest ogromna. Sam mam zresztą podobne doświadczenia z pracy ze studentami: na uczelniach też zdarzają się plagiaty i wielu wykładowców, w tym ja sam, chcąc uniknąć nieprzyjemnych sytuacji przynajmniej na części kursów odchodzi od prac zaliczeniowych, zastępując je np. testami. Nie da się jednak ukryć, że tracą na tym uczniowie i studenci, bo mają coraz mniej okazji poddania swoich umiejętności pisarskich profesjonalnej ocenie.

Co z tym zrobić? Odpowiedzi szukał niedawno na swoim blogu Grzesiek Stunża – zajrzyjcie. Prostych recept nie ma, a polska szkoła chyba jest jeszcze na zbyt wczesnym etapie autorefleksji, żebyśmy mogli liczyć na jakieś rozwiązania systemowe. Ale problem jest poważny i pewnie nie rozwiąże go zachęcanie do pisania w sieci i poddawania się ocenie internautów.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 14

Dodaj komentarz »
  1. Rzeczywiście wspomniany problem występuje również wśród studentów, dlatego też część wyższych uczelni wprowadza specjalne programy antyplagiatowe. Stosuje się je głównie do prac magisterskich i licencjackich, ale po odpowiednich przeróbkach mogłyby służyć do sprawdzania w zasadzie każdej pracy.

  2. koleżanka do sprawdzania prac studentów używała gugla i bardzo dużo prac przepisywanych/kompilowanych w ten sposób znajdowała. może by polecić nauczycielom.

  3. Dziękuję Mirku za odwołanie do mojej refleksji. Problem jest poważny. Najprościej byłoby odejść od tradycyjnych tekstów, ale wówczas zabijamy część naszego kulturowego dziedzictwa.

    W moim nazwisku jest drobna pomyłka, ale to szczególik. Pozdrawiam.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Sam wyłapywałem plagiaty z Google, ale miałem przykre wrażenie, że wyłapałem tylko te najbardziej ewidentne – bo jeśli ktoś np. zmieni układ zdania i zmienią się przypadki, żaden program tego nie złapie. Nie mówiąc o tym, że takie sytuacje psują cały proces dydaktyczny: nauczyciel/wykładowca nie powinien „polować” na uczniów/studentów. Problemem nie jest więc tylko efektywne łapanie winnych, choć na pewno jest ważne dla przykładu. Ale osobiście sądzę że lepiej motywować, niż straszyć.

    Grzesiek – przepraszam za przestawienie liter w nazwisku, spieszyłem się. Już poprawiam.

  6. Zgadzam się – problem jest i to olbrzymi, gugle wyłapuje tylko tych najbardziej leniwych, a co z tymi, którzy przepisują coś jednak zmieniając? Faktem jest, że sama odeszłam od prac semestralnych – studenci piszą albo kolokwia, albo odpowiadają co tydzień na krótkie zadania związane z tematyką zajęć; mam nadzieję, że moje polecenia są na tyle mało typowe, że o gotowca trudniej.

  7. Cieszę się, że ten temat został poruszony właśnie tutaj. Sądzę jednak, że najpierw powinien powstać jakiś racjonalny i dobrze skomponowany program kształcenia kadr, bo jeśli ktoś chce uczyć pisania sprzedając własny styl i przyzwyczajenia, to „edukacja” w tym zakresie może mieć totalnie odwrotny skutek.

  8. 3 godziny wykładu – to jest prawie pół matury z polskiego, prawda? Na maturze ci najmniej wysileni piszą 6/7 stron, nadambitni są w stanie szarpnąć ponad 15. Jaki problem poświęcić raz na jakiś czas te 3 godziny na to, by studenci pisali na żywca – zapowiedziany tekst, na zadany temat, niech mają czas przygotować sobie ksiązki, materiały etc, poukładać w głowie, co chcą napisać, a potem niech siadają i piszą. Wiem, że rozczytywanie rękodzieła to żadna przyjemność, ale skutecznie zabezpiecza przed plagiatem.
    Żeby nie było, że to pomysł z czapy, to on jest już wypróbowany w boju – dokładnie takie prace pisemne oddawaliśmy z krytyki literackiej – dwa tygodnie wcześniej zapowiedziany temat, można mieć ksiązki, by móc skorzystać z cytatu, a cała reszta zalezy już tylko od tego, jak potrafi się pisać. Nikt na żywca nie zerżnie tekstu, a gotowców w miarę łatwo się ustrzec, łatwiej niż copy/paste.

