Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości

1.02.2008
piątek

Rocznica zdjęcia „Dziadów” – prawa autorskie i blokada dziedzictwa

1 lutego 2008, piątek,

Burlap zwrócił moją uwagę na doniesienie z GW, według którego prawa autorskie do materiałów archiwalnych uniemożliwiły fotografom dokumentację 40 rocznicy zdjęcia Dziadów Kazimierza Dejmka.

Sprawa jest dość niejasna, początkowo gazeta twierdziła, że zakaz miał związek z ochroną wizerunku Prezydenta. To okazało się nieprawdą – choć może ktoś powinien zapamiętać pomysł i podjąć próbę wprowadzenia kolejnego ograniczenia z pomocą systemu własności intelektualnej? Pomysł oczywiście jest dość absurdalny – szczególnie w chwili, w której wśród milionów naszoklasowiczów wielu na pewne nie robi sobie nic z koncepcji troski o czyjkolwiek wizerunek.

Ostatecznie jednak okazało się, że to nie BOR chronił wizerunek Prezydenta, tylko Teatr Narodowy prawa autorskie do wykorzystanych w rocznicy materiałów archiwalnych (znów niejasność – nie wiadomo, o jakie materiały chodzi). Na portalu e-teatr znalazłem najbardziej wyczerpującą informację:

Są dwa powody. Będziemy pokazywali materiały archiwalne z 1968 r., do których nie mamy praw, jeśli chodzi o kwestie rozpowszechniania publicznego – tłumaczy Pękala. I dodaje, że chodzi też o ochronę starszych osób, które będą brały udział w uroczystości i emocjonalnie przeżywają tę rocznicę. – Nie chcemy, by było to dokumentowane – dodaje.

Trudno wyrokować nie znając szczegółów, ale przecież pokazanie tych materiałów w teatrze już jest formą udostępniania powszechnego.

Ale istotne jest co innego – że przedstawicielka kluczowej instytucji kultury, jaką jest Teatr Narodowy, nie widzi żadnej trudności w fakcie, że prawa autorskie blokują możliwość popularyzowania dziedzictwa kulturowego. Można odnieść wrażenie, że Teatr wobec systemu praw autorskich albo czuje się bezbronny, albo uznaje jego prymat nad dostępem do dziedzictwa.

(Przez chwilę zastanawiałem się nawet, że nie wiem, o jakie materiały chodzi i faktycznie należy się im ochrona. Z drugiej stronie na tej zasadzie niemożliwe byłoby fotografowanie właściwie czegokolwiek – gdyż dziś właściwie w każdym kadrze znajdzie się przedmiot czyichś praw autorskich. Wreszcie na odpowiedni tor myślenia sprowadził mnie z powrotem Burlap, który trzeźwo zauważył, że mówimy o materiałach sprzed 40 lat. To dużo czasu, nawet jeśli zasada „czas życia + 70 lat” sugeruje, że tak nie jest, a okresy ochrony rzędu 150 lat to coś normalnego).

Abstrahując od sprawy „Dziadów”, chciałbym, by instytucje takie jak Teatr Narodowy podeszły do sprawy bardziej krytycznie. „Dziady” Mickiewicza oraz ich inscenizacja i jej zdjęcie w 1968 roku są ważnymi elementami naszego dziedzictwa i historii. Jeśli zachowały się materiały archiwalne związane z tamtymi wydarzeniami, to powinny stać się dostępne w internecie – tak, by dostęp do nich mieli nie tylko goście zaproszeni do Teatru Narodowego, ale każda osoba z dostępem do internetu. W tym celu instytucje tego rodzaju, wraz z Ministerstwem Kultury, powinny opowiedzieć się za reformą systemu prawa autorskiego (tak by treści tego rodzaju stały się bardziej dostępne) lub też za stworzeniem funduszu, z którego środków byłyby wykupywane prawa do kluczowych utworów, tak by mogły być one udostępniane zgodnie z obowiązującym systemem.

Tymczasem jest odwrotnie – również w imię ochrony praw i prawa dysponowania wizerunkiem dyrekcja Wawelu zakazała w zeszłym roku Wikipedystom fotografowania zamku.

Nie zezwalamy na to, by ktoś samodzielnie wykonywał fotografie do publikacji. Dyrekcja ma prawo dysponować wizerunkiem Zamku Królewskiego na Wawelu.

Cytat ten ukazuje sedno problemu: instytucje kultury zamiast pełnić rolę kustoszów dziedzictwa myślą o sobie jako o właścicielach własności intelektualnej.

Odnośnie rocznicy zniesienia „Dziadów” – zastanawiam się jeszcze, czy na sali nie błyskały przypadkiem lampy prywatnych cyfraków, czy ktoś nie filmował zdarzenia kamerą z aparatu komórkowego? Polski Teatr Narodowy podczas rocznicy zdjęcia „Dziadów” jest zapewne odpowiednikiem bieguna zimna, jeśli chodzi o wykorzystanie nowych technologii. Ale jeśli zgrywa się pirackie wersje filmów podczas ich premier, a na koncertach wyrastają lasy rąk nie z zapalniczkami, tylko z komórkami, to upowszechnienie zdolności rejestracji jest nieuchronne – po 50. rocznicy zdjęcia „Dziadów” łamiące embargo fotki będą pewnie dostępne na Flickerze.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 9

Dodaj komentarz »
  1. zgadzam się z tym, dziedzictwo kultury należy do nas wszystkich, więc tak naprawdę kategoria praw autorskich nie powinna mieć tu zastosowania

  2. Pingback: makowski und pepe : 1968 (znów) zakazany

  3. do ping-backa dodam tylko, że może i zgoda, co do tego, iż
    >> Esse
    dziedzictwo? i Te de.
    ale.
    co jest moje a co „wspólne”?
    gdzie granica? jak rozdzielać? jak definiować?
    ci z Wawelu to kretyni (imo); ale to nie zmienia faktu, iż problem jest.
    ja np. mam zdjecia (przypadkowe i marne; ponadto niepolityczne; ale nie o to idzie) z lat 60; czy to znaczy, że ma je mieć „już każdy”?
    nie.
    ja mam do nich Prawo. i TYLKO ja.
    (= prawo decydowania czy mają być „moje” czy „publiczne”…)
    ………………………….
    a pomysł ze „stworzeniem funduszu, z którego środków byłyby wykupywane prawa do kluczowych utworów” — choć mam trochę na sprzedaż…;-))
    — też prowadzi do tego, że (zapewne) za kilka lat — taki FUNDUSZ powie, że NIE mogą być one udostępniane.
    z byle powodu.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Informacja o ochronie praw autorskich to ściema. Po uroczystości okazało się,
    że na sali był fotograf prezydencki, którego nie wyproszono, nawet wtedy kiedy fotografował starszych ludzi na widowni.

    Na dodatek nic nie przeszkadzało pokazać ,,zakazane” zdjęcia, kilka dni wcześniej, na otwartym pokazie w siedzibie Gazety Wyborczej.

  6. >> mefju
    możliwe. (i mnie sie tak trochę wydaje; choć?)
    ale: Alek też to dopuszcza..
    (…Sprawa jest dość niejasna…)
    rzecz nie w ‚kombinacjach” (= BOR-u, Teatru czy GW)
    — ale w charakterze tych „argumentów”.
    mocno… Dziwacznym; ale — (już niestety) „akceptowalnym” przez Nas. przez Media…
    a to niedobrze (imo).

  7. jesli to decyzja Teatru, to byc moze chodzi o kolejna Misje, ktorej zasady rozumieja tylko wtajemniczeni (znaczy u koryta), a reszta musi sie zgodzic. bo tak.
    /co do fotografowania prezia – to argument nie mogl sie obronic, bo impreza publiczna i osoba wystepowala tam ‚w roli’ itd

  8. Zasłanianie się dobrem ludzi starszych w tym przypadku stanowi prymitywny wykręt, rodzaj zasłony dymnej. Jeśli posługiwać się szerzej jego logiką, to telewizje, w ogóle media, nie powinny publikować zdjęć z miejsc katastrof, wypadków samochodowych. Tym samym należałoby ograniczyć emisje filmów dokumentalnych traktujących o np. ludobójstwach. Co stałoby się wówczas z misją edukacyjną . IPN i np. rocznicami masakry w „Wujku”?

    Co do dziedzictwa narodowego, ze szczególnym uwzględnieniem administratorów zamku w Krakowie – posługiwanie się przez nich urzędniczymi prerogatywami nie powinno prowadzić do ograniczeń w dostepie do dziedzictwa, bo w innym przypadku mamy do czynienia nie z troską o dobra kultury i jego popularyzację, lecz szkodliwy partykularyzm. Co urzędnikowi do zdjęć w Wikipedii? Groteska

  9. @mefju
    rzeczywiście, wygląda na to, że to ściema (wszystko w tej historii jedynie niestety „wygląda”, a nie „jest”). ale i tak istotne jest rodzaj używanych argumentów – i to, że zarówno w przypadku Teatru Narodowego i Muzeum na Wawelu opinia publiczna, media, itp. z łatwością takie argumenty „łyka” (z wyjątkiem garstki tokującej z lekka w takich miejscach jak ten blog).

  10. Fakty tego typu, przechodza z lekka niezauwazone przez przeceitnego zjadacza chleba, media glownego nurtu si eniemi nie zajmuja, a w polityce tematyka tez pojawi sie w blogu, a nie w wydawanej gazecie. Tymczasem ja nie mam watpliwosci ze to co sie dzieje w zakresie wlasnosci intelektualnej, pojecia dozwolonego uzycia i w obrebie technologicznych rozwiazan w zakresie udostepniania mediow ( np. ograniczenia w Windows Vista, iPod itp) sa jedna z najwazniejszych batali jaka przyjdzie spoleczenstwom zachodnim stoczyc w najblizszych latach. Ta batalia pokaze czy rozne dystopie kazace widziec w dzialaniu globalnych korporacji w rodzaju wytworni holywoodzkich czy Sony destrukcyjnej sily sa prawdziwe czy tez wyssane z palca.
    Warto zwrocic uwage, ze w panstwach o bogatej kulturze tego typu dyskusje sa wazne dla spolecznosci: wystarczy wspomniec Szwedzka partie piratow czy co chwila pojawiajaca sie krytyke i kontrowersje wokol działan RIAA. Niestety w Polsce ludzie moga zyc bez kultury, wzasadzie nasza narodowa dla przecietnego zjadacza nie istnieje, zatsepuje ja zmacdonaldyzowana kultura globalna, i dzieki temu rozmaici pomylency moga strosowac takei zabiegi jak te opisane w blogu.
    Jak dla mnie, decyzje jak ta opisana powiny byc powodem skandalu i natychmiastowej dymisji kierownictwa Narodowego oraz Muzeum na Wawelu. Ci Panowie powinni stac po stronie otwartosci kultury a wiec tej samej po ktorej stoja ci ktorych potocznie nazywa sie piratami a ktorzy zwykle nimi nie sa.