Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości

18.03.2008
wtorek

Młoda polska animacja jeszcze raz: Dumała, Rybczyński, Wawszczyk

18 marca 2008, wtorek,

W zeszły piątek prowadziliśmy z Mirkiem we Wrocławiu remiks spotkania o młodej polskiej animacji – okazją była inauguracja roku polskiej animacji, którego obchody koordynuje PWA. Spotkanie odbyło się w Galerii Entropia, w której odbywałorównież mieści się prowadzona przez Alicję Jodko Dziecięca Wytwórnia Filmowa. Powstają w niej świetnie animacje (szkoda, że nie da się ich znaleźć w sieci – może po DVD z animacją dla dzieci PWA powinno wydać animacje dzieci!).

Młoda polska animacja jeszcze raz

Miłą niespodziankę sprawił nam Zbigniew Rybczyński, przyłączając się jako trzeci, niezapowiedziany gość spotkania. Miałem w pamięci słowa Pawła Janickiego, który podczas wykładu o sztuce i kodowaniu cytował właśnie Rybczyńskiego: aby robić kreatywne rzeczy z komputerem, trzeba umieć programować. I rzeczywiście, dyskusja dotyczyła przede wszystkim narzędzi i technik animacji, komputera jako narzędzia animatora oraz wad i zalet animacji 3D (w tej technice została wykonana „Drzazga” Wojtka Wawszczyka, którą pokazaliśmy przed dyskusją). Oto moje luźne notatki:

Rybczyński mówił o „przesycie giętkości formy” charakteryzującym animację 3D. Dumała mówił o nadmiernej ekspresyjności metody, która jednocześnie jest iluzjonistyczna – dąży do doskonałego naśladowania rzeczywistości – ale też hiperrealistyczna. Wawszczyk z kolei stwierdził, że po 3-letniej pracy nad kilkunastominutową animacją doszedł do wniosku, że animacja 3D jest metodą zbyt powolną i żmudną. Co było nieco zaskakujące, tak jak i wypowiedzi Rybczyńskiego – który w swojej karierze konsekwentnie eksperymentował z najnowszymi technologiami. A taką w końcu jest dzisiaj animacja 3D.

Młoda polska animacja jeszcze raz

Rybczyński zresztą wytłumaczył, czego nie lubi w animacji 3D, a właściwie wśród tworzących ją animatorów – braku wspomnianej wcześniej umiejętności tworzenia własnych narzędzi (programistycznych). Sztuka jest bowiem dla niego tworzeniem własnych narzędzi, z pomocą których można przedstawiać wizję przyszłości, jako rzeczywistości lepszej i piękniejszej. Rybczyński twierdził, że istnieje dziś garstka osób potrafiących te narzędzia tworzyć – programistów piszących komercyjne programy lub pracujących w (maleńkich) działach efektów specjalnych i post-produkcji wielkich wytwórni.

Dzień później, w trakcie gali inaugurującej rok animacji, pokazano nagranie Rybczyńskiego, w którym chwalił animację jako formę kina, która pozwala na eksperymenty niemożliwe w kinie fabularnym. To tłumaczy inną ciekawą tezę Rybczyńskiego: skupiona od początku na „fabrykacji światów niemożliwych” kinematografia jest w coraz większym stopniu animowana (łącznie z wielką fabułą).

Zanotowałem też sobie stwierdzenie Rybczyńskiego, że praca z programem oznacza kontakt z „mózgiem i wyobraźnią jego twórcy”. Z tej perspektywy zdolność samodzielnego programowania rzeczywiście jest istotna. W innym wypadku artysta nie myśli i nie czuje samodzielnie?

O narzędziach animacji ciekawie mówił też Piotr Dumała. Warto pamiętać, że wykorzystywał on w swojej twórczości żmudne techniki analogowe – nad „Zbrodnią i karą” pracował trzy i pół roku, tworząc w tym czasie niemal 50 000 obrazów wyciętych w płycie gipsowej.

Dumała opowiadał o tym, jak eksperymentuje dobierając narzędzia, kierowany wyobrażeniami porządanego efektu – do czasu, aż „technologia wyjdzie mu na spotkanie”. Potem, w trakcie pracy z nim, narzędzie „wyciera się”, „zostaje w tyle za artystą” – dla Dumały jego dawne filmy pochodzą z „innych czasów”, stworzone przez „innego mnie”.

Mówił też o zachwycie technologią, który rodzi nowe formy kultury. Co ciekawe, niekoniecznie są to technologie hi-tech – ważne jedynie, by w pełni odpowiadały potrzebom twórcy. Inaczej dochodzi jedynie do „martwego powtarzania” – za które Rybczyński krytykuje leniwych studentów, nie interesujących się dogłębnie stosowaną techniką.

Młoda polska animacja jeszcze raz

Przyznam, że temat narzędzi służących tworzeniu wydaje mi się bardzo ciekawy, może bardziej od rozmów o formach z ich pomocą tworzonych. Rozmowa wybitnych twórców, pokazująca falujący proces fascynacji i znudzenia narzędziem, jak również konieczność szukania własnych narzędzi (niekoniecznie tych najbardziej błyszczących się pikselami) – była całkiem inspirująca. Pozostaje jedynie pozazdrościć ludziom, którzy tak twórczo mogą podchodzić do wykorzystywanych narzędzi. Mam poczucie, że dla przeciętnego knowledge workera (jak to tłumaczyć, nie wiem, Lipszyc pisał ostatnio o infotariacie…) wybór narzędzia – jeden CMS lub drugi, notatnik czy Word? – nie jest aż tak inspirujący.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 3

Dodaj komentarz »
  1. Oh, mam nadzieję, że spotkanie o animacji jeszcze się odbędą…w Warszawie..? 😉

  2. „Zanotowałem też sobie stwierdzenie Rybczyńskiego, że praca z programem oznacza kontakt z ?mózgiem i wyobraźnią jego twórcy?. Z tej perspektywy zdolność samodzielnego programowania rzeczywiście jest istotna. W innym wypadku artysta nie myśli i nie czuje samodzielnie?”

    Korzystając z elementów przygotowanych przez innych skazuje się na pewne ograniczenia. Inna sprawa, że utwory kreowane za pomocą tych samych narzędzi będą zawsze w jakimś stopniu podobne.
    To podobieństwo (i przewidywalność jednocześnie) pomiędzy wszystkimi dziełami w wersji cyfrowej zauważył niedawno Vagla:
    http://prawo.vagla.pl/node/7740

    Ciekawe to wszystko 😉

  3. W tym co mówili Dumała i Rybczyński pojawiał się taki wątek, że artysta powinien przekraczać granice narzędzia – czyli skoro oprogramowanie zastępuje obiektyw, to tak jak mistrzowie animacji tworzyli nowe techniki, dziś należałoby tworzyć lub modyfikować oprogramowanie. Ale tu doszło do sporu z młodszymi animatorami: czy animacja 3d nie może służyć tym samym celom, co np. lalkowa, tylko że dzięki komputerowi jest mniej żmudna? Bo skoro efekt pracy może być ten sam, to czy warto fiksować się na narzędziu, czy po prostu pokazać to, co się chce, dzięki wsparciu komputera i cudzych programów kilkakrotnie skracając pracę?