Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości

29.01.2008
wtorek

Hardware i software – granica coraz bardziej płynna

29 stycznia 2008, wtorek,

Żaden z producentów elektroniki użytkowej nie jest w stanie wprowadzać na rynek nowego produktu kilka razy w roku. Za to aktualizować oprogramowanie starego sprzętu – jak najbardziej.

Granica między sprzętem a napędzającym go oprogramowaniem staje się coraz bardziej płynna. Producenci standardowo aktualizują firmware swoich produktów, jednak do niedawna najczęściej chodziło o poprawki błędów i kompatybilność z nowymi urządzeniami. Teraz coraz częściej nowe oprogramowanie oznacza nowe możliwości: urządzenie stojące na naszej półce – czy będzie to multimedialny kombajn, czy konsola do gier – na poziomie funkcji wcale nie musi być tym samym sprzętem, który kupiliśmy w sklepie. Wydaje się wręcz, że dołączany do sprzętu abonament na nowe oprogramowanie będzie wkrótce nie mniej ważny, niż gwarancja. To pewnie zła wiadomość dla naszej części Europy, bo wiele usług oferowanych przez wielkie koncerny nie jest u nas dostępnych. To również zmiana, która chyba niezbyt przystaje do polskiej mentalności, zgodnie z którą wydatek na sprzęt jest uzasadniony, ale oprogramowanie zawsze przecież można skopiować. Nie mam jednak wątpliwości, że kolejny element amatorskiej kultury sieci – „hakowanie” sprzętu – zostaje właśnie zawłaszczony przez biznes. Pamiętam, że gdy kilka lat temu na rynku pojawiały się pierwsze tanie cyfrowe lustrzanki, dla niektórych z nich dostępne były w sieci modyfikacje firmware’u odblokowujące opcje obecne tylko w droższych modelach. Dziś robią to sami producenci – jak choćby Nikon z oprogramowaniem dla modelu D70, który po aktualizacji software stawał się nowszym D70s.

Wątpliwości budzi jedynie to, że to producenci wytyczają arbitralną granicę pomiędzy tym, co możemy zrobić legalnie i bezpłatnie (jak niedawna aktualizacja AppleTV), a tym, co kosztuje (trzymając się przykładu Apple – nowe funkcje w iPod Touch) lub czego robić teoretycznie nie należy (jak hakowanie iPhone’a; inną kwestią jest bezradność prawa w walce z kodem – BBC donosi, że 27% amerykańskich iPhone’ów ma zdjęte blokady i może pracować w sieciach innych niż AT&T; sądzę, że w Europie ten wskaźnik jest jeszcze wyższy). A może uda się stworzyć jakiś model hybrydalny – certyfikowane przez producentów i dystrybuowane przez nich oprogramowanie tworzone przez amatorów? Wcale nie zdziwiłbym się, gdyby za jakiś czas najwięksi wytwórcy sprzętu uruchomili usługę pełniącą podobne zadania, jak na rynku gier pełni Steam firmy Valve.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 2

Dodaj komentarz »
  1. 1. Rzec by można nihil novi. w zamierzchłej przeszłości (ok. 10 lat temu) producenci telewizorów montowali we wszystkich modelach telegazetę (nie wiem, czy to sprzęt czy oprogramowanie), który był aktywowany lub nie w zależności od tego, jak model kupiliśmy.

    2. Przykład iPhone jest dla opisanej prawidłowości symptomatyczny. Wszak w tym produkcie a priori zaszyto wiele funkcji, które nie zostały udostępnione w pierwszych wersjach po to, aby później napędzać machinę marketingową przez oferowanie „nowszych” modeli.

  2. dawkować po kawałeczku