Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości

28.04.2008
poniedziałek

Prawo autorskie: jeden plus, jeden minus

28 kwietnia 2008, poniedziałek,

Do tego rodzaju wpisów przydałby się jakiś katalog dziwnych przypadków – format pozwalający dokumentować drobne dowody na to, co dzieje się z prawem autorskim. Blog nie do końca się na to nadaje, nie wiem nawet, czy dobrze w jednym wpisie łączyć przypadek dobry z przypadkiem zły. Łączę je niejako przez przypadek, bo natrafiłem na nie jednego dnia (dzisiaj).

Z jednej strony Guardian opublikował tydzień temu tekst o mp3blogach – jak się okazuje, na blogach tych regularnie narusza się prawa autorskie poprzez rozpowszechnianie zastrzeżonych treści. Jednak nie mają one złej sławy, których dorobiły się sieci p2p, a muzycy i wytwórnie często zabiegają o opublikowanie utworu w tej szarej strefie – wiedząc, że dobry mp3blog oznacza świetną promocję dla ich muzyki:

If I’m not on the blogs,’ he adds, ‚maybe I’m doing something wrong.

Jamie King, o którym już tu wpisałem, dał mi do myślenia zwrotem „post-copyright society”. I oto mamy przykład takiego modelu społecznego w działaniu: istnieje światek blogów, który nijak się ma do reguł prawa autorskiego, nie używa nawet formalnych alternatyw takich jak np. Creative Commons. Wszystko opiera się na normach społecznych:

Clayton, who posts a range of esoteric music on his blog Mudd Up!, is sensitive about the songs he posts and has made it easy for people to email him with objections.

Ciekawe swoją drogą, czy w Polsce mp3blogi funkcjonują w podobny sposób – tzn. są postrzegane jako wartościowe kanały promocji, a wysłanie piosenki do twórcy mp3bloga jest porównywalne z wydaniem premierowego singla?

Teraz przypadek drugi, zupełnie odmienny. Przeczytałem na Historia i media, że firma Red Bull żąda od fundacji Dodaj Dzieciom Skrzydeł zmiany nazwy, gdyż rzekomo narusza ona jakieś prawa (nie wiem, czy autorskie, czy np. do znaku towarowego) firmy, która stosuje hasło reklamowe „Red Bull doda Ci skrzydeł”. Fundacja słusznie odpowiada, że o dodawaniu skrzydeł pisał już Mickiewicz.

To klasyczny przykład „chilling effect”, czyli straszenia prawem autorskim i innymi formami własności intelektualnej, często na wyrost lub bez podstaw, ze skutkiem ograniczenia szeroko pojętej wolności słowa. (Polecam amerykański Chilling Effects Clearinghouse, dokumentujący tego rodzaju przypadki).

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 3

Dodaj komentarz »
  1. W całym zgiełku na temat copyrightów kuriozalne jest to, że żadna organizacja „wydawców” nie protestuje przeciw np. używaniu AdBlocka. Usuwanie reklam ze stron internetowych to klasyczna ingerencja w dzieło (to samo oczywiście jest z Tivo). Wychodzi na to, że skoro reklamy są powszechnie nielubiane, to naruszanie własności intelektualnej jest z AdBlokiem ok (chociaż trudno zaprzeczyć oczywistości, że im więcej ludzi wycina reklamy, tym mniej rentowne są darmowe serwisy)

  2. A niby jakim cudem AdBlock filtrujący to co ja oglądam w mojej przeglądarce miałby naruszać prawo? To co wyświetla moja przeglądarka to tylko i wyłącznie moja sprawa.
    Generalnie chyba nie załapałem sensu powyższego komentarza.

  3. Polskie mp3blogi, oprócz chyba „Wszystkich świętych’ (z wiadomych przyczyn bez linka), raczej prezentują ubóstwo i system copy/paste. Paradoksalnie częsciej można było trafić polskie płyty z szeroko pojętej alternatywy na nieistniejącym już niestety Bolchas Gratis – gdzie był i Wirkus, i Mapa i pierwsza płyta Wieloryba z 91′, które jest już raczej dziś nienamierzalna, czy na nodatta, niż na polskich mp3blogach. Cały dil polską muzą tak naprawdę odbywa się via fora – czy to peb czy o2 – i tam, faktycznie zdarza się, że jakies garazowe brit-podróby z małych wiosek wrzucvają swoje produkcje. Bez większego wzięcia zresztą.