  9. Nie rezygnujcie z prac pisemnych!

    Takie prace najlepiej wyrabiają dyscyplinę myślenia i logicznego argumentowania. W moim zawodzie (prawnik) ma to zasadnicze znaczenie. Owszem, cechy te można wypracować przez udział w porządnych dyskusjach, ale jednak chęć aktywnego udziału w takowych wyrażają jedynie wyjątki.

    Negatywne konsekwencje nieumiejętności napisania wypracowania w szkole odbijać się będą nie tylko w pracy magisterskiej czy licencjackiej. Istnieją jeszcze zawody, w których rzetelnego wywodu nie zastąpi prezentacja w PP lub szereg kolumn pełnych liczb.

  10. „Nie da się jednak ukryć, że tracą na tym uczniowie i studenci, bo mają coraz mniej okazji poddania swoich umiejętności pisarskich profesjonalnej ocenie”

    moim zdaniem chodzi tu raczej o umiejętności zdobywania wiedzy, bo to ich najczęściej brakuje autorom plagiatów. Umiejętności pisarskie mogą być oceniane swoją drogą.

  11. @Braineater
    od kilku lat na maturze z polskiego rozwiazuje sie test, a potem pisze analize fragmentu tekstu (gora 3 strony o ile dobrze pamietam).
    potem na studiach tesciska, testy i tesciki… jedno- badz wielokrotnego wyboru, ze srednia wazona albo arytmetyczna, z punktami ujemnymi lub bez… potem niby mamy jakas wiedze – ale nie potrafimy zwerbalizowac tego co wiemy.

    pozwolcie nam, od czasu do czasu, cos napisac. nie wszyscy oszukuja.

  12. @ Kasia
    Faktycznie, przepraszam, umknął mi ten fakt, że nawet na rozszerzonej nie ma szans sobie teraz zbytnio popisać. Samego założenie mojego wpisu jednak to zbytnieo nie zmienia, w 3 godizny, posługując się ksiązkami i wiedząc o czym chce się pisać, da się stworzyć rozsądny tekst.

  13. Poruszony problem jest poważny, ale samo takie stwierdzenie to truizm. Do mnie to zagadnienie dotarło jakby z innej strony. Zajmując się ostatnio wykorzystaniem hipertekstu jako narzędzia do wspomagania pracy naukowej (zbierania materiałów, organizowania wiedzy i późniejszego publikowanie w jednej z możliwych hipertekstowych form). Posłużę się tutaj cytatem z samego siebie:

    …Postprodukcja
    Podczas przygotowywania pracy może okazać się w skrajnym przypadku, że autorskim pomysłem jest praktycznie tylko sama osnowa wraz z niezbędnymi do jej powiązania akapitami tekstu. Można to przyrównać do rysowania trasy przemarszu: miejscowości i drogi już istnieją ? my pokazujemy jedynie tę najbardziej optymalną.
    Podczas badań korzystamy z ?dzieł o dziele?, pomiędzy którymi odkrywamy zależności i komentuje-my je. Stajemy się autorami nieznanych wcześniej konfrontacji, wspólnych miejsc nie naszych prac. W tej wizji do głosu dochodzi coś, co Bourriaud nazwał postprodukcją. Okazuje się, że współczesna sztuka to posklejane z tzw. ready-made?ów dzieła. Czy nie podobnie jest z bazującym na wielu źródłach hipertekstowym badaniem literatury? Czy można być autorem kilku ścieżek pomiędzy cytatami cudzych tekstów?…

    Według mnie zachowania uczniów, studentów czy naukowców (sam widziałem utytułowane osoby posługujące się w prezentacjach nie opisanymi zdjęciami czy danymi bez podania ich źródła) to skutek lekkiego traktowania problemu praw autorskich w Polsce. Po prostu nie przywiązujemy do tego wagi, może jest to wynikiem 123 lat niewoli, potem socjalizmu, gdzie ?oszukiwanie? było w pewnym sensie aprobowane bo oszukiwaliśmy przecież wroga ? ale to porównanie jest chyba na wyrost, a nawet jeśli nie to nie zwalnia z szanowania prawa i cudzych wytworów.

