Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości

27.12.2007
czwartek

Byrne i Yorke o muzyce

27 grudnia 2007, czwartek,

Na stronie magazynu „Wired” można przeczytać rozmowę Thoma Yorke’a i Davida Byrne’a – nie tylko o nietypowej dystrybucji najnowszego albumu Radiohead. Jest też poradnik Byrne’a dla wszystkich tych, którzy chcą przeżyć na cyfrowym rynku muzycznym.

W rozmowie z Byrnem Yorke przyznaje, że Radiohead nie planowało rewolucji – po prostu cztery ostatnie płyty, nad którymi pracował, wyciekły do sieci. Zespół doszedł więc do wniosku, że nie da się nad tym zapanować. Yorke opowiada też, że wcześniejszy kontrakt grupy z EMI podpisywali w czasach „przedcyfrowych” i w efekcie muzycy z Radiohead w ogóle nie dostawali pieniędzy za sprzedaż ich utworów w sieci. W rozmowie oczywiście sporo jest przekonywania już przekonanych:

Byrne: Wiesz, mniej więcej, skąd pochodzą wasze wpływy? W moim wypadku prawdopodobnie bardzo niewiele z samej sprzedaży muzyki czy płyt. Zarabiam trochę na koncertach, a większość z opłat licencyjnych. Nie z reklam – z filmów, programów telewizyjnych i tego typu rzeczy.

Yorke: Tak, my też trochę na tym zarabiamy.

Bardziej konkretny jest Byrne’owski poradnik „Stratergie przetrwania dla początkujących artystów – i mega-gwiazd”. Podoba mi się zdanie ze wstępu:

To, co dziś nazywamy przemysłem muzycznym, to nie biznes polegający na produkowaniu muzyki. W pewnym momencie stał się bowiem biznesem sprzedawania płyt CD w plastikowych pudełkach – i ten biznes wkrótce się skończy. Ale to nie są złe wieści dla muzyki, a na pewno nie są to złe wieści dla muzyków. Tak naprawdę, dzięki nowym sposobom dotarcia do publiczności, artyści mają większe możliwości niż kiedykolwiek wcześniej.

Później następuje bardzo konkretny, niemal akademicki wywód z którego wynika, że przy spadku (niemal do zera) kosztów nagrywania i dystrybucji rola wytwórni płytowych będzie maleć. Bez uproszczeń i taniej ekscytacji – Byrne pokazuje m.in. że sprzedaż utworów na iTunes może być dla muzyka mniej dochodowa, niż sprzedaż tradycyjnego krążka. Dalej muzyk prezentuje kilka modeli sprzedaży muzyki – wybierzcie sobie taki, który najbardziej wam odpowiada… Nie wiem, czy polskim zespołom takie porady się przydadzą, trudno też uznać magazyn, który pomimo zmiany profilu wciąż utożsamiany jest z czymś, co po polsku można chyba nazwać kawiorową cyber-lewicą. Sądzę jednak, że zarówno poradnik, jak i wcześniejsza pogawędka praktyków – fakt, że sławnych, ale jednak praktyków – może wnieść coś ciekawego do dyskusji o nowych modelach dystrybucji. Pochylając się nad nowościami, nie zapominajmy też o historii. Niedawno czytałem świetny tekst Maćka Żakowskiego z książki „Gadżety popkultury”. Pisząc o kasecie magnetofonowej Maciek przypomina coś, co w sumie jest oczywiste, ale w dzisiejszej dyskusji nad piractwem nam umyka:

W 1980 roku Brytyjskie Stowarzyszenie Fonograficzne zorganizowało wielką kampanię pod hasłem: „Home Taping is Killing Music” („nagrywanie w domu to zabijanie muzyki”). Na plakacie kasetę magnetofonową umieszczono nad dwoma skrzyżowanymi piszczelami. W efekcie piractwo, zamiast się skurczyć, zyskało funkcjonujący do dziś symbol (…) Rok później przemysł fonograficzny otrzymał nokautujący cios, kiedy znajdujący się u szczytu popularności zespół Dead Kennedys wypuścił singiel zatytułowany In God We Trust, Inc.. Na czystej stronie B taśmy magnetofonowej widniał napis „Home taping is killing big business profits. We leave this side blank so you can help”.

Mozna więc uznać, że według przemysłu fonograficznego muzyka umiera cyklicznie, co ćwierć wieku, przy pewnym wsparciu muzyków, ochoczo dociskających poduszkę do twarzy umierającej. Zresztą tekst nosi znaczący tytuł „Kaseta magnetofonowa, czyli muzyka 2.0 w wersji beta”. Polecam. A na koniec – coraz bardziej odchodząc od muzyki: w „Wired” można przeczytać też ciekawy tekst o grze altrernatywnej rzeczywistości, promującej ostatnią płytę Nine Inch Nails. W końcu żyjemy w czasach konwergencji.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 1

Dodaj komentarz »
  1. Lubię czytać opinie Davida Byrne’a. Wspóltworzyły kilka etapów rozumienia promocji muzyki. Yorke przyczynił się tylko do jednego medialnego hype’u. Jeśli ktoś powiedziałby: „ale za to jakiego!”, ja spytałbym: „a co na to np. Bill Drummond i Jimmy Cauty?”. Dziwne, że pomija się ich w tych wszystkich rozważaniach…Ten „pionierski” wizerunek Radiohead w tej kwestii jest owocem ich sławy, co mnie osobiście drażni. Myślę, ze powinno drażnić również wszelkich idealistycznych entuzjastów „kultury remiksu”. Każdy może zaraz włączyć Mixcraft albo Garage Band i zrobić coś „tak pionierskiego”, że rany boskie. A Radiohead nagrali bardzo nie-pionierską płytę, a że nie kazali za nią płacić też nie jest całkowicie nowym rozwiązaniem.

    Mam znajomego ortodoksyjnego fana…Slade. Kupuje wszystko, co ten zespół wydał, łącznie z jakimiś pokątnymi limitowanymi edycjami singli wydanych w Singapurze. Jednocześnie, ściąga inną muzykę z sieci w ilościach hurtowych. Biznes kolekcjonerski się nie skończy, jak nie skończyły się winyle, których rynkowe znaczenie skutecznie przeformułowano. Oczywiście, wiem, że to uproszczenie, lecz chyba słuszne.