Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości Kultura 2.0 - Cyfrowy wymiar przyszłości

16.06.2008
poniedziałek

„Kultura versus kultura” – sprawozdanie po spotkaniu

16 czerwca 2008, poniedziałek,

Ostatnie przed wakacjami spotkanie z cyklu „Kultura 2.0” miało charakter podsumowujący – nie było filmów ani muzyki na żywo, była za to dyskusja o różnych sposobach pojmowania kultury, o kilku różnych kulturach współistniejących ze sobą, oraz o sposobach ich wspierania i finansowania.

Jednym z punktów wyjścia były dane z raportu Instytutu ARC Rynek i Opinia, z których wynika, że z kulturą w naszym kraju jest kiepsko. Jednak badania te pomijają nowe formy uczestnictwa w kulturze, związane z korzystaniem z mediów cyfrowych.Nasi goście – antropolog Wojciech Burszta, szef PWA Michał Merczyński, Grzesiek Lewandowski z klubokawiarni Chłodna 25 i dziennikarz Bartek Chaciński – spierali się więc o wpływ, jaki na modele funkcjonowania kultury wywarł internet.

Kultura versus kultura

Jednym z wątków dyskusji były sposoby myślenia o różnych sferach kultury – inne niż podział na kulturę wysoką i niską. Wojciech Burszta zaproponował rozróżnić „kulturę instytucji” od kultury zapośredniczonej przez technologie. Ta druga to kultura dużo bardziej prywatna – a więc ciężka do zbadania, oparta na prywatnym doborze treści, własnym kanonie i rytmie uczestnictwa. Michał Merczyński mówił z kolei o kulturze instytucjonalnej i niezależnej kulturze projektowej. Bartek Chaciński zaproponował wreszcie podział na kulturę czynną i bierną – instytucje finansujące kulturę opłacają głównie drugą z nich.

Kultura versus kultura

Bartek Chaciński – zapytany o dostrzeganie nowej kultury przez media – stwierdził, że ?Przekrój? powinien mieć dział „internet” obok działów „muzyka” czy „film”. Jednak jego zdaniem zjawiska kulturowe są najciekawsze zanim zostaną zauważone przez tradycyjne media. Chaciński zaproponował mówić o kulturze nowej i starej. Kultura „wysoka” jest przede wszystkim „stara” – dorobiła się odpowiedniego aparatu pojęciowego, stała się opisywalna, a przez to uznana. Tymczasem nowej kultury nie potrafimy właściwie nazwać.

Kultura versus kultura

Ciekawy dialog wywiązał się pomiędzy Michałem Merczyńskim, kierującym dużą instytucją państwową, a Grześkiem Lewandowskim, stykającym się z urzędnikami państwowymi na stopniu lokalnym, gdzie pieniądze wydaje się często przypadkowo, a kompetencje decydentów pozostawiają wiele do życzenia. Michał Merczyński dowodził, że zachodzi powolna zmiana myślenia przez urzędników, którzy na przykład coraz częściej chcą finansować kulturę niezależną, projektową. Wskazywał też na możliwość wciągnięcia nowych mediów w obręb kultury instytucjonalnej – przykładem byłoby narodowe archiwum audiowizualne w internecie. Jednak dygitalizacja kultury jest obecnie w Polsce prowadzona metodami chałupniczymi – trzeba je zastąpić „dygitalizacyjną produkcją fabryczną”.

Kultura versus kultura

W dyskusji pojawił się też wątek braku strategii kultury w Polsce, zastąpionej przez upolitycznioną „politykę kulturalną”. Grzegorz Lewandowski opisywał podobny brak strategii na poziomie miasta Warszawy, nazywając kulturę warszawską kulturą transformacji – reagującą stale na przeszłe procesy zmiany (po wojnie, po 89 roku, itd.). Wobec braku strategii zarządzanie kulturą w Polsce, według Bartka Chacińskiego, sprowadza się do rozliczania planów rocznych i wydawania zgodnie z nimi pieniędzy, pomijając kwestię jakości projektów.

Obecny na sali Mirek Makowski mówił o internecie jako sile znoszącej podziały na kulturę wysoką i niską – gdy tymczasem instytucje kultury podtrzymują ten podział. Roman Pawłowski dodał jeszcze jeden podział – na kulturę publiczną i przemysł kulturowy tworzący kulturę masową. Podkreślał znaczenie zdefiniowania misji publicznej w sferze kultury, która spowodowałaby finansowanie ze środków budżetowych wyłącznie kultury publicznej – bowiem kultura komercyjna sfinansuje się sama. Pawłowski zauważył jednak, paradoksalnie, że w Warszawie kultura awangardowa jest tworzona przez prywatne, komercyjne lokale: takie jak klubokawiarnia na Chłodnej czy teatr Krystyny Jandy.

W dyskusji zabrakło mi trochę odwołań do kultury sieciowej w czystej postaci: prywatnej, niezależnej, pozostającej ?pod radarem? mediów, instytucji czy badaczy. Mirek Makowski wskazał na tę sferę protestując przeciwko podejściu „socjalistycznemu”, które zakłada, że wszelka aktywność kulturowa musi być finansowana. Wydaje się, że ta sfera kultury – przez nas nazywana kulturą 2.0 – rzeczywiście świetnie sobie radzi bez dofinansowań czy uwagi medialnej. Jednak jak zauważył Bartek Chaciński, także kultura sieciowa potrzebuje czasem mecenatu. Kształt tego mecenatu pozostaje dla mnie kwestią niewyjaśnioną, którą warto poruszyć na przyszłych spotkaniach.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 5

Dodaj komentarz »
  1. chaotyczna ta dyskusja – splątalo sie chyba kilka tematów.. trzeba zauwazyc ze podzial kultura wysoka-niska czy internetowa- nieinternetowa nie mają ze soba nic wspólnego.. tzn nakladaja sie na siebie w internecie tez moze byc wysoka (np. na stronach CSW czy galerii saatchiego) i niska (videoklip muzyki popowej).. wielkim tematem na pewno jest jednak kultura wysoka która nie musi byc publiczną.. choc nie wiem czy to temat na ten blog

  2. Splątało się sporo tematów, ale dyskusja chyba nie była zbyt chaotyczna – raczej chaotyczna jest moja relacja.

    Co do nakładania się podziałów – nie zgadzam się. Moim zdaniem kultura wysoka po pierwsze w wielu wypadkach nie przekłada się łatwo na formę sieciową, po drugie ma do niej awersję. Ale przede wszystkim mówiliśmy o tym, że wysokie / niskie nie ma zupełnie sensu – czy na pewno na stronach CSW nie pojawiają się wideoklipy? na pewno pojawiają się w mieszczącym się w CSW kinolabie.

  3. chaotyczna?
    może.
    ale i Rzeczywistość — jest dziś „chaotyczna”.
    nie ma 1dnej „Kultury:; jest ich wiele.
    powróciliśmy do struktury plemion; i każde — ma swych bogów, wartości… a nawet języki.
    ………………………..
    ale Upper upper class — istnieje jak istniała; od zawsze — i ma SWOJĄ kulturę.
    (nawet jeśli taką sobie.)
    i to nie jest — patrząc na Polskę, gdzie ona marna; ale — CSW; a np. (np.) galeria fibaka, która nigdy nie będzie zainteresowana blogami; no, chyba że to poprawi sprzedaż.. 😉
    ………………………..
    no i ceterum censeo: precz z socjalizmem!;-))

  4. Podział na kulturę publiczną i jakiś przemysł KULTUROWY jest absurdalny.

    Cała dyskusja, choć bardzo ciekawa i żywa, pokazała, że problem pływa przede wszystkim po powierzchni tematu. „Usieciowienie” w kontekście wszystkich podziałów, o których dyskutuje się właściwie od początku wieku staje się tylko jednym z wielu wątków. W Polsce chyba nie czuje się potrzeby traktowania go jako kategorii pierwszoplanowej. Błąd to, rzecz jasna, wielki, ale gdy mamy do czynienia z paskudnym refluksem wszystkich debat o tym co wysokie i niskie, to trzeba się zająć doraźnymi rozwiązaniami. Przecież te wszystkie klasyfikacje naprawdę wchodzą do oficjalnych dokumentów…

  5. Słowo „kultura” od razu implikuje dyskusję i rozróżnianie, co jest kulturą, a co nie. A połączenie „kultura bierna” wręcz mnie odrzuca: w ramach utartych schematów gapienie się na balet w TV jest koniecznie lepsze (bo to „kultura”) niż gapienie się na kolejne odcinki „T jak telenowela”. A nawet lepsze niż pójście na koncert zespołu „Blacholika”, gdzie się przynajmniej uczestniczy aktywnie. Nieśmiało śmiem zaprotestować.
    Wolałbym zamiast słowa „kultura” używać „twórczość”. Czy to będzie kółko emerytów, wyplatających krzesełka z wikliny, czy grupa gimnazjalistów, robiących nowe lewele i modele postaci do „kłejka” – jedno i drugie uważam za lepsze niż bierny odbiór jakiejkolwiek „kultury”, „niekultury”, czy „kontrkultury”.