Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości

3.12.2007
poniedziałek

Piękno i pieniądze w przestrzeni publicznej

3 grudnia 2007, poniedziałek,

W zeszłym tygodniu Andrew Keen podczas spotkania w „Polityce” powiedział, że „dobry obywatel jest dobrym konsumentem”, po czym argumentował, że kupowanie jest obowiązkiem każdego obywatela. To dlatego Keen krytykuje serwis Craigslist, który jego zdaniem w niemoralny sposób podważa zyski gazet z ogłoszeń (za które w gazetach trzeba płacić, a na Craigslist w większości przypadków są darmowe). Oczywiście tam gdzie Keen widzi szatany, ja widzę wzorowe przykłady commons.

Do spotkania z Keenem postaram się powrócić w osobnym wpisie (tymczasem polecam kilka komentarzy, które – tak jakoś wyszło – wylądowały pod wpisem z zaproszeniem na spotkanie).

Uwaga Keena przyszła mi do głowy, gdy znaleźliśmy z J. w naszej okolicy nowy sklep z produktami hindusko-afrykańskimi (sklep orientalny? sklep kolonialny?). Sklep niedawno wystartował, więc oferta nie jest może wielka, ale i tak jest bardzo fajny. Dlaczego? Bo dobre jest wszystko, co narusza monokultury. Jestem przekonany, że różnorodność pomaga, a może jest wręcz niezbędna dla kreatywności. Na przykład plantany i okra drzwi w drzwi z kapustą kiszoną i żurkiem. Jednocześnie sklep taki, leżący nieco na uboczu, nie przetrwa bez wsparcia. W pewnym sensie zgadzam się więc z Keenem: kupowanie ma moralny wymiar. Sęk w tym, że trzeba wybierać, kogo się wspiera – Keen stawia na wielki przemysł, ja stawiam na działania niszowe. W każdym razie polecam osobom z Warszawy, a szczególnie z Mokotowa, sklep „AfroAsia Market” (w budynku na rogu Różanej i Kazimierzowskiej, od strony Różanej).

W markecie afroazjatyckim przypomniała mi się dalej dyskusja wokół „MiastoMojeAWnim” – polecam wątek w komentarzach u Marka Zakrzewskiego. Można tam znaleźć link do tekstu Janusza Majcherka „Piękno Kapitalizmu”. Jah streszcza go tak:

Jego teza, wcale nie zbanalizowana, brzmi: mniej publicznej przestrzeni, więcej kapitalizmu=piękniej, estetycznie, lepiej. Oto szczery hołd złożony magii pasaży i centrów handlowych. A w sumie atrofia myśli, zanik horyzontów i zafiksowananie na punkcie ideologii.

Na spotkaniu z Keenem chciałem go zapytać (nie udało się), czy skoro niemoralnie jest korzystać z Craigslist, to czy również obowiązkiem obywatelskim jest nie robić pikników w parku, tylko do McDonalda, nie chodzić na spacery, tylko płacić za ruchomą bieżnię, itp? Uwaga wydawała mi się absurdalna – tymczasem Majcherek trochę tak uważa (choć zamiast argumentów moralnych używa estetycznych).

Zakrzewski zauważa, że nie można z góry założyć, że miasto bez reklam byłoby lepsze / piękniejsze (materiał poglądowy?). Warto więc myśleć, czym można by reklamy zastąpić (by nie ziały puste plamy). Ładne rozwiązanie widziałem ostatnio w Brukseli.

Mural - Bruksela

Mural - Bruksela

Wracając jeszcze do pięknej konsumpcji, GW donosi, że Plac Wilsona z przestrzeni publicznej zmienia się w węzeł bankowy:

Finansiści polubili to miejsce, bo jest punktem przesiadkowym dla wielu warszawiaków. – A prezesi spółdzielni wolą wynajmować lokale bankom niż pod sklepy czy knajpy. Płacą terminowo, a są zamykane wcześnie. Nie ma obaw, że głośna muzyka będzie dudnić wieczorami. Tylko szkoda, że zabrakło w tym umiaru. Żal tych niepowtarzalnych, klimatycznych miejsc, które na zawsze znikają z mapy Żoliborza – uważa rzecznik dzielnicy Andrzej Kawka. W jej centralnej części naliczył już 30 placówek, różnych ajencji, filii i oddziałów bankowych. – I cały czas powstają nowe – opowiada.

Pytanie oczywiście, co z tym zrobić? Z bankami pewnie się nie wygra – ale można znaleźć miejsce nieco dalej od wejścia do metra i przesiadkowych przystanków autobusowych, które przyciągają do Placu Wilsona banki. Większym problemem jest niechęć mieszkańców i wspólnot mieszkaniowych do lokali rozrywkowych w pobliżu ich domów. Może byłoby inaczej, gdyby mieszkańcy doceniali dobry bar na rogu, do którego mogą pójść w kapciach? Pytanie też, dlaczego w innych miastach jest inaczej (nie-Warszawiacy, w czym rzecz?).

W porównaniu z naszymi problemami z przestrzenią publiczną śmiesznie brzmią newsy z Japonii: nalepki z groźnymi oczami, promowane przez magistrat w ramach walki z przestępczością („mam groźne oczy, które śledzą was, przestępcy!”), są dla niektórych mieszkańców zbyt straszne.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 8

Dodaj komentarz »
  1. Czegóż nie ma w tym poście… ja już się z wieloma osobami o Keenie nagadałem, ale podsumowując, stwierdzam, że próbuje on bronić się głównie dość wątpliwym dziennikarskim cynizmem. Mnie to nie oburza, z niektórych komentarzy wynika, że innych jednak tak. Trafne jest spostrzeżenie, że Keen sam jest amatorem w swojej „dziedzinie”. Zastanawia mnie tylko fakt, że tak wielu entuzjastów web 2.0 chciało tam usłyszeć coś, co mogłoby ich porazić. Przecież czegokolwiek Keen by nie powiedział, wszyscy i tak pisaliby krytyczne komentarze.

    Różnorodność jest największym bogactwem, dopóki ktoś nie utopi jej w biurokratyczno-ideologicznej zalewie. Patrząc na powstające jak grzyby po deszczu fundacje i stowarzyszenia promujące „różnorodność” i „dialog międzykulturowy”, których głownym celem jest wyciagnięcie kasy z unijnego portfela (granty na „Rok dialogu międzykulturowego 2008”) robi mi się niedobrze. Powstanie zapewne milion publikacji zatytułowanych mniej wiecej: „Kocham cię, mój Arabie, bo jesteś Arabem”, które, paradoksalnie będą zionąć stereotypami najgorszego sortu, znów będziemy oglądać zdjęcia uśmiechniętych dzieci wszystkich ras etc. Różnorodnosć kulturowa podlega skrajnej instytucjonalizacji. Ja uwielbiam czytać o i uczestniczyć w róznorodności, ale nie znoszę tej płytkiej estetyki w stylu UNICEFu.

    Fajnie, że piszesz o tak ciekwaych sprawach, szkoda tylko, że nie o wszystkich można dyskutować naraz.

  2. Nie wiem, jak w innych miastach, ale we Wrocławiu jest zalążek projektu ozdabiania pustych ścian kamienic niereklamami (choć są nazwy sponsorów). Na razie ściana taka jest jedna, ale według tej strony – http://www.artistik.pl/muralia/ – był nowy konkurs i w przyszłym roku przybędzie ma być ich więcej.

    A co do banków i placu Wilsona – nie można wszystkiego zwalać na spółdzielnie. Gdyby był popyt na kawiarnie, który pozwoliłby im płacić w terminie i nie nadrabiać kiepskiej sprzedaży kawy i kanapek sprzedażą piwa wieczorem, byłoby więcej kawiarni. Ale może to problem jajka i kury.

  3. W temacie zastępowania reklam sztuką – dawno temu Dyrekcja WKD wsparła młodzież malującą mury, i od tamtej pory pusty i surowy peron WKD Śródmieście zdobią malunki (tutaj artykuł: http://wiadomosci.wp.pl/wiadomosc.html?wid=806994&kat=1345&katn=Rozrywka+i+kultura&widn=Zlot+grafficiarzy+na+warszawskim+dworcu+WKD&ticaid=14eec)

    Jak widać wystarczy chęć włożenia czegoś od siebie w okolicę, zamiast chęci nabicia sobie kieszeni z przychodu z powierzchni reklamowej.

    Jeśli chodzi zaś o eliminację lokali związanych z kulturą (nawet w sposób pośredni jak kawiarnie, bary mleczne itp), to mogę opowiedzieć taką historię. Zapewne sporo z was słyszało o lokalu rozrywkowym ‚Piekarnia’. Tak się składa, że mieszkam od niego w odległości ok. 150m w linii prostej. Jakieś 300m dalej stoi też inny budynek mieszkalny. Któregoś razu wracając do domu zauważyłem wywieszone na drzwiach wejściowych do klatki petycje o ‚zamknięcie bądź przeniesienie Piekarni’, bo mieszkańcom z tego bardziej odległego budynku przeszkadza, że są tam urządzane imprezy. Nawiasem mówiąc, oba wspominane budynki mieszkalne (ten w którm ja mieszkam, oraz ten dalszy) były zasiedlane w okresie w którym ‚Piekarnia’ miała na swoim koncie około 10 lat działalności. Zastanawiające dla mnie jest, że skoro tym ludziom tak bardzo przeszkadza sąsiedztwo miejsca w którym coś się dzieje wieczorami, to czy nie powinni się zastanowić nad kupnem mieszkania w takiej okolicy zanim je kupią? Dla pełnej informacji dodam, że ok. 20m od moich okien, tuż za murem często odbywają się koncerty organizowane przez winiarnię z ul Burakowskiej. Niedawno odbył się w tej okolicy wernisaż połączony z koncertem, na którym miałem przyjemność być – nie zauważyłem nikogo z moich sąsiadów.

    Problem nie polega na braku popytu na kawiarnie – wystarczy spojrzeć na oblegane stanowiska Tchibo, Coffee Express, czy inne kawiarniane stoiska w pobliskiej Arkadii. Problem polega na braku kultury chodzenia do kawiarni, restauracji – poniekąd związane jest to z zarobkami, ale wątpię, żeby istniała znacząca korelacja w tej dziedzinie. Sytuacji nie zmienią potencjalni restauratorzy, bo zwyczajnie nie będzie ich stać na dotowanie zmian w nastawieniu mieszkańców Warszawy (promocyjne ceny, organizowanie wydarzeń itp) – tutaj znacząco by pomogło wsparcie ze strony miasta, bądź gminy: ułatwienie otrzymania koncesji, zmniejszenie obciążeń podatkowych na początku działalności itp.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. @JD

    „Fajnie, że piszesz o tak ciekwaych sprawach, szkoda tylko, że nie o wszystkich można dyskutować naraz.”

    jakos sie tak natloczyly, zbily w jakos tam powiazana calosc, ktora trzeba bylo wypluc. albo moze za duzo sie naoglodalem things magazine, mistrzow zlepiania wzystkiego razem w wielkie intensywne piguly, polecam (http://www.thingsmagazine.net/index.htm)

    wreszcie to taki eksperyment, co by bylo, gdyby zamiast czesto pisac rzadziej, i kilka wpisow zbijac w jeden, bardziej drazacy jakis temat? dzieki za feedback w tej sprawie.

  6. Pingback: Antymatrix » Archiwum bloga » Kulturoróżnorodność

  7. Polecam wycieczkę do Katowic, czyli miasta w którym przestrzeń publiczna nie istnieje praktycznie w ogóle. Brak miejsc spotkań, brak nawet czegoś, co mogłoby udawać rynek i w efekcie jest tak, że miasto będące centrum praktycznie 3milionowej aglomeracji, po godzinie 19:00 wygląda jak screenshoot z Fallouta – nikogo oprócz pojazdów i znudzonych gołebi, plus jakieś niedobitki marzące tylko o tym, by się stąd jak najszybciej pierwszym z brzegu tramem wydostać. W kwestii lokali wojan trwa od zawsze, co roku odzywając przed sezonem, bo zawsze znajdzie się ekipa, której będa przeszkadzały ogródki wystawione na chodnikach. Ostatnie starcia jak na razie dotyczyły gejowskiego klubu (bo,się chłopaki całują po pobliskich bramach – autentyczny tekst – a w dodatku tu zaraz jest przecież kościół) oraz przeniesienia jednego z legendarnych katowickich lokali – Mega Clubu na totalne zad..ie, bo w centrum przeszkadzał sąsiadom (mieszcząc się dokładnie przy tej samej ulicy, która od wieków jest główną promenadą dla cokolwiek steranych wiekiem pań negocjowalnych obyczajów).
    Władze miejskie w temacie przestrzeni publicznej nie robią kompletnie niczego – ostatnio olali już nawet takie rzeczy, jak miejska dekoracja świąteczna (ale to i dobrze, w sumie:), a biznesmeni i właściciele knajp walcząc o rynek, nie mają czasu zajmować się uprzyjemnieniem pobytu w mieście. W związku z tym, całe życie ‚po godzinach’ przenosi się do malli i pobliskich miast typu Gliwice. Latem do chorzowskiego parku. A Katowice stoją puste…

  8. Nie dajmy sobie wmówić, że nie można inaczej. Akceptując status quo, popełnia się grzech przeciw innowacyjności. Paradoksalnie, probierzem innowacyjnego podejścia do problemów jakie funduje nam rzeczywistość bywa przeszłość. Rzucę garść przykładów, (wybaczcie chaos):
    gospodarka towarowa i potlacz – czyli wymiana.. Dalej, lokalne waluty.
    Idee slow food i slow city. Powołam się na książkę „Małe jest piękne” Ernsta Schumachera.
    Miasto bez reklam – jak Alek pokazuje – cieszy oko. A więc można.

  9. Pingback: Kultura 2.0 » Archiwum bloga » Warszawa zabankowana