Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości

27.04.2008
niedziela

Dwugłos o Światowym Dniu Własności Intelektualnej

27 kwietnia 2008, niedziela,

„Gazeta wyborcza’ opublikowała w piątek dwa wywiady na temat dwóch konferencji, które tego dnia miały miejsce: ja odpowiadałem na pytanie jako współorganizator konferencji Creative Commons Polska, a Jan Bałdyga z Koalicji Antypirackiej reprezentował organizatorów konferencji „Jak przeciwdziałać piractwu intelektualnemu”.

Dwie uwagi:

Tekst jest zatytułowany „Piraci, zamordyści, liberałowie” – to cytat z Miasika, jednak „liberałowie” nie jest chyba najlepszym określeniem działań CC. Może raczej komunitarianie? Po części – wolnościowcy? A najbardziej lubię nieprzetłumaczalne (możę się mylę, proszę o propozycje) „copyfighters”, biegnące pomiędzy i poprzez tradycyjne kategorie myśli politycznej.

Jan Bałdyga na samym końcu stwierdza:

Dlatego nie zgadzam się, by w imię haseł o wolnej kulturze pozbawiano kogokolwiek możliwości decydowania o tym, co w jego twórczości jest jego własnością, a co nie.

Też się nie zgadzam, by takiej możliwości kogoś pozbawiano. Problem w tym, że Bałdyga odwołuje się do nieistniejącego problemu – bowiem w ruchu wolnej kultury brak głosów twierdzących, że należy kogokolwiek takiej możliwości pozbawić, lub że – w szczególności – należałoby odgórnie zadekretować, że twórczość nie jest własnością.

Polecam lekturę. W najbliższym czasie na stronie CC Polska opublikujemy nagrania z konferencji. W międzyczasie, jeśli ktoś z Was uczestniczył w jednej z dwóch konferencji – ciekaw jestem Waszych wrażeń.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 7

Dodaj komentarz »
  1. etykietka „liberał” rzeczywiście nie wydaje się być najtrafniejszym określeniem działacza CC. natomiast sądzę, że określenia typu „komunitarianin”, „wolnościowiec”, czy „copyfighter”, mimo iż rzeczywiście precyzyjniej odnoszą się do sensu działań CC, to jednak niosą ze sobą konotacje, które mogą być mocno uciążliwe – sugerują silny radykalizm, co tylko w to mi graj rzecznikom obecnego prawa autorskiego, którzy kreują przerysowany obraz „wroga” jako zwolenników totalnego zniesienia prawa autorskiego i gwałtu na własności intelektualnej w biały dzień.
    A w tym konkretnym kontekście, na tle „zamordysty”, liberał prezentuje się całkiem sympatycznie;)

  2. „Problem w tym, że Bałdyga odwołuje się do nieistniejącego problemu – bowiem w ruchu wolnej kultury brak głosów twierdzących, że należy kogokolwiek takiej możliwości pozbawić, lub że – w szczególności – należałoby odgórnie zadekretować, że twórczość nie jest własnością.”

    Jeśli utożsamiać ruch wolnej kultury z ruchem CC, to masz po części rację. Takie utożsamianie jest zresztą uzasadnione, jeśli spojrzeć chocby na pochodzenie pojęcia „wolna kultura”.

    Jednak do ruchu wolnej kultury zaliczają sami siebie, obok CC, działacze rozmaitych mutacji Pirate Bay, czy ludzie o bardziej zdecydowanych poglądach na prawo autorskie, jak J. Lipszyc. Dla nich poglądy krytykowane przez Bałdygę są słuszne i oczywiste.

    Dlatego nie mogę zgodzić się z twoim poglądem, że Bałdyga strzela kulą w płot. Mogę się z nią nie zgadzać, ale prawdziwości tej wypowiedzi odmówić nie mogę.

    pb

    P.S. Trochę się powtarzam wobec tego co mówiłem w trakcie konferencji.

