Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości

21.01.2008
poniedziałek

Kultura 2.0? Odpowiadają Jenkins i Bollier

21 stycznia 2008, poniedziałek,

Nowy numer „Kultury popularnej”, poświęcony tematyce „kultury 2.0” trafił wreszcie do drukarni. Znajdzie się w nim m.in ankieta, której fragmenty od jakiegoś czasu umieszczam na blogu. Dziś kolejne odpowiedzi na pytanie o to, czym jest/ma być kultura 2.0. Autorami wpisów są Henry Jenkins i David Bollier. 

Henry Jenkins, kulturoznawca z Massachusetts Institute of Technology:

Moje odczucia na temat tego, dokąd i dlaczego zmierza nasza kultura, próbowałem uchwycić w książce Kultura konwergencji. Napisałem tam, że znajdujemy się w środku okresu niezwykle istotnych, ale i długotrwałych zmian w świecie mediów. Zmian, które na całym świecie prowadzą do wielkiego ożywienia w sferze kulturowej i społecznej. W XX wieku istniejące tradycje kultury ludowej zostały w dużej mierze zastąpione – przynajmniej w krajach rozwiniętych – przez rodzącą się kulturę masową. Nawet jeśli ludowe praktyki wciąż działały pod powierzchnią naszej kultury i na jej obrzeżach, staliśmy się kulturą widzów. Jednak na przełomie XX i XXI wieku można dostrzec odrodzenie się modelu, w którym jest więcej miejsca na uczestnictwo. Nowe technologie medialne umożliwiają większej liczbie ludzi tworzenie i przetwarzanie treści medialnych. Nowe miejsca aktywności społecznej i platformy dzielenia się materiałami medialnymi pozwalają na pokazanie ich szerszej publiczności. W konsekwencji takie produkcje przyciągają uwagę mediów masowych, co pomaga tej twórczości dotrzeć do jeszcze większej liczby osób. Efektem jest przestrzeń publiczna stymulująca różnorodność i innowację. W pewien sposób ta przestrzeń reaguje na treści tworzone i dystrybuowane przez media masowe. Uważam jednak, że społeczności fanowskie wykorzystujące przekaz mass-mediów jako półprodukt dla własnej ekspresji, reprezentują jeden z najbardziej wartościowych modeli dla rozważań o nowym kierunku rozwoju naszej kultury. Czasem takie kanały uczestnictwa koegzystują z kulturą masową – np. taką platformą nielegalnego dzielenia się materiałami pożyczonymi z mediów masowych i zarazem legitymizującą obieg treści tworzonych przez rozmaite subkultury i środowiska oddolne jest YouTube. W sieciowej grze Second Life obok fanów, graczy, blogerów i ludzi poszukujących przygód seksualnych funkcjonują wielkie korporacje, agendy rządowe, fundacje i instytucje edukacyjne. Uczymy się wykorzystywać zdolność sieci społecznych do rozszerzania twórczych i intelektualnych zdolności jednostek oraz wywierania większej oddolnej presji na wielkie koncerny medialne. W takim środowisku każdy rozumie, że nasza kultura coraz silniej opiera się na uczestnictwie, jednak warunki naszego uczestnictwa w niej wciąż pozostają przedmiotem napięć. Nie ma wątpliwości, że media masowe wciąż wywierają na ten system kulturowy większy wpływ niż kanały mediów uczestniczących, ale widać również, że sieci społeczne i społeczności oddolne powiększają swoje możliwości ucząc się, jak efektywniej korzystać z władzy danej im przez kulturę 2.0. Na całym świecie regulacje prawne próbują wytyczyć granice tej nowej oddolnej władzy – z różnym skutkiem. Jak niedawno napisał Ethan Zuckerman z „Global Voices”, każde urządzenie które można wykorzystać do rozsyłania zdjęć uroczych kotków może zostać użyte do rozpowszechniania fotografii brutalnych działań policji i rządowych represji. Ludzie na całym świecie wykorzystują to, czego nauczyli się w celach rozrywkowych, na rzecz aktywności politycznej i ekonomicznej. Oczywiście nie ma żadnej pewności, jaki będzie wynik walki tych nierównych sił, ale dopóki nie będziemy potrafili sobie wyobrazić alternatywy dla obecnej kultury, dopóty nie możemy wykonać ruchu w kierunku zmiany jej struktur i instytucji.  

Dlatego przeważającą część dyskusji o przemianach mediów postrzegam jako szkodliwe i zniechęcające do działania. Kładąc nacisk na skoncentrowaną władzę koncernów medialnych i zapominając o promowaniu alternatywnych źródeł oddolnej władzy odrzuca się poważne traktowanie naszych codziennych związków z mediami i emocji, które nas z nimi wiążą.  

David Bollier, redaktor OntheCommons.org, wkrótce w New Press ukaże się jego nowa książka Viral Spiral: How the Commoners Built a Digital Republic of Their Own 

Dla tych, którzy uważnie przyglądają się rozwojowi internetu, zawsze jest coś nowego, coś, co obiecuje, że „wszystko się zmieni”. Czy Web 2.0 jest przereklamowane, czy może to pierwszy przejaw zupełnie nowego typu kultury? Nie kwestionując przesadnego medialnego szumu wierzę, że innowacje technologiczno-społeczne określane mianem Web 2.0 dostarczają kulturze znacząco odmiennych ram. Nowe systemy są głęboko społeczne, niezwykle mocne i prawdopodobnie przetrwają. Nowy trend napędzają przede wszystkim ekonomia i technologia. Nigdy wcześniej tak wielu ludzi nie miało do dyspozycji takiej mocy obliczeniowej, w całości wewnętrznie połączonej za pośrednictwem relatywnie tanich łącz. W efekcie tej konwergencji coraz bardziej wyrafinowane oprogramowanie umożliwia tworzenie nowych rodzajów społeczności o potężnych możliwościach. I to jest nowość. 

Systemy komunikacyjne nie muszą być już scentralizowane i skoncentrowane na przekazie jednokierunkowym. Nie są już domeną zarezerwowaną tylko dla tych, którzy mają dużo pieniędzy i talentu. Dzięki internetowi komunikacja w radykalny sposób zdemokratyzowała się. System jest dostępny dla milionów amatorów z całego świata. Amatorów, którzy nie tylko mają bezprecedensowe możliwości indywidualnego komunikowania się z dużymi grupami odbiorców, ale też nowe możliwości uczestnictwa w tworzeniu wartościowych struktur współdzielonej informacji i dialogu. Gatunki informacji społecznej ulegają gwałtownej multiplikacji i mutacjom. Najbardziej znane przykłady to Wikipedia, GNU Linux, blogosfera, służąca udostępnianiu zdjęć witryna Flickr i upublicznianiu filmów serwis YouTube, oraz serwisy społeczne MySpace i Facebook. Ale są też społeczności zaangażowane w remisowanie muzyki, tworzenie mashupów wideo i produkcję niezależnej muzyki. Nawet CIA ma dziś swoją Intellipedię, a koncern farmaceutyczny Big Pharma korzysta z kolektywnych badań nad lekami. Pojawia się coraz więcej nowych typów dobra wspólnego wspierających badania naukowe oraz bazy danych, takie jak Neurocommons, eksplodował też sektor pism naukowych z otwartym dostępem. Na wszystkich poziomach edukacji jest mnóstwo projektów zbiorowych, takich jak inicjatywy związane z tworzeniem otwartych podręczników i programów nauczania (np. OpenCourseWare tworzony na MIT czy projekt Connexions Uniwersytetu Rice). Niektóre z tych innowacji są w stadium embrionalnym, część zapewnie upadnie. Ale już teraz jest całkowicie jasne, że nie zniknie amatorska kreatywność i współpraca społeczności sieciowych, bo zaspokajają one indywidualne potrzeby uczestnictwa i bycia w grupie; są efektywne w produkowaniu publicznych dóbr informacyjnych; wydobywają większą gamę kreatywnych idei i świeżych perspektyw niż zamknięte systemy działające na tradycyjnych rynkach.Powodem, dla którego innowacje „2.0” przetrwają i będą się – jak wierzę – rozwijać jest fakt, że kładą one nacisk na najgłębsze ludzkie potrzeby: potrzebę współpracy i dzielenia się. Właśnie one prawdopodobnie były kluczowym elementem naszego ewolucyjnego sukcesu jako gatunku. Nowe technologie odwołują się do skłonności, które są nam – jako istotom społecznym – wrodzone. Byłbym zdziwiony, gdyby w najbliższym czasie społeczności Web 2.0 były zdolne osiągnąć satysfakcjonujące porozumienie z biznesem, któremu coraz bardziej zależy na wykorzystaniu tych nowych „odbiorców” dla osiągnięcia zysku. Sądzę, że napięcia pomiędzy wspólnotami pozarynkowymi i graczami świata biznesu będą się nasilać, dopóki nie zostaną znalezione nowe rozwiązania. Jednak pomimo tego i innych problemów powinniśmy gorąco wierzyć w potencjał technologii Web 2.0, w ich zdolność do umacniania otwartego, demokratycznego uczestnictwa i społecznego zaangażowania, bo w nieszablonowy sposób wychodzą naprzeciw autentycznym potrzebom społecznym. Nie jestem jednak techno-deterministą – choć budowa „wolnej kultury” wydaje się dziś łatwiejsza niż kiedykolwiek wcześniej, to żeby tak się stało niezbędne jest aktywne zaangażowanie ludzi. 

Odpowiedzi innych uczestników naszej ankiety możecie przeczytać tutaj, tutaj i tutaj.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop