Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości

21.03.2008
piątek

Kultura urzędnicza kontra kultura uczestnictwa

21 marca 2008, piątek,

W ostatniej „Polityce” ukazał się artykuł (niestety niedostępny w sieci) nt. nadwiślańskiej kępy o nazwie Wieloryb, obszaru chronionego w ramach programu Natura 2000. Prywatny przesiębiorca zasypał kępę gruzem i ziemią w celu stworzenia na niej pola golfowego. Z artykułu wynika, że działania są prowadzone przynajmniej częściowo za zgodą urzędników odpowiedzialnych za ten teren (i jego ochronę).

W „Gazecie stołecznej” ukazał się tekst o holenderskim ekologu, który stara się ożywić warszawskie parki. I natrafia na opór urzędników, którzy: obrażają się; nie mają czasu na spotkania; zasłaniają się nieznajomością angielskiego, która uniemożliwia im lekturę przygotowanego raportu; wytykają niewiedzę. Artykuł jest trochę zbyt krótki, by móc w pełni zrozumieć sytuację – jednak wyłania się z niego wizja urzędników niekompetentnych, niechętnych do współpracy i przekonanych o swojej słuszności.

Wreszcie czytam, że na Polu Mokotowskim, wielkim warszawskim parku, przez który codziennie jeżdżę rowerem do pracy (czując się, jakbym mieszkał gdzieś na wsi, a nie w środku zakorkowanego miasta) mają stanąć drapacze chmur. Podobno sprzeczna z planami zagospodarowania terenu budowa zrobiła bardzo dobre wrażenie na przedstawicielu ratusza…

Te trzy – anegdotyczne przyznam – przykłady składają mi się na obraz urzędów i urzędników kierujących się racjonalnością zupełnie odmiennej od myślenia w kategoriach dobra wspólnego. Jak dla mnie archaiczną, czasem wręcz niemądrą w swojej nieprzystawalności do wymogów czasów – a jednak dominującą.

Co gorsza zmiana sytuacji wydaje się trudna. Teoretycznie rozwiązaniem powinno być „społeczeństwo obywatelskie” – a w nim jednostki / grupy zdolne wypunktować błędy, nagłośnić skandale, wskazać alternatywne rozwiązania, itp. Dlatego cieszę się, że istnieje np. fundacja „Ja, wisła”, która podjęła działania w obronie kępy Wieloryb. Ale przykład holenderskiego ekologa pokazuje, że biurokratyczne struktury mogą być odporne na tego rodzaju wpływy.

Piszę o tym, bo troska o środowisko (ale nie tylko „środowisku przyrodniczym”, tylko ogólniej wspólnym otoczeniu), ma wiele wspólnego z działaniami spod znaku „kultury 2.0”. Tak środowisko jak i kulturę można traktować (lub nie) jako commons – dobro wspólne. Równocześnie kultura, tak jak i środowisko, podlega zarządzaniu przez różnej maści urzędników.

Tu zastanawiam się, jaki najlepiej przykład podać. Dobrym jest przygoda polskich Wikipedystów, którzy postanowili sfotografować Wawel – ale nie otrzymali zgodem dyrektora muzeum, który twierdzi, że dysponuje prawem do dysponowania wizerunkiem zamku, a zgody udzieli jedynie za opłatą. Mamy więc po raz kolejny urzędnika – który do zarządzania Wawelem stosuje logikę przedsiębiorstwa, a chroniąc Wawel zdaje się nie traktować zabytku w kategorii dobra wspólnego. (Polecam opis sprawy u Vagli).

Przypomina mi się również dyskusja na temat archiwów w trakcie konferencji „Kultura 2.0” w grudniu 2006. Zreferował ją zresztą w komentarzach pod innym wpisem u Vagli bronek:

Czytając o pomysłach i działaniach naszych rodzimych „zarządców kultury narodowej” zawsze doznaje uczucia zderzenia czołowego z polską rzeczywistością. Przypomina mi się pierwsza konferencja Kultura 2.0 gdzie BBC (czyli media publiczne) przedstawiło swoje metody, cele i sukcesy totalnego uwalniania zasobów. W opozycji do nich np Polskie Radio (podobno też publiczne) mętnie tłumaczyło dlaczego nic nie udostępnia. A po pytaniu przedstawicieli PR skierowanym do BBC „ile to kosztuje?” po chwili konsternacji padła odpowiedź: „no przecież cały czas tłumaczyłem – te zasoby udostępniane są za darmo”

I jeszcze komentarz Vagli:

Stawiam tezę, że to nie powinno być tak, że państwo w dziedzinie kultury (cyfrowej) stawia sobie dowolnie „bramki” – jak szlaban na moście w celu pobierania myta, tylko dlatego, że z jakiegoś powodu stało się fizycznym dysponentem przestrzeni, w której informacje można pozyskać. […] Muzea, albo archiwa (jak w ostatnio podlinkowanej notatce) stawiają takie bramki, bo mogą. Dzięki technicznym możliwościom postawienia tych barier (czy mam się pobić z dozorcą albo ochroniarzem, jeśli ten nie będzie chciał mnie wpuścić do muzeum z aparatem fotograficznym jeśli nie uiszczę opłaty?) zaczynają działać jak komercyjne supermarkety.

Praktyka uznawania licencji Creative Commons w Polsce przez organizacje zbiorowego zarządu to przykład nieco inny – ale również pokazujący, że myślenie w kategoriach commons może być zaskoczeniem, i problemem, dla wypracowanej rutyny zarządzania kulturą. O sprawie pisałem ostatnio na blogu CC Polska. Krzysztof Siewicz, koordynator prawny CC Polska, opowiadał na przedostatnim spotkaniu „Kultura 2.0”, że prawo polskie traktuje twórców jak dzieci bądź osoby niedołężne – zakładając, że dla ich dobra powinno się delegować zarządzanie prawami do ich twórczości.

Na koniec jeszcze jeden przykład – nieco inny i zapewne kontrowersyjny? Mam wrażenie, że logika biurokratyczna czasem bierze górę wśród administratorów polskiej Wikipedii. Mnożą się zasady, istnieje coraz bardziej złożony system rozstrzygania sporów, oraz bizantyjska lista powodów, dla których artykuł może zostać usunięty. A wszystko to okraszone hermetycznym żargonem.

Mam wielką sympatię dla Wikipedii i jej twórców, więc liczę, że moja intuicja jest mylna. Jednak koordynacja otwartych projektów jest zadaniem niebagatelnym (polecam wywód na ten temat Stevena Webera w „The Success of Open Source”) i nie ma powodów, by nie zdominowała logika biurokratyczna. Przy tworzeniu wolnego oprogramowania tej biurokratyzacji nie widać – dominują podejścia oparte na charyźmie i merytokracji. Być może dlatego, że biurokratyczne reguły zastępuje przejrzysta struktura języka oprogramowania, wraz z jego logiką i strukturą rzeczy możliwych do zrealizowania oraz nie. A nie istnieje sformalizowany język pisania artykułów do encyklopedii. Pytanie też, jaki wpływ na Wikipedystów ma kontekst i spuścizna kulturowa.

Marzy mi się solidna analiza koordynacji i zarządzania na Wikipedii, która pokazałaby, czy tak rzeczywiście jest – i wskazała alternatywy (to pomysł z cyklu „pomóż, droga Lazy Web!”).

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 5

Dodaj komentarz »
  1. Zgadzam sie z traktowaniem środowska jako dobra wspólnego i mnie również bulwersuje dewastacja ‚wieloryba’.
    Jednak projekt natura2000 to wg mnie to swoiste kuriozum. O ile sama idea jest słuszna, to w polsce obszarów objętych tym programem jest nie przesadzając ‚od groma’ i w wielu przypadkach okazuje się że wręcz uniemożliwia on życie ludziom (o których się najczęściej zapomina) żyjącym w ich okolicy.

  2. W Polsce w ostatnich latach promowano i debatowano wiele o deregulacji, demonopolizacji, liberalizacji i prywatyzacji ale nie zauważyłem, żeby zaistniało, przyjęło się w potocznym języku, konkretne choćby jedno określenie, które oddawałoby potrzebę dowartościowania sfery i dobra publiczego.
    Określenie, które funkcjonując w powszechnym dyskursie, pozwalałoby nakreślić linię demarakacyjną pomięty tymi, którzy te sferę chronią i rewitalizują, a tymi (w tym właśnie wymienieni przez Ciebie urzędnicy-biurokrai), którzy ją dewastują, zaniedbują, tudzież uznają za mało istotną.
    Trochę mam żal do środowisk alternatywnych, lewicowych, obywatelskich, że nie potrawią tak zdefiniować i określić swoich celów, aby dowartościować właśnie sferę publiczną i umieścić ją na swoich- ujmę to tak – sztandarach.

  3. upss. errata linię „demarkacyjną”, a nie „demarakacyjną”

  4. czy to tylko ja mam wrażenie, że dyskusja się rozbiega?😉
    …………………………………..
    no to.
    1.
    samowole w PL mają wielką Tradycję (…to nasza Świecka Tradycja wnusiu…); a teraz, gdy jeszcze pojawiły się Pieniądze
    (znaczy: Łapówki, moim niefachowym zdaniem; i coby Dosadnie. ale ja sie nie znam..,)
    no to o NATURĘ — będziemy walczyć — śladem Zachodu: jak juź ją kompletnie z-Kapitalizujemy.
    taka kolejność: najpierw nasza Szkapa, wyzyski i konopnicka; a dopiero później; jak już będziemy Bogaci — Ekologia.
    przykre; ale.
    2.
    to samo (?) z PL-wikipedią.
    (= znaczy: mam to samo wrażenie, źe dziwacznie rządzona…)
    samowola; ale tym razemNaukowa.
    mnóstwa rzeczy brakuje; są za to pełne komplety Herbów Rodziny kaczyńskich; z d. Fiuth…
    (= dla przykładu tylko; a nie o Polityce..;-)
    samo-Wola, panie.
    (jak to w kraju, gdzie intelli-www-szlachta — oraz Lud Ciemny-Plebs…)
    …………………………………..
    ale sie gruzem zasypie Panie…. a na Flaszke bedzie?
    nbo to juź woziem!