Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości

23.01.2008
środa

Nasza Klasa, czyli jakiego internetu chcą Polacy

23 stycznia 2008, środa,

Znów o Naszej Klasie, ale tym razem z zupełnie innej perspektywy. Mateusz Halawa w dzisiejszej Gazecie pisze o niej nie jako o serwisie społecznościowym o niewykorzystanym potencjale, lecz jako prostym w gruncie rzeczy mechanizmie, pozwalającym ludziom na zaspokojenie swych potrzeb towarzyskich.

Tekst Mateusza nie tylko pokazuje to, o czym pisał tutaj już Alek: że Nasza Klasa to fenomen, z którym – pomimo, a może właśnie z powodu jej popularności – eksperci nie potrafią sobie poradzić. Wskazuje też na problem, z którym moim zdaniem całe środowisko polskich badaczy internetu będzie musiało się zmierzyć: być może polski internet wcale nie musi rozwijać się tak jak amerykański lub chociaż tak, jak z polskiej perspektywy rozwój sieci w USA postrzegamy. Być może zapatrzeni w zagraniczne opracowania czasem zapominamy, że internet wpasowuje się w mechanizmy funkcjonowania społeczeństwa, które z niego korzysta? Stąd pewnie lament nad Naszą Klasą: dlaczego zamiast korzystać z wyrafinowanego, otwartego na setki dodatków Facebooka, Polacy sięgają po serwis, który oferuje niewiele ponad wysyłanie maili i przeglądanie zdjęć? Dlaczego nikt poza dziennikarzami nie zastanawia się nad problemami prywatności? Dlaczego po raz kolejny receptą na sukces w polskiej sieci jest taka modyfikacja zagranicznego serwisu, by oferował on jedynie najbardziej podstawowe funkcje?

Rzeczywiście [Nasza Klasa] nie pasuje to do wizerunku internetu jako rewolucyjnego medium aktywnych konsumentów-producentów. Z bycia w internecie miało przecież coś wynikać – globalna wioska, sieciowe społeczeństwo obywatelskie, uwolniona kreatywność milionów użytkowników. A co wynika z siedzenia w Naszej-klasie? Nic.

I w tym jej siła. Tak jak do luźnej, towarzyskiej rozmowy wystarczy kilka osób, stół i krzesła (często piwo), tak i towarzyskość w Naszej-klasie obywa się bez wyrafinowanych technologii. Ta towarzyskość jest kluczowa dla jej fenomenu.

Można powiedzieć, że to wszystko wiemy, ale można też uznać, że to dobra okazja by zrobić mały rachunek sumienia: sukces banalnego w istocie środowiska dla pielęgnowania nostalgii za „starymi, dobrymi czasami” (wszak Polacy powszechnie uważają, że lepiej już było) boleśnie wskazuje, że wciąż tylko margines naszego społeczeństwa wykorzystuje nowe technologie w celach emancypacyjnych. Cóż bowiem z tego, że miliony Polaków mają dostęp do internetu, skoro ogromna część nie tylko nie odczuwa potrzeby, ale może też nie widzi sensu w tym, by stać się nie tylko odbiorcami, ale także producentami medialnych treści. Mówiąc wprost: Mateusz, jak przystało na socjologa, wypomina polskim ekspertom, że popełniają grzech myślenia normatywnego. Z perspektywy uprzywilejowanej mniejszości dziwimy się, że „inteligentny tłum” nie spełnia pokładanych w nim nadziei. Ale przecież naiwne byłoby myślenie, że wystarczy internet, aby społeczeństwo pasywnych i nieufających sobie nawazjem obywateli radykalnie się zmieniło.

Nie jestem socjologiem, więc mogę tu napisać, że oczywiście nie musimy ograniczać się do diagnozy społecznych sposobów wykorzystywania mediów. Możemy też wskazywać drogi zwiększania kompetencji medialnych, bo w dzisiejszym świecie przekładają się one na kapitał kulturowy czy ekonomiczny. Ale nie możemy mieć pretensji do ludzi, którzy – nawet gdyby te rady do nich dotarły – mieliby to w nosie.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 13

Dodaj komentarz »
  1. „Mówiąc wprost: Mateusz, jak przystało na socjologa, wypomina polskim ekspertom, że popełniają grzech myślenia normatywnego.”

    w którym miejscu? jakiś cytat?

    to jest jakiś bardzo naciągany wniosek, autor artykułu polemizuje raczej z innymi artykułami prasowymi a nie z „ekspertami”. a chyba wystarczy nawet pobieżna lektura tychże artykułów, żeby przekonać się, że pisali je dyletanci, a nie żadni eksperci.

    lament nad n-k, jaki słychać w mediach, to raczej rozpaczania nad utraconą prywatnością i straszenie konsekwencjami tego faktu. czy gazeta, angora albo polska the times przeciwstawiały n-k facebookowi? wolne żarty.

    a na analizy socjologiczne, które chciałby czytać Alek Tarkowski, potrzeba trochę czasu. danah boyd też nie pisała o friendsterze w 6 miesięcy po tym jak zaczęło się mówić o tym serwisie.

  2. Niestety ja jestem socjologiem. Bardzo przepraszam, ale wrzucenie od czapy paru nazwisk to nie jest analiza socjologiczna.

    Autor tekstu w gazecie mędrkuje nie podając żadnych danych.
    Nie ma przecież żadnych informacji o lojalności użytkowników n-k, dane podawane w ostatnich wywiadach przez Popowicza są absurdalne (nie można mieć 26 milionów użytkowników gdy dostęp do internetu ma 13 milionów Polaków).

    Nie wiem tez skąd wzięła się p.Halawie teza o „towarzyskości” w n-k. Ja tam nie zauważyłem takiej aktywności – jedyne co tam się dzieje w moich szkołach to wspomnienia wymieniane przez nikły procent zapisanych osób. Reszta po prostu się zapisała i tyle.

    Także „nostalgia” na której skupia się autor wcale nie musi być najważniejszym motywem uczestnictwa w n-k. Być może jest, ale nie ma na potwierdzenie takiej tezy żadnej przesłanki.
    Równie dobrze może to być ciekawość, chęć porównania się z innymi, potwierdzenie swojego aktualnego statusu w dawnej grupie odniesienia i pewnie milion innych powodów.

    Nikt w znanej mi „technologicznej” blogosferze nie pisał, że ktokolwiek zawiódł oczekiwania kogokolwiek korzystając z n-k zamiast z facebooka. Nie pisali tak nawet dziennikarze gazety wyborczej, w każdym razie nie widziałem podobnego tekstu.

    Wyciąganie z faktu zamieszczenia zdjęć z imprezy wniosków o zacieraniu się rożnicy miedzy teraźniejszością a przeszłością jest zupełnie absurdalne. Oldskulowe albumy z rodzinnymi fotografiami też zawierają zarówno stare jak i aktualne zdjęcia.

  3. Nie wdając się w szczegóły socjologiczne, bo socjologiem nie jestem, chciałem jedynie zauważyć, że coś jest w myśli, że Internet w Polsce nie musi rozwijać się analogicznie jak w Stanach. Więcej, taki sam rozwój byłby w pewnym sensie porażką, bo oznaczałby, że nie potrafimy wyciągnąć wniosków z tego co się dzieje gdzie indziej.

    Byłbym też ostrożny w formułowaniu tezy, że nasza-klasa jest szczytowym wyrazem potrzeb Polaka-internauty. Wg mnie jest raczej początkiem procesu uświadamiania sobie faktu, że pewne potrzeby w Internecie można realizować. Od uświadomienia do realizacji jeszcze długa droga, jednak nie sądzę, że fakt iż nasza-klasa jest taka popularna dowodzi, że Internet nie odgrywa i nie odegra w przyszłości roli w budowaniu społeczeństwa obywatelskiego. Co więcej, taki sukces pokazuje, że zasięg Internetu jest już na tyle duży, że internauci zostali zauważeni. Swój pierwszy kontakt z siecią zaliczyły też osoby, które nigdy nie miały z nią nic wspólnego. Więc to nie jest koniec, ale raczej początek drogi.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Portal n-k faktycznie przyciągnął przed monitory grupę osób, które dotychczas nie miały z internetem nic wspólnego. Są to przeważnie ludzie, którzy swoje szkoły pokończyli 30 i więcej lat temu.
    Jednak na portalu zapisują sie osoby, które jeszcze sie uczą, albo szkoły skończyli stosunkowo niedawno. I w tym tkwi dla mnie fenomen. Po co to robią? Przecież z tymi ludźmi spotykają sie na co dzień lub utrzymują z nim kontakty( nie oszukujmy sie – nagle nie polubimy kolegi czy koleżanki skoro nie „tolerowaliśmy” ich przez lata szkolne).
    Jest dla mnie niepokojące to, że młodzi ludzie nie potrafią dogadać sie między sobą w „realu”, ale świetnie im to wychodzi w sieci. Tu nagle uczniowie, którzy się nie lubią zapraszają się wzajemnie do listy znajomych. Zaczyna się ( nie we wszystkich przypadkach oczywiście) „zbieractwo znajomych”. Im więcej tym lepiej i nie ważne czy znam kogoś dobrze, czy na „cześć”, czy tylko z widzenia. Zaczynam mieć wrażenie, że portal, który miał pozwolić, upraszczając, na odszukanie ludzi z klasy stracił cały swój urok i stał się, jak piszą gazet jedna wielką bazą danych, do której spora część wpisuje sie tylko dlatego, że portal jest na topie. O „towarzyskości” na portalu raczej mowy nie ma – przynajmniej tak to odbieram z rozmów ze znajomymi. Kiedy zadaje im pytanie po co się zapisali, skoro utrzymują ze sobą ciągły kontakt odpowiadają, że takie fajne i można zobaczyć jak ktoś sie przez lata zmienił. Czy taka miała być idea naszej-klasy?

  6. Odnośnie N-K.
    Jest jeszcze coś.
    Poniżej dialog autentyczny:

    Tak się bałeś Internetu, a zapisałeś się do Naszej Klasy?
    A dlaczego nie? Jestem uczciwym człowiekiem i nie mam się czego wstydzić!

    Co to jest?
    Odreagowanie histerii z okresu wprowadzenia „Ustawy o ochronie danych osobowych”, kiedy to niemal z dnia na dzień zniknęły nawet imienne spisy lokatorów z klatek schodowych, a ludzie masowo zaczęli zastrzegać sobie numery telefoniczne?
    A może po prostu przekora narodowa?

    Nie wiem.
    Ale coś się rypło 😉
    I wcale mi tego czegoś nie żal 😀

    Pozdrawiam
    Radecki

  7. Ach ta nasza klasa… 😉

  8. Fenomen Naszej Klasy polega jeszcze na tym, że o żadnym innym polskim portalu się tyle nie pisało 😉

  9. Nasza-klasa pada ofiarą splotu naszych narodowych przywar. Po pierwsze, jej pomysłodawcy przyznają się, że sukces ich przerósł, co objawiło się swego czasu zatykaniem serwerów.
    Nie przewidzieli, że pomysł może wypalić, więc muszą mieć wariant na spożytkowanie sukcesu. A tym czasem, zero rozwoju. Słowem., sukcesowi w polskim wydaniu bliżej do katastrofy.
    Po drugie, zaangażowanie użytkowników w „animowaniu” serwisu, generowanie treści jest na nijakim poziomie. W wymierze markingowym nasza-klasa nie doczekała się
    żadnego logotu, identyfikacji wizerunkowej.
    Jakby tego było mało, niewątpliwy fenomen serwisu zaczął kłóć w oczy potencjalną konkurencję, przede wszystkim Agorę. Jest to tak ewidentne, że nie potrafię już
    czytać żadnego tekstu publikowanego w GW, bez świadomości, że chodzi o to, aby dobić i pognębić konkurenta.
    Typowe, acz nie godne pochwały,mało etyczne postępowanie wynikające z logiki korporacji. Jak ktoś powyżej słusznie zauważył, jakoś o Myspace i Facebooku dziennikarze GW
    się nie rozpisywali, nie bili na alarm.
    Fenomen naszejklasy – obawiam sie – zostanie zmarnowany, a jeśli jednak miałoby być inaczej, to pod warunkiem, że serwis zacznie ewoluować. Gdy głód zostanie zaspokojony, to
    kolejna generacja poszuka sobie własnej klasy.

  10. ups: nie logotu, lecz logotypu.. sorry

  11. @Marcin Jagodziński:

    Myślę, że to jednak polemika nie tylko z publikacjami prasowymi, ale także tym, co pisze się o NK w polskiej blogosferze i doprawdy zadziwia mnie zbiorowa amnezja dotycząca porównywania NK do zachodnich serwisów. Oczywiście, także z mojej perspektywy NK jest serwisem słabym, ale moja perspektywa nie jest reprezentatywna dla sporej części polskich internautów, czyli ludzi którzy zarejestrowali się w NK. Zresztą mam nadzieję, że uda mi się namówić Mateusza żeby coś gościnnie napisał na bloga K2.0, może lepiej wyjaśni swoje zarzuty, choć nie wiem, na ile to celowe, bo tekst w Gazecie został na blogach zignorowany, a przecież nie jest „agorowym czarnym PR-em” (tak jak Halawa nie jest dziennikarzem).

    @pwrzosin:
    Nikt nie twierdzi, że to jest analiza socjologiczna (ani tekst naukowy – artykuły w gazecie codziennej mają jednak inną konwencję). Raczej komentarz z perspektywy socjologa który zwraca uwagę, że fenomen popularności NK polegać może właśnie na jej wpisaniu w życie codzienne. To korzystanie z serwisu dość bezużyteczne, ale przecież Polacy jako ogół nie muszą korzystać z serwisów społecznościowych tak, jak np. amerykańscy studenci. To „oczywista oczywistość”, ale mam wrażenie, że gdzieś nam (nam czyli ludziom piszącym czasem coś o internecie, choćby na blogach) to ostatnio umknęło – stąd ten wpis. Ale jak widzę podobna (auto)refleksja nie udzieliła się innym.

    @jah:
    Rzecz w tym, że może ten serwis nie musi ewoluować, bo większa część jego użytkowników nie oczekuje niczego więcej, niż ma w tej chwili. Co oczywiście nie zmienia faktu, że NK może być gwiazdą jednego sezonu, ale i tak skala jej powodzenia chyba wszystkich zaskoczyła.

    A to że o MySpace i Facebooku GW – której akurat nie zamierzam tu bronić, choć myślę że tekst Halawy jest totalnie pod prąd wcześniejszych publikacji – nie pisała wynika chyba głównie z tego, że nie ma tam 6 milionów Polaków. Są za to w NK, przy całej prostocie tego serwisu i jego – z naszej, „eksperckiej” perspektywy – niedostatkach.

  12. Moja matka będąca już po 60-tce, która dotąd nie interesowała się internetem przeszła prze rejestracje, hasła, loginy i tak długo z tym próbowała, aż wreszcie się udało. Takich ludzi jest więcej.
    Najważniejszy wydaje mi się fakt, że można dzięki n-k znaleźć starych znajomych i nigdy wcześniej nie było to tak proste.
    Mojej matki nie interesują inne opcje i użyteczności. Wystarcza jej, że z dnia na dzień otacza ją coraz więcej osób, które zna.
    Co sie dalej stanie z n-k, zobaczymy, ale już dała odczuć wielu osobom jakie poczucie może dać internet i to bez etykietek w rodzaju web 2.0

  13. Myślę, że n-k w bardzo prosty i przystępny sposób trafiła do wcześniej wspomnianych rodziców, którzy bardzo często odgradzali się od Internetu. Bądźmy szczerzy, n-k to nie jest autorski pomysł Polaków, tylko kolejna interpretacja portalu o charakterze społecznościowym przełożona na nasze realia, która sprawdziła się już w innych państwach (np. skandynawski stayfriends, który był fenomenem i ruchem starszych pokoleń w stronę komputera). Innowacja żadna tak naprawdę, ale jak widać rozruszała społeczeństwo i to jest bardzo fajne, dalej może być jeszcze lepiej. Jeżeli chęć „powspominania” (odnosząc się do M. Halawy) i prostota strony zadziałała na ludzi, to znaczy, że taki portal był potrzebny. A to jak z niego użytkownicy korzystają (odnosząc się do wypowiedzi „alicji”) myślę, że nie powinno podlegać krytyce, bo to bardzo indywidualny i zmienny proces- co można było zauważyć np. na gronie.

  14. no macie racje jusz tyle sie nie pisało o naszej klasie :P))