  3. Moje zdecydowane poglady, kiedy rozpisac je na postulaty, w gruncie rzeczy sa dosc racjonalne i zachowawcze: rozszerzyc zakres dozwolonego uzytku na niekomercyjne uzycia dziela (wedlug rygorystycznej definicji komercyjnosci obejmujacej zakaz jakiejkolwiek kompensacji materialnej), wprowadzic do majatkowych praw autorskich system opt-in (chronimy tylko te dziela, ktore potrzebuja ochrony), wprowadzic zasade ze dziela ktorych powstanie zostalo sfinansowane z budzetu panstwa sa wylaczone spod prawa autorskiego.

    Najwieksze protesty budzi moje glebokie przekonanie, ze w ciagu najblizszych 50 lat system prawa autorskiego jako systemu opartego na dogmacie monopolu prawno-autorskiego zniknie, i zostanie zastapiony przez znacznie bardziej elastyczny i dopuszczajacy inne strategie system kompensacji. Zwracam uwage, ze takze to nie jest az tak rewolucyjne – wyjatki od dogmatu monopolu prawnoautorskiego zawarte w przepisach o dozwolonym uzytku sa kluczowym elementem majatkowycyh praw autorskich.

    W swiecie „zamordystow” jakiekolwiek poglady niz dokrecanie sruby sa uwazane za radykalne. Poniewaz jeszcze cwierc wieku temu za niebezpiecznych radykalow uwazani byli osobnicy gloszacy potrzebe reformy systemu socjalistycznego, a osobnicy gloszacy jego kres uwazani byli za wariatow, to sie za bardzo nie przejmuje.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Przejmować się nie ma czym :-).

    Nie posługuję się też pojęciem „radykałowie”, zresztą ludzie spod znaku trupiej czaszki oficjalnie również nie :-).

    W całym wywiadzie brakuje mi poruszenia kwestii DRM. Powoływanie się przez ZPAV na dozwolony użytek przy równoczesnym stosowaniu DRM trąci hipokryzją.

    pb

  6. Użycie przeze mnie określenia „liberałowie” było raczej w kontekście obecnie używanego powszechnie politycznie/gospodarczo terminu liberał, który od klasycznego liberalizmu różni się (niestety) znacznie. Czyli tacy mniejsi zamordyści. Coś by tam zreformowali, komuś ułatwili życie, ale tak naprawdę, to wszystko pozostanie mniej więcej po staremu.

    O ile działania CC mają na celu pewne uporządkowanie tego bałaganu, to wciąż daleko im od radykalizmu, czy nawet, w moim mniemaniu rzecz jasna, kopyfajterstwa.

    BTW, domena copyfight.pl wciąż jest do jakiegoś fajnego wykorzystania.

  7. @Maciej

    w takim razie chyba nie zostałeś do końca zrozumiany – bo, jeśli dobrze rozumiem, zamordyści / liberałowie zostało potraktowane jako opozycja.

    Odnosnie radykalizmu, sam w sobie nie jest jeszcze gwarancja niczego. Jest taki tekst Aleksandra Galloway’a, w ktorym pisze on, ze w czasach dominacji roznych protokolow, protest poza protokolem, bunt przeciw niemu, nie ma sensu. Oczywiscie Galloway pisze o protokolach komputerowych, system IP to protokol prawny – i wydaje sie, ze mozna dzialac poza protokolem prawnym wlasnie dzieki protokolom komputerowym.

  8. No bo na razie to jest jedyna rozpoznawana i, jak widać po Wyborczej, uznawana opozycja. To podobnie jak w polityce, gdzie ustawia się najczęściej 2 „przeciwników” (np. PO i PiS) ignorując resztę spektrum, dając szansę wypowiadania się jedynie tym wybranym oponentom i przedstawiając ich jako jedyne alternatywy.

    Dobrze, że CC i ogólnie ruch liberalny w dziedzinie IP jest zauważany i coś tam usiłuje osiągnąć. Idą w dobrym kierunku, przynajmniej z mojego punktu widzenia, tylko ja chcę dotrzeć po prostu dalej. I lepsza taka konfrontacja liberałów i zamordystów niż żadna.