    Co zatem zrobić?

    Dla mnie pierwsza sprawa to nauczenie poszanowania tych praw. Ale to zadanie dla nauczycieli, mediów itd. Trzeba przede wszystkim nauczyć nawet nie tego, żeby nie brać, ale żeby jasno pokazywać ?to nie moje; wziąłem to stąd i stąd?. To pierwszy krok.

    Druga kwestia to znalezienie wzorem innych nacji (niestety, zaawansowanych bardziej technicznie) nowego sposobu na nauczenie pisania i zbierania wiedzy. Tą możliwością jest właśnie wykorzystanie publikacji hipertekstowej. Jej autor przygotowuje de facto ścieżkę/ścieżki pomiędzy swoimi lub cudzymi tekstami. Własnym słowem wiąże je w całość. Od jego pomysłowości i inwencji zależy czy będzie to coś interesującego, nowego, czy też nie. Wybranie tej formy pracy zwalania z cytowania, przytaczania obcych treści ? załatwiamy to poprzez odnośnik. Praca zyskuje na ekonomi, piszemy mniej, ale zostawiając odbiorcy tyle samo treść. Nawet więcej, bo Sieć otwiera przecież furtki do dalszych poszukiwań.

    I ostatni sprawa to sygnalizowane przez GDS poszukiwanie nowych form pisania. Najnowocześniej i najsensowniej dla roczników 80-tych byłoby zaproponowanie właśnie wspomnianej formy hipertekstowej ? amerykanie mają na ten temat sporo ciekawych badań i doświadczeń ? ale to jednak jest ?inne pisanie?. Mnie osobiście brakuje w Polsce nauczenia pisania krótkich form. Robią do Francuzi, robią to Amerykanie. Tekst na 1500, na 2000 słów. Tutaj trudno nawet użyć skrótów Ctrl C/Ctrl V (dla poprawności: Ctrl=Jabłko 🙂 Kolejna świetna forma, która doczekała się wielu opracowań to sztuka pisania tzw. 5. paragrafowego eseju. To są formy bardzo szybkie do napisania, ale do przygotowania trzeba wiedzy i ?połamania umysłu?. Esej jest owszem schematyczny, ale uczy sztuki wypowiedzi, szukania figur retorycznych itd.
    Uff? to na koniec ja przepraszam za długość tego wywodu.

  14. Jestem studentką i proszę : nie rezygnujcie z pisemnych zaliczeń i nie odpuszczajcie plagiatów. Pewnie, że nie wszystko da się wyłapać, ale spotkałam się na swojej uczelni z sytuacjami, kiedy przyłapany student nie ponosił żadnych konsekwencji.Utrwala to złe nawyki i daje zielone światło innym, którzy o tym myśleli, ale… Kto ma dawać przykład z poszanowania praw autorskich, jeśli nie pracownicy naukowi. I faktycznie, nie jest to problem jedynie studentów, bo prezentacje przygotowywane przez wykładowców w 99% nie podają źródła czy to zdjęć czy grafik. Spotkałam się też z wykładem kropka w kropkę z Wikipedii…

  15. Akurat dzisiaj czytałem artykuł w NYTimes o sieciach społecznych nawiązujący w pewien sposób do wpływu Internetu na zdolność pisania („Friending, Ancient or Otherwise”), ale z innego punktu widzenia niż tylko możliwość plagiatu.

    Internet faworyzuje formy wyrazu więcej mające związku z „mówieniem” niż pisaniem – komentarze, jednoliniowe posty ala twitter, informacje o statusie, krótkie klipy, itd. – które odzwyczajają od bardziej wymagających wypowiedzi.

    http://www.nytimes.com/2007/12/02/weekinreview/02wright.html?_r=1&adxnnl=1&oref=slogin&adxnnlx=1196641990-8Krs7c0oM33zv861gPsY